Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2017-01-25

„Pragnienie” Richard Flanagan

Wydawca: Wydawnictwo Literackie

Data wydania: 12 stycznia 2017

Liczba stron: 252

Przekład: Maciej Świerkocki

Oprawa: twarda

Cena det.: 34,90 zł

Tytuł recenzji: Dzicy i cywilizowani

Richard Flanagan w „Pragnieniu” udowadnia, że wielka historia pisze się sama, ale czasami trzeba pomóc ludziom w jej interpretacji. Autor pokazał w „Ścieżkach Północy”, że nie jest moralistą, choć potrafi kategoryzować i wyraźnie zaznaczać granice między tym, co ludzkie, a tym, co zwyczajnie podłe. W tej powieści, wcześniej wydanej w ojczyźnie Flanagana, także powróci ta dość oczywista dychotomia, z której nie zawsze zdajemy sobie sprawę. Portretując znanych Anglików oraz zupełnie anonimowych mieszkańców podbijanych przez nich ziem, australijski prozaik dość czytelnie sugeruje, iż nie ma i nigdy nie było podziału na ludzi cywilizowanych i dzikich. Jest i zawsze za to istniał podział na tych, którzy potrafią być dobrzy i szlachetni, oraz na tych, którzy w swych podłościach i okrucieństwach dochodzą do perfekcji w mieszaniu pojęć. „Pragnienie” będzie powieścią o ludzkiej hipokryzji nie tylko dlatego, że to właśnie biali, rzekomo rozwinięci ludzie podążają ścieżkami własnych potrzeb, a pozostali, ci dzicy i nieokrzesani, żyją w swoistej wewnętrznej symbiozie, nie spalając się w zgubnych namiętnościach. Flanagan posłużył się interpretacją mitu o Ledzie, portretując wydobytą z buszu dziewczynkę, która miała stać się dostojną Angielką, ale nigdy symbolicznie nie zgodziła się na to, by założyć buty, co miałoby uczynić z niej kobietę. Mit o gwałcie i destrukcji jako pokłosiu tego gwałtu pięknie obrazuje nie tylko losy Mathinny, która od lat spogląda na nas z ujmującego portretu małej Aborygenki w czerwonej sukience. „Pragnienie” to w gruncie rzeczy powieść o sankcjonowanej przemocy, którą zbyt często i zawsze niesłusznie kojarzy się z ludzką odwagą. To opowieść o tchórzostwie skrytym przed światem i dynamizmie udowadniania światu, kim się jest naprawdę. Dzicy i cywilizowani – autor wyraźnie stawia kreskę tylko na samym początku. Potem coraz bardziej dyskretnie, ale i konsekwentnie, tę granicę przed nami zaciera.

Interpretacja losów sir Johna Franklina jest bardzo ciekawa. Nieprzypadkowo chyba autor wybrał sobie kogoś, kto w latach 1836-1843 był gubernatorem Tasmanii, a potem usiłował udowodnić angielską potęgę zdobywczą nad arktycznymi lądami. W jednym i drugim zakątku ziemi nie wyszło mu to, co planował lub czego oczekiwał. Flanagan portretuje gorycz Franklina odwołanego z pełnionej funkcji na Tasmanii oraz pozbawionego sił i wsparcia pośród napierającego na niego lodu. Pod każdą szerokością geograficzną dziewiętnastowieczny Anglik chciał udowodnić swoją wyższość nad światem. Richard Flanagan nie tyle ironizuje na temat tej wyższości, ile ukazuje absolutną nieprzystawalność myślenia o danym miejscu do tego, jakie ono jest. Dużo więcej dowiemy się o postrzeganiu Tasmanii, arktyczną przestrzeń odczytując w kategoriach milczenia i domysłów. A ziemia, na której Franklin z żoną odnalazł siedmioletnią Mathinnę, nie jest ziemią dzikich. Pytanie o to, co to jest dzikość, zaczyna się w historii adoptowania Aborygenki przez majętnych Anglików. Potem przenosi nas w czasie i do angielskich salonów. Do czasu, w którym Charles Dickens ma stanąć w obronie Franklina i jego ekipy badawczej posądzanej o kanibalizm w trudnych warunkach przetrwania.

