Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2016-01-04

"Wspomnienia" Nadieżda Mandelsztam

Wydawca: Agora

Data wydania: 10 grudnia 2015

Liczba stron: 560

Tłumacz: Jerzy Czech

Oprawa: twarda

Cena det.: 49,99 zł

Tytuł recenzji: Miłość i spuścizna

Pierwszego wydania "Wspomnień" Nadieżdy Mandelsztam - pod innym zresztą tytułem i w innym tłumaczeniu - z oczywistych względów nie mogłem odczytać świadomie. Myślę, że to najważniejsze wznowienie 2015 roku i książka, która jest symboliczną wykładnią losu ludzkiego w szponach terroru mogącą być odczytaną na kilka różnych sposobów. Siła tych zapisków to nie tylko wielowymiarowe i bezkompromisowe ukazanie dwóch rosyjskich dekad podłości i ratowania w niej godności ludzkiej. To także świadectwo wyjątkowego przywiązania do twórczości Osipa Mandelsztama, której strażniczką niosącą ją w przyszłość była właśnie jego żona. Autorka wspomnień nie trzyma się chronologii. Książkę porządkuje logika wspomnień oraz skojarzeń. Obrazuje ona, w jaki sposób w nieludzkich czasach można było zachować miłość, zdrowy rozsądek i przede wszystkim poczucie sensu tego, co się robi. Bo Nadieżda Mandelsztam to - jak twierdzi Josif Brodski - przede wszystkim "wdowa po kulturze". To ona pozwoliła mężowi przemawiać na nowo. Oddać mu głos, gdy okrutne lata dwudzieste i trzydzieste XX wieku wreszcie się skończyły. Ukazać go poprzez twórczość - z każdą możliwą ułomnością i egzystencjalną wątpliwością. Pokazać siłę tego małżeństwa, którego nie zniszczyły reżim, dwumyślenie i ciągła atmosfera niepewności pośród donosów oraz spektakularnych zdrad.

Właśnie uczucie niepewności tworzy charakterystyczną klamrę kompozycyjną wspomnień napisanych przez Nadieżdę Mandelsztam bardzo późno, po sześćdziesiątym piątym roku życia. Zapiski rozpoczynają się od mrocznej majowej nocy 1934 roku, kiedy to czekiści aresztowali Osipa Mandelsztama, zajmując się jednocześnie metodyczną rewizją mieszkania. Kończąca książkę niepewność jest dużo bardziej przejmująca. Dotyczy daty śmierci męża. Autorka otrzymała kilka relacji z jego ostatnich dni - zesłany, wyzionął ducha z wycieńczenia, a być może też z narastającej beznadziei. Bo obok żony czuł się nie tyle pewnie, ile przede wszystkim miał świadomość, że nie walczy z systemem sam. Wielu kolegów po piórze zachowawczo przyjęło na siebie choćby te zarządzenia, które kształcenie ludu zamieniało w jego wychowanie. Nadieżda Mandelsztam pozostaje w niedopowiedzeniu. Noc aresztowania męża. Dzień jego śmierci. Między tymi dwoma zdarzeniami - przenikliwy obraz życia naznaczonego uciekaniem i wyjęciem spod prawa. Życia, w którym kreśli się jednocześnie rola poety w świecie wypaczonych wartości i tam, gdzie nie można było żyć bez kłamstwa. Bo przecież to także bolało Nadieżdę Mandelsztam przez całe długie życie. Lata wstecz napisała przecież: "Dobrze jest żyć tam, gdzie nie ma powodów do kłamstwa. Czy jest takie miejsce na ziemi?". Myślę, że to pytanie zadawała sobie niejednokrotnie, diagnozując chorobę narodu radzieckiego wymazującego z pamięci wszystko to, co niewygodne i utrudniające przetrwanie.

