Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2017-09-25

„Bestie. Zbrodnie i kary” Janusz Maciej Jastrzębski

Wydawca: Aktywa

Data wydania: 22 maja 2017

Liczba stron: 672

Oprawa: miękka

Cena det.: 49,90 zł

Tytuł recenzji: Pytania o okrucieństwo

Książka Janusza Macieja Jastrzębskiego to pewien mroczny rewers „Polskich morderczyń” Katarzyny Bondy. Obie publikacje ukazują, że akty zbrodni nie znają podziału na płeć. Łatwiej przy tej dychotomii o pewne uporządkowanie, ale zawsze trudno o wyjaśnienia. Czytelnik Jastrzębskiego musi mieć naprawdę silne nerwy, bo autor nie oszczędza go, drobiazgowo analizując sprawy różnego rodzaju psychopatów, których okrutne czyny wstrząsały opinią publiczną w drugiej połowie minionego stulecia. Rys męskiego zabójcy konstytuuje się dość wyraźnie z przytaczanych historii, w których dominują mężczyźni nienawidzący kobiet, skrzywdzeni przez los, straumatyzowani w dzieciństwie oraz młodości, czujni samotnicy, budujący fundamenty świata na własnych chorych rojeniach. „Bestie. Zbrodnie i kary” to także wnikliwy dowód tego, w jakich okolicznościach wychodziły na jaw sprawy ludzkich okrucieństw w czasach komunizmu. Jeden z opisywanych zbrodniarzy, Eugeniusz Mazur, właśnie komunistów obwinia za to, kim się stał i co zrobił. Dlaczego w latach wyraźnie określających ustrój Polski wydarzyło się tak wiele potworności z udziałem zaburzonych psychicznie mężczyzn? Czy tomograf komputerowy mógłby wtedy wcześniej wykryć guza mózgu Karola Kota i w konsekwencji wpłynąć na ograniczenie jego psychopatycznych działań? Czy mniej intensywny przepływ informacji działał na korzyść zbrodniarzy, którzy niejednokrotnie latami bezkarnie powtarzali akty bestialstwa? Czy dzisiaj tak zaburzonych zabójców mamy mniej, bo sprawniej i skuteczniej działa psychiatria z szerokim wachlarzem leczenia farmakologicznego? Czy może chodzi też o to, że policja ma środki i możliwości skuteczniejszej współpracy o zasięgu ogólnokrajowym, czego brakowało milicji lat minionych? To tylko kilka z pytań, które można sobie postawić, gdy Jastrzębski metodycznie i z zachowaniem chronologii opowie o mrocznych zdarzeniach, których – takie odnieść można wrażenie – nie ma dziś aż tak wiele…

A jednak miały miejsce. Brutalne morderstwa kobiet w wykonaniu Tadeusza Ołdaka, Bogdana Arnolda, Joachima Knychały czy Pawła Tuchlina. Bardzo często podobny modus operandi i niezwykle zbliżone do siebie okoliczności, w jakich doszło do pierwszych, a potem kolejnych morderstw. Jastrzębski kreśli portret mizoginów i mizantropów, którym bardzo często martwe ciała dawały okazję do zrealizowania niespełnionych potrzeb seksualnych. Podczas przesłuchań często bierni, ale też zatrważająco konkretni i pewni tego, że ich postępowanie miało sens, podporządkowane zostało wewnętrznej logice. Psychopaci, którzy – jak Arnold – gromadzili zwłoki kobiet w swoim mieszkaniu albo działaniami rekompensowali jakieś wewnętrzne niedostatki w ułożonym życiu męża i ojca – jak Joachim Knychała. Autor tego mrocznego zestawienia ukazuje krok po kroku nawarstwiające się frustracje, lęki i zarzewia gniewu, które pojawiały się na widok kobiet. Te skomplikowane zależności między zbrodniarzami a kobiecymi ofiarami wzbudzają wiele trwogi i mnóstwo pytań, na które – jak często podczas procesów – wciąż nie możemy znaleźć odpowiedzi.