Portretowanie Dickensa wychodzi Flanaganowi nieco gorzej. Jego historia nie działa tak bardzo na wyobraźnię, nie jest też w żaden sposób zaskakująca – nie tylko dlatego, że znamy biografię angielskiego prozaika. Dickens nie wierzy w koncepcję szlachetnego dzikusa. Jego zdaniem cywilizowanego człowieka od kogoś żyjącego z dala od tego, co oferuje rozwinięty świat, odróżnia umiejętność panowania nad instynktami i pragnieniami. Tymczasem on sam ulega jednemu z nich. A może nie tylko jednemu. Dickens, pisarz o ugruntowanej pozycji, może być autorytetem i wpływać na opinię publiczną nie tylko za sprawą swoich narracji. Podejmuje się obrony lady Franklin przed cieniem, jaki kładą na niej zarzuty wobec męża i jego ekspedycji. Anglik kanibalem? Niemożliwe. Anglik jest poczciwym, uczciwym, ze wszech miar rozsądnym, wierzącym i uporządkowanym człowiekiem. Kiedy Dickens podejmuje się pracy nad spektaklem teatralnym uwieczniającym słuszność arktycznej wyprawy Franklina, gra postać niepodważalnie szlachetną. Czy szlachetne jest kategoryzowanie ludzi, tworzenie hierarchii i uwznioślanie pewnych grup tylko dlatego, że jest się przekonanym o ich wkładzie w tak zwaną cywilizację?

Flanagan pokazuje, o co i jak często można oskarżyć tak zwanych dzikich w XIX wieku. Ukazuje kilka rodzajów przemocy, które mają sankcjonować stworzony ład. Temu porządkowi ma podlec Tasmania. Jej rdzenni mieszkańcy są przesiedlani, a rządy białych to działalność mająca na celu uczynienie życia innych lepszym. Co jest gorszego w byciu z kręgu innej cywilizacji? Kto narzuca modele myślenia o świecie w taki sposób, by to, co inne, skategoryzować jako obce i złe, bo tak jest łatwiej? Lady Franklin podąża za swym niespełnionym pragnieniem posiadania córki. Widzi ją w małym, słodkim zwierzątku tańczącym jakiś szalony taniec. Dramat Mathinny rozpocznie się od tego, czego chce Jane Franklin. Dramat całej Tasmanii będzie polegał na tym, iż kolonizująca lądy Anglia pragnie pokazać swą wyższość i udowodnić, że preferowane przez nią wartości są konieczne do przyjęcia przez innych.

Tymczasem biali to okrutni hipokryci, a rzekomo dzicy żyją w zgodzie ze sobą i naturą. Literacki piewca rodzinnego życia, Charles Dickens, coraz bardziej obco czuje się u boku żony i swoich dzieci, poszukując innych wrażeń poza domem rodzinnym. Pełna niespełnionego instynktu macierzyńskiego Jane Franklin nie zdaje egzaminu na czułą matkę. Podlegający wpływom Franklina Protektor zarządzający rdzenną ludnością Tasmanii stara się nie pamiętać, że najlepiej czuł się, gdy tańczył nago pośród niej, odnajdując na chwilę przestrzeń wewnętrznej wolności. Kto i dlaczego tłumi swoje pragnienia i instynkty? Czy ta opowieść sprzed kilku wieków nie jest wykładnią ludzkich słabości także dzisiaj, gdy świat podzielony jest bardziej niż kiedykolwiek wcześniej?

Czytanie Flanagana jest sporo przyjemnością estetyczną, bo to kwestia pięknego przekazu, ale jednocześnie ciekawej konstrukcji książki. Nieodległe od siebie wydarzenia portretowane są z jeszcze innej, trzeciej jakby perspektywy. Autor stawia pytania przede wszystkim w zdaniach oznajmujących. Pozostawia nas w niedosycie opisywanych historii, ale jednocześnie posługuje się symbolami tak czytelnie, że właściwie wszystko można odczytać spoza tekstu. „Pragnienie” to książka dla ludzi wrażliwych i otwartych. Mówi o ludzkiej podłości, ale również o niemocy i tęsknotach za tym, co czasem atawistyczne, niekontrolowane. Jesteśmy tylko ludźmi. Ani istotami cywilizowanymi, ani szlachetnymi dzikusami. Ludźmi. Z każdą słabością, którą usilnie staramy się tuszować.

Brak komentarzy: