Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2017-08-12

„Zulejka otwiera oczy” Guzel Jachina

Wydawca: Noir sur Blanc

Data wydania: 17 sierpnia 2017

Liczba stron: 464

Przekład: Henryk Chłystowski

Oprawa: miękka

Cena det.: 39 zł

Tytuł recenzji: Opresja i przetrwanie

Ta powieść urzekła mnie całkowicie. To debiut, jakże niesamowity! Nawiązuje do doskonałej tradycji realistycznej powieści rosyjskiej z XIX i XX wieku i przypomina mi o tym, że literackie dobra ZSRR i Rosji to jednak coś najcenniejszego, z czym można obcować przez lata. Guzel Jachina zachwyca nie tylko ogromną wrażliwością, szeroką wielopłaszczyznowością swojej fabuły, pomysłem na powieść inicjacyjną o zdobywaniu przez kobietę niezależności i rozumieniu własnej tożsamości. To nie tylko wielka rzecz o potwornych czasach – o stalinowskich eksperymentach społecznych, potężnej sile indoktrynacji, o nieliczeniu się państwa z obywatelem i o wiecznej wędrówce z niewiadomym celem, pośród cierpienia i głodu. „Zulejka otwiera oczy” to przede wszystkim literacki zapis zderzania się dwóch kultur – rosyjskiej i tatarskiej. Osadzając akcję opowieści w kilku dekadach wyjątkowo mrocznej przeszłości, Jachina pokazuje momenty zetknięcia obu kultur, ich wzajemne zdziwienia, portretuje idiosynkrazje i ostatecznie – w losach bohaterów – wypracowuje przestrzeń porozumienia.

Tak, to bardzo dobra powieść. Powieść „z krwi i kości”. Taka, którą po prostu się chłonie, gdy ma się dosyć wszelkich eksperymentów formalnych – unikania wielkich liter czy tradycyjnych zapisów dialogów, a w warstwie ideologicznej nowatorskiego rozpasania, które prowadzi do tego, że opowiada się o wszystkim i o niczym. Jachina kreśli bardzo konkretną, choć wielowątkową historię. Tworzy naprawdę żywych bohaterów – z różnych grup społecznych, a tak samo wykorzystanych i oszukanych przez system. Niezwykła wrażliwość pisarki polega również na tym, że pośród plastycznych opisów i głęboko ujmujących portretów psychologicznych nie pojawia się żadna jednoznaczna ocena czasów, w których trzeba było walczyć o przetrwanie. Muzułmańska chłopka jest początkowo bezpodmiotowa, nie istnieje bez męża, ustanowionego przez tradycję życia i religijnych wierzeń. Staje się najpierw kułaczką, potem kołchoźnicą, doświadcza innych form życia, ale przede wszystkim stale o nie walczy. To, w jaki sposób bohaterka powieści symbolicznie otwiera oczy, jest jednocześnie narracją o tym, jak bardzo musimy być przywiązani do przetrwania, kiedy system podległości, represji i kar odbiera życiu znaczenie na wiele sposobów i w każdym jego wymiarze.

Zulejka żyje w rytmie porządkowanym przez domowe obowiązki, oddanie mężowi i opiekę nad nienawidzącą jej teściową, Wiedźmą. Pierwszy, niezwykle sugestywny rozdział obrazuje jeden dzień z życia bohaterki, w którym widzimy tę jej tragiczną podległość, pewność prostego porządku świata i jednoczesną zgodę na to, by być istotą potrzebną w bardzo określonym wymiarze. Jako kobieta usługująca mężowi. Już nie jako matka, bo w tej roli się nie sprawdziła, rodząc i żegnając od razu wszystkie cztery córki. Zulejka jest istotą osamotnioną, która poszukuje bliskości boga, wierzy w okoliczne duchy, drży przed onirycznymi przepowiedniami Wiedźmy i dziękuje za męża. Silnego, rosłego. Takiego, który nie bije zbyt mocno. Który potrafi dostrzec w niej istotę do czegokolwiek potrzebną. Zulejka nie myśli, nie analizuje. Ona otrzymuje polecenia do wykonania. Wprawna w uległości, byciu niewidzialnym tłem. Tuż obok swego pana życia, dla którego centrum istnienia jest starzejąca się matka. Zulejka to symbol naznaczonej przemocą i przesądami kobiety, która nie pozwala sobie na jakąkolwiek samodzielność. Co zrobi, gdy pewnego dnia jej mąż zostanie zabity, a zabójca każe jej ruszyć ze sobą w drogę – taką, z której nie będzie już odwrotu?

