Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2017-05-08

„Zapomniany walc” Anne Enright

Wydawca: Wiatr od Morza

Data wydania: 6 kwietnia 2017

Liczba stron: 258

Przekład: Grzegorz Buczkowski

Oprawa: miękka

Cena det.: 39,99 zł

Tytuł recenzji: Trudy romansu

Cenię sobie dwie polskie książki o anatomii zdrady. To „Pasja według św. Hanki” Anny Janko i „Opowieść niewiernej” Magdaleny Witkiewicz. Cenię je przede wszystkim za świeżość w ujęciu tematu, pogłębioną analizę psychologiczną oraz sporo skomplikowanych pytań, na które wiele lat po lekturze nie znalazłem jeszcze odpowiedzi. Irlandzką opowieść o zdradzie autorstwa Anne Enright od pierwszych stron traktowałem z dużym dystansem. Nie tylko dlatego, że narracja skonstruowana jest w taki sposób, iż absolutnie subiektywny strumień świadomości portretuje złożoność sytuacji w mało przekonujący sposób. Opowiadająca swoją historię Gina nie wzbudza sympatii, ale Enright pisze tak, że mamy do czynienia z samymi smutnymi i zagubionymi ludźmi, których nie chciałoby się przytulić, a nawet nie chciałoby się z nimi szczerze porozmawiać. Problemem tej powieści jest konstrukcja. W ostatniej części dość jałowej opowieści o dylematach związanych z pustoszeniem własnego związku i drugiego małżeństwa oraz o tych dotyczących pytania, czy dążąc do własnego szczęścia, nie rujnujemy szczęścia innych, Enright próbuje na siłę uwiarygodnić i udramatyzować skomplikowane relacje kochanków. Wprowadza postać dziecka, specyficznej dziewczynki o wyjątkowych potrzebach. Evie nada zakazanemu związkowi nowe ramy. Dziecko mężczyzny uwikłanego w kolejny już w swoim życiu romans będzie postacią, poprzez którą narratorka ujrzy swą skomplikowaną sytuację w jeszcze bardziej mrocznym świetle, niż dotychczas ją postrzegała. „Zapomniany walc” proponuje nam wejście w historię o życiowych kompromisach, burzeniu ładu i konsekwencjach decyzji na zawsze zmieniających życie ludzi poza kochankami. Oferuje także dość dynamiczną powieść obyczajową o zgrozie istnienia w pojedynkę i rozpaczliwych próbach szukania bliskości w trudnych czasach, w których bliskość warunkowana jest przede wszystkim problemami. Różnej natury.

Bardzo myląca jest etykieta Bookera widoczna na okładce. Anne Enright nie dostała literackiej nagrody za „Zapomniany walc”. Nie mogłaby jej dostać za tę książkę. Gina na przemian irytuje i bawi. Pozostaje też zdumienie przy lekturze wyznań dotyczących tego, że lubi być flirciarą i zakręciłaby się nawet wokół teścia, lub pretensjonalnego opisu przeżywanego romansu, gdzie informuje, że razem z kochankiem „zdarli niebo”. Nie ma tu problemu wiarygodności bohaterki, bo Gina jest dogłębnie przemyślaną postacią, kobietą sankcjonującą prawo do związku, który może coś zrujnować. Chodzi bardziej o to, w jaki sposób i jakimi środkami wyrazu opowiada swoją historię, wtapiając w nią sporo socjologicznych przemyśleń i wartościowych uwag na temat ludzi z otoczenia, niewidzących się w takim świetle, w jakim widzi ich Gina. Myślę, że Enright postawiła na ukazanie determinacji w walce o nietypowy związek, stawiając go w konfrontacji z zasadniczą utratą – chodzi o wątek związany z matką, tą matką, która ustawicznie „wciąż nie żyje”, pozostawiając Ginę w stuporze i wewnętrznym zagubieniu. Po traumie utraty matki bohaterka nie chce zgodzić się na kolejną utratę. A Seán domaga się uwagi w charakterystyczny sposób. Podobnie jak o tę uwagę walczy jego dorastająca córka.