„Bestie. Zbrodnie i kary” to publikacja o sprawach, które doczekały się osobnych książek. Jest poruszająca do dziś historia zmowy milczenia, okrutnego mordu w Zrębinie, która stała się niemal reporterską obsesją Wiesława Łuki – mam na myśli wznawiane niedawno „Nie oświadczam się”. Jest opowieść o poznańskim nekrofilu Edmundzie Kolanowskim, którego historią zainteresowali się Michał Larek i Waldemar Ciszak, wydając „Martwe ciała”. Jest wspomniany już dwukrotnie Knychała, o którego losach opowiada ostatnio wydany „Kryptonim Frankenstein” Przemysława Semczuka. Galeria mrocznych postaci z opracowania Jastrzębskiego tworzy historie, które mogłyby służyć za scenariusze filmów sensacyjnych, ale też i takie oddziałujące na wyobraźnię wyjątkowo silnie, kiedy ma się świadomość, jak długo sprawcy mogli bezkarnie zabijać. Opisywane sprawy w wielu przypadkach były skrywane przed opinią publiczną i poza sprawą Zdzisława Marchwickiego nigdy nie decydowano się na to, by w działaniach służb bezpieczeństwa nawiązać tak silny dialog ze społecznością.

Janusz Maciej Jastrzębski operuje suchym, sprawozdawczym stylem, którego dodatkową atrakcją lingwistyczną jest charakterystyczna dla komunizmu składnia obrazująca groteskowo pogląd na daną sprawę. Autor tylko w jednym miejscu rezygnuje z bezstronnego relacjonowania. Jest forma zbrodni, który wyjątkowo go porusza i pozwala on sobie włączyć w monolityczną tkankę publikacji felieton pełen oburzenia i nieco w populistycznym stylu. Powraca jednak do relacji, które układa na tyle interesująco, że wszelkie próby domysłów i analiz pozostawia czytającym. Sam punktuje jedynie czytelne słabości śledztw, nieudolność w ich prowadzeniu albo powody, dla których śledczy stawali w obliczu niepewności, serwując surowe kary skazanym, być może nie do końca będących tymi, za których ich uznano. Spora część książki poświęcona jest Leszkowi Pękalskiemu – zbrodniarzowi, ale też konfabulantowi stulecia. Człowiekowi przypisującemu sobie całą serię zbrodni, które zostały poddane drobiazgowej analizie, ukazując szereg niejasności wynikających z zeznań Pękalskiego. Ta część jest dużo bardziej mroczna wówczas, gdy zadamy sobie pytanie o to, kto naprawdę popełnił tę liczbę zbrodni, które przypisał sobie psychopata. Elektryzuje nie tylko część poświęcona Pękalskiemu. Wyjątkowo działający na wyobraźnię jest rozdział dotyczący wspomnianego Karola Kota – młodego psychopaty z Krakowa wykazującego się wyjątkową agresywnością, kompulsywnością działań i jednocześnie wyjątkowo starannym procesem analizy tego, co może zrobić, by wyrządzić największe krzywdy. Kot to jeden z tych, którzy udowadniają, że mroczne lata sześćdziesiąte XX wieku miały niejednego zbrodniarza. Jastrzębski sięga też wstecz, portretując np. Władysława Mazurkiewicza, który zabijał już w czasie okupacji, i obrazuje kolejne mroczne dekady. Życiorysy zbrodniarzy i dowody na to, w jak przypadkowy i okrutny sposób zabierane było życie przypadkowych ofiar.

„Bestie. Zbrodnie i kary” to obraz dużej wnikliwości autora, który nie operuje efektownymi zabiegami, by wzbudzić grozę. Pojawia się ona przy tych ponurych wyliczeniach, pozornie pozbawionych emocji relacjach, w trybie oznajmującym wydarzeń – gdzie ważniejszy byłby tryb przypuszczający, stawianie wielu pytań. Takich, które lata wcześniej z różnych względów się nie pojawiały. To solidne kompendium na temat polskich zbrodniarzy ubiegłego stulecia to także dowód na to, że ich dokonania nie przestają zaskakiwać i przerażać. Że wciąż w tych pozornie oczywistych sprawach tkwi wiele niedopowiedzeń. Podoba mi się ukazywanie szerszych kontekstów opisywanych spraw, ale także stawianie wyraźnej granicy między faktem a wątpliwością. Przy jednoczesnej dyscyplinie myślowej, która czyni tę mroczną publikację wyjątkowo spójną.

2 komentarze:

Adam Paszek pisze...

Za dużo slowa "mroczny"..

Jarosław Czechowicz pisze...

Proszę podesłać swój, lepiej napisany tekst o książce. Chętnie zapoznam się ze wzorem.