Jachina portretuje mroczną codzienność chłopki, dla której podległość jest stanem naturalnym. Zulejka nie bierze z życia nic dla siebie, bo życie to ma być posługa mężowi i dbanie o rodzinną stabilizację. Nie ma jej w momencie, w którym władza każe oddawać prywatne dobra. Zulejka widzi, że świat zewnętrzny brutalnie ingeruje w ich wiejską harmonię. Murtaza – wielki i silny mąż – pada nieżywy i nic już potem nie będzie takie, jakie było. Zulejka jako podejrzany element rusza w podróż w głąb Związku Radzieckiego. Otworzy oczy na zmiany, ale zestawi je tylko z tym, co do tej pory przeżywała. Skomplikuje się jej widzenie mnogości nowych doznań, gdy zabójca męża stanie się wybawcą, a potem będzie obok niej w innej roli. Ale wtedy i Zulejka będzie inna. Pozbawiona wstydu, wyrzutów sumienia i dzielnie odrzucająca system opresji egzemplifikowany przez powracające do niej widmo Wiedźmy.

Obok chłopki wydobytej ze wszystkiego, co stanowiło sens i treść jej życia, Jachina stawia młodego Iwana Ignatowa. Jego historia może być przez chwilę dużo ciekawsza. Ignatow pała miłością do ojczyzny i jest absolutnie przekonany o tym, że wszystko, co dla niej robi, jest słuszne i potrzebne. Zulejka jawi mu się jako głupia i oddana mężczyźnie kobieta, która nigdy nie będzie w stanie w pełni o sobie decydować. Ignatow także nie decyduje, on wykonuje rozkazy. Ruszając w podróż, uświadomi sobie to samo co Zulejka – został przez kogoś i coś wyraźnie oszukany. Ramy świata zostały nakreślone w fałszywy sposób. Ignatow – choć oprawca – to też ofiara systemu. W czasach portretowanych w powieści każdy był ofiarą, lecz nie każdy zdawał sobie z tego sprawę. Można było uciec w swoistą emigrację wewnętrzną jak kolejny ważny bohater książki – Wolf Karłowicz Leibe. Jego też – przez hipokryzję służącej – dotknie stygmat podróży i nowej formy doświadczania świata, ale Leibe jest interesujący przede wszystkim dlatego, że rodzi się na nowo, przyjmując poród Zulejki. Ta kapitalna scena uzmysławia nam, że każda nowa forma życia walczy z systemem opresji i umacnia się wbrew niemu. Leibe miał być tylko nieszkodliwym wariatem. Zulejka nigdy niespełnioną matką. Ignatowa miały czekać nagrody i splendor. Wszyscy trafiają do miejsca, w którym będą musieli przewartościować to, w co wierzyli. A każde z nich wierzyło w co innego.

Guzel Jachina opowiada o szalonej wierze w budowę potęgi państwa opartej na przemocy i ludzkiej krzywdzie. Świetlana przyszłość w mroku okrucieństw okazuje się mirażem, a oszukani i ograbieni bohaterowie – cieniami samych siebie zmuszonymi do tego, by podjąć ostateczną walkę o przetrwanie. „Zulejka otwiera oczy” to nie tylko powieść z feministycznym sznytem, nie tylko narracja z lekka publicyzująca i starająca się oddać strukturę fałszu, w którym zanikają i rodzą się na nowo bliskie relacje międzyludzkie. Jachina opowiada o nadziei i tożsamości w czasach, w których nie było miejsca na jedno ani na drugie. Nie portretuje nam czegoś, czego nie znalibyśmy z historycznych przekazów. Nie stara się w żaden sposób wyjść poza to, co znane i oswojone dzięki źródłom historycznym. A jednak oferuje prozę, która nowatorsko definiuje śmierć, głód, przerażenie czy deficyt miłości. To książka o przetrwaniu i o nadziei wynikającej z tego, jak mocno można walczyć o życie. Wzruszająca, głęboko humanistyczna, brutalna i nostalgiczna jednocześnie. Nie do wiary, że w ten sposób można literacko debiutować.

3 komentarze:

Jolanta pisze...

Właśnie przeczytałam i najchętniej zaczęłabym na nowo. Najpiękniejsza książka, jaka wpadła mi w ręce w tym roku.

Jarosław Czechowicz pisze...

Prawds? Niesamowite odkrycie literackie. Pozdrawiam

Agata Bruszewska pisze...

Dziękuję za informację, że rzecz ukazała się po polsku.
Po rosyjsku jest to dla mnie także przecudowne spotkanie z językiem.

I dwie polecanki tej samej autorki - Ludmila Ulicka: "Danie Stein, tłumacz";
"Zielony namiot".
Nie są to nowości, ale rzeczy zdecydowanie warte uwagi i zachwytu.