Miłość do kochanka idzie w parze z trudem zrozumienia tej najbardziej skomplikowanej części jego natury. A dla Seána priorytetem jest Evie. Smutne i zagubione dziecko, które musi brać na siebie cały ciężar skomplikowanych relacji rodziców. Dramat Giny to przede wszystkim dramat nieprzystawalności do świata, w którym można byłoby powalczyć o jakieś alternatywne szczęście, ale nie można w nim uporządkować swoich emocji, skrytych priorytetów. Dlatego Enright każe swojej bohaterce dokonywać wyjątkowo trudnych wyborów. Tyle tylko, że są one w pewien sposób oczywiste i – jak wspomniałem – dramatyzowane ostatnie rozdziały książki nie wstrząsną nami bardziej niż pozornie lekkie i bezkompromisowe opisy codzienności związku, w którym Gina musi oddać część swojej dumy i podmiotowości. Bo zdrada to kompromisy dużo bardziej skomplikowane niż te mające przysłużyć się stabilnemu związkowi. Zapomniany walc” nie tyle uświadamia nam coś oczywistego, ile stara się na siłę wydobyć z opowiadanej historii przesłanie mające znaczenie symboliczne. Cierpienie Giny to dowód na to, że każda forma ingerencji w bliskie ludzkie relacje wymaga od nas ofiary. Na ile jednak ofiarna staje się bohaterka książki, a na ile tonie w pewnych fabularnych mieliznach, z których nie wydobywa jej nawet ironiczny język – to już inna sprawa i kwestia czytelniczego odbioru tej książki.

Anne Enright proponuje nam literacką znajomość z kobietą, która najpierw zaskakuje prostotą swego egocentryzmu, by potem wspinać się na wyżyny empatii i rozumieć swój skomplikowany romans przede wszystkim w znaczeniu związku dotykającego istoty jej potrzeb. Seán – dość intrygująca postać drugiego planu – jest bardziej wyraźny nie tylko dlatego, że nie możemy go być pewni i jego intencje są dużo bardziej mgliste niż motywacje do działania samej Giny. Enright w postaci Seána stara się zobrazować tę nieco wstydliwą, ale wszechobecną ludzką potrzebę osadzania się w najbliższym otoczeniu, takiego osadzania się materialnego, ale wynikającego również z potrzeby stałości, przewidywalności i pewności własnego rewiru. Rozpadają się wszystkie prywatne idylliczne krainy pozostałych bohaterów. Kochankowie znajdują się na językach tych, którym w różny sposób się nie powiodło i dla świętego spokoju tkwią okopani w iluzorycznym porządku. A Gina i Seán to związek dynamiczny, rozwojowy i wymagający kompromisów. Taki, w którym nie należy bać się drugiego człowieka, ale trzeba mieć się na baczności za każdym razem, gdy chce się mu coś narzucić. Tylko śmierć – ta wciąż nieżywa matka – jest na tyle bezkompromisowa, że nie daje żadnej możliwości zmian. Ukazany romans rozwija się w jakiś najnaturalniejszy ze sposobów. Kiedy wychodzi poza ramy klasycznego romansu, staje się walką o samostanowienie i udręką podejmowania niewygodnych kroków, by zachować wciąż gorącą namiętność.

„Zapomniany walc” nie portretuje zdrady w żaden twórczy sposób, a opowiada głównie o zależnościach, w jakie wchodzimy, nie będąc ich świadomi. Byłaby to interesująca opowieść o prawdziwej odpowiedzialności za drugiego człowieka, gdyby nie fakt, że opowiadana historia w dużej mierze oparta jest na truizmach, spod których czasami nieśmiało wyziera jakaś głębsza, bardziej oryginalna refleksja. Enright rozczarowuje, starając się zadawać oryginalne pytania i usiłując nadać narracji pierwszoosobowej doskonale subiektywny rys, by ukazać zagubienie i chaos. Autorka stara się opowiedzieć o kilku emocjonalnych utratach i o mirażach zysków. O tym, że potrafimy być obok siebie wyobcowani i jednocześnie walczymy o trudną bliskość. Jest tu też mowa o symbolicznym ocaleniu życia. Kto kogo ocali? To byłaby myśl na kilka interesujących rozdziałów. Niestety, większość z nich przyciąga uwagę tylko dość specyficznym stylem, ale nie pozostawia w tyle głowy wielu wątpliwości. Zwłaszcza gdy zakończenie książki stara się nadrobić braki w dramatyzmie obecne w pozbawionej oryginalnego przesłania fabule. Dlatego „Zapomniany walc” jest książką z dużym potencjałem, ale jednocześnie narracją chwilami naiwną, pozbawioną tego całego skomplikowania, jakie usiłuje nam narzucić. Mnie ta opowieść nie przekonała ani nie przejęła.

Brak komentarzy: