2020-05-21

„Lista nieobecności” Michał Paweł Urbaniak


Wydawca: MOVA

Data wydania: 20 maja 2020

Liczba stron: 496

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Cena det.: 39,90 zł

Tytuł recenzji: Śmierć i miłość

Jedną z najciekawszych polskich książek o śmierci są dla mnie „Ślady” Jakuba Małeckiego. Tam odchodzenie portretowane było fragmentarycznie, punktowo. W opowiadaniach Małeckiego – tak jak w debiutanckiej powieści Michała Pawła Urbaniaka – pojawia się specyficzny korowód umierania. O ile jednak „Ślady” ujmowały temat w formie makabrycznego nieco, lecz przemyślanego kalejdoskopu, o tyle w „Liście nieobecności” ujrzymy wieloaspektową rozprawę o śmierci. Urbaniak wie o niej przerażająco dużo i przez chwilę można się zastanawiać nad tym, czy tak mroczna powieść to dobry pomysł na debiut. A jednak jest to książka zdecydowanie warta uwagi. Poświęcona wszystkim tym czytelnikom, którzy nie wymagają spektakularnego rozwoju akcji. Którzy zamiast „dziania się” stawiają na przeżywanie. Bo „Lista nieobecności” to rzecz stworzona z czule portretowanych drobiazgów codziennego życia. Jest w niej miejsce nie tylko na ukazywanie niuansów w relacjach, bo dla Urbaniaka ważne jest to, co mówią i myślą, ale głównie jak mówią i myślą bohaterowie. Jest tu też cała panorama pozornie nieistotnych drobiazgów, które bardzo mocno zatrzymują w tym opisywanym świecie. Truizmem byłoby napisanie, że ta powieść jest plastyczna. Ona pozwala wejść dużo głębiej, zobaczyć dużo więcej, a dzięki temu przywiązać się do niej. Poza tym to narracja doskonale skomponowana, wszak wyszła spod pióra wieloletniego recenzenta i nauczyciela kreatywnego pisania. Przypomina mi to, co zawsze powtarzam: aby napisać własną książkę, trzeba najpierw przeczytać dużo, dużo książek innych autorów.

„Lista nieobecności” to na pewno efekt jakichś prywatnych inspiracji Michała Pawła Urbaniaka, ale jej wyjątkowość polega na tym, że śmiało podejmuje trudne tematy – jak poczucie straty po odejściu kogoś bliskiego czy skomplikowane relacje homoseksualne. Autor jednocześnie nie sili się na pretensjonalną często prowokacyjność. Ma się wrażenie, że po prostu literacko odwzorowuje życie takim, jakim jest ono naprawdę. Nikt nie jest tu zaniedbany. Każda postać, każda sytuacja są mocno przemyślane. Nawet celowe powtórzenia czy obsesyjne wracanie wciąż do tych samych myśli. „Lista nieobecności” to warsztatowy porządek pisania o czymś, co przecież dalekie jest od uporządkowania. Czy chce uczynić pojęcie śmierci bardziej definiowalnym? Bynajmniej. Urbaniak zdaje się sugerować, że trudno unieść jest samą śmierć, lecz dużo trudniej tę jej bolesną konsekwencję, jaką jest obezwładniające i niszczące poczucie braku bliskiej osoby. Dlatego ta książka z jednej strony jest opowieścią o tym, że jej bohaterowie utknęli w marazmie tego braku, z drugiej jednak – opowiada przecież o tym, jak mimo wszystko walczy się o swoje życie, o nadawanie mu sensu, o zrealizowanie prostego celu polegającego na tym, by zrozumieć, po co się istnieje.

Wszystko – a jakże! – musi zacząć się od śmierci. Umiera Artur Hnat, człowiek wyjątkowej wrażliwości malarskiej, ale także mężczyzna niejako owładnięty myśleniem o odchodzeniu, bo wespół z bratem naznaczony zbyt szybkimi i gwałtownymi śmierciami w rodzinie. Tymczasem cały świat przedstawiony tej powieści stanie się mroczną spuścizną po Arturze, który ustanawiał pewien porządek w rodzinie, jaką udało mu się zbudować, a teraz zaprzeczył resztkom zdrowego rozsądku, by tę rodzinę konstytuować i pozwalać się jej rozwijać. Rodziną w żałobie pozostają Zuzanna i jej syn Krzysztof. Relacje tej dwójki są tu bardzo ciekawe głównie z tego powodu, że w dużej mierze pozostają w cieniu. O ile Urbaniak stara się, by niektórych swoich bohaterów całkiem odsłonić, o tyle matka i syn to para portretowana fragmentarycznie. Niezwykła i trudna. Zuzanna nie czuje miłości do swojego pierworodnego. Krzysztof latami zamyka się w świecie liczb i logicznych matematycznych działań, a potem konfrontuje z homoseksualnym pożądaniem oraz miłością, dla których nie ma jasnych i czytelnych definicji w jego głowie.

Retrospekcje budują nam obraz dwóch skomplikowanych związków, w których tarcia i nieporozumienia ujawniają pokłady coraz większego żalu o to, kim się jest – samemu dla siebie i w relacji z bliską osobą. Związek Zuzanny i Artura to relacja częstego emocjonalnego szantażowania. Podobnie jest w związku Krzysztofa z Jakubem, gdzie to szantażowanie pokazane jest wprost, w niemożliwym czasem do zniesienia natężeniu. Artur niejako zmusza Zuzannę do tego, by żyła w cieniu jego zmarłych bliskich, w rzeczywistości stałego myślenia o odejściu, w półcieniu prawdziwego życia, jakie być może dla nich zaplanowała. Krzysztof początkowo dziwi się temu, że może wejść w taką niebezpieczną dla niego bliskość z mężczyzną. Potem będzie musiał mierzyć się z seriami autodestrukcyjnych zachowań swojego Jakuba. Artur narzuca Zuzannie widzenie śmierci jako filozofii życia. Jakub zderza Krzysztofa z nieracjonalnym, labilnym emocjonalnie poczuciem nieustającej klęski. To trudne związki i niejednoznaczne relacje. Zwłaszcza że Zuzanna i Jakub próbują je budować po tym, jak wzięli na siebie ciosy od ojców – Zuzanna, gdy poinformowała o ciąży, i Jakub mówiący o swojej orientacji seksualnej. Urbaniak każe nam uczestniczyć w codziennym życiu ludzi, których tak naprawdę łączy wielka miłość. Bo przecież ta książka będzie stawiać czytelną opozycję – wciąż na nowo śmierć będzie mierzyć się tutaj z miłością. W pewnych sytuacjach zwycięży jedna, w innych druga.

Najciekawsze jest jednak obserwowanie