Ale czasy, w jakich przyszło żyć małżeństwu Mandelsztam, to przede wszystkim okres tak sterowanego przez władzę szaleństwa, że nie tylko zanikały więzi międzyludzkie, ale przede wszystkim stale zmieniało się znaczenie samego słowa. Rzecz dla poety niewyobrażalna w momencie, w którym to nie czytelnik interpretuje jego znaczenie. Czytamy między innymi: "Gdzie w takich epokach jak nasza przebiega granica między normą a chorobą psychiczną?". To wynik obserwacji tego, jak bardzo ulega destrukcji życie wewnętrzne na zesłaniu, ale także reakcje znajomych - tych bliskich i najbliższych. Bo tylko Anna Achmatowa była przez cały czas najbliżej. Reszta w różnym stopniu zawodziła. Pomieszanie zmysłów czy rozpaczliwa chęć przeżycia w czasach, w których wszyscy byli ofiarami terroru? Zaskakująca jest empatia, z jaką Nadieżda Mandelsztam portretuje ludzi utrudniających życie mężowi, dosadnie je komplikujących. Bo wartość tych zapisków to także możliwość śledzenia dróg twórczych innych znanych wówczas rosyjskich poetów i prozaików. Autorka szczególnie uważnie analizuje dwie różne drogi twórcze Osipa Mandelsztama i Borysa Pasternaka, jednak przygląda się uważnie także temu, jak funkcjonowali w życiu publicznym Błok, Babel czy Bieły.

"Wspomnienia" to wyrazisty bunt wobec pokory przyjmowania na siebie kolejnych razów. Autorka punktuje zachowawczość opinii publicznej w sprawie aresztowania i gnębienia męża. Z dużą dozą zdrowego rozsądku, a nawet dystansu ukazuje tę groteskową drogę od wygłoszenia przez Osipa Mandelsztama antystalinowskiego wiersza po bolesne konsekwencje takiego pomysłu i ich społeczne uwarunkowania. Zesłanie do Woroneża i te chwile nieuzasadnionej euforii po powrocie do Moskwy to czas, w którym poeta cierpiał na kilka sposobów, a żona gruntowała się w przekonaniu, iż to jej pamięć okaże się w przyszłości niezbędna, by pomóc mu wyrazić siebie.

Jeśli chodzi o sferę życia codziennego, publikacja ta to zarys codzienności małżeńskiego życia z jego urokami i problemami. Dykteryjki i autoironiczne zapiski łączą się z przełomami, których mroczny cień zwiastował kolejne dni niepokoju. To książka o tym, co naprawdę znaczy bycie razem i jak silne jest wówczas, kiedy czas i historia chcą ludzi atomizować, oddalając w strachu i niepewności. Nadieżda Mandelsztam to strażniczka śladów po ukochanym mężu i obrończyni tej pamięci, której wyrzekali się prawie wszyscy. Drogi literatów były różne i wielu z nich wolało oddychać bez strachu. Autorka nakreśla absurdalność takiego przekonania, bo nie było w czasach Stalina nikogo, kto mógłby rozpoczynać dzień bez obawy o jutro. A wieczne jutro Mandelsztamów kształtowała ich bliska relacja. W intymności emigrowali naprawdę. Byli dla siebie i wewnątrz siebie. Widać, jak ogromne pokłady czułości przepełniają zapiski redagowane przecież wiele lat po śmierci Osipa Mandelsztama. W nich jest nadzieja na to, że oboje pozostaną razem na zawsze. Pozostali do chwili ostatniego tchnienia Nadieżdy. Te zapiski to dowód na to, jak bardzo trzeba było walczyć o to, by oddychać pełną piersią i by zapisane słowo nie przejmowało grozą. "Wspomnienia" wydano przecież jeszcze w czasie, kiedy słowo pisane było niebezpieczne.

Ta książka daje przejmujący dowód na to, że nie każdego człowieka da się uwięzić. Że można przetrwać nieludzki czas, okazując ludzką godność i solidarność z tymi, dla których droga twórcza to czas nieustającego wyzwania. Mandelsztamowie podjęli się wyzwania najtrudniejszego - wytrwania w godności pośród radzieckich realiów. Truizmem jest określenie, że zapiski są świadectwem tego, iż można ocalić człowieczeństwo, ale udało się to nie tylko autorce i jej mężowi. Bo to książka o dobrych ludziach i silnych charakterach w czasach, w których słabość była na porządku dziennym, a władza dodawała sobie siły, łamiąc charaktery innych. Wstrząsające, pełne czułości, trudnych i retorycznych pytań oraz niepokoju zapiski, dla których nie ma już tyranii i ograniczeń. Poruszająca książka.

1 komentarz:

JN pisze...

Dziękuję za tę recenzję. Książka, jak i sama historia, brzmią fascynująco.

Qbuś pożera książki
pozeracz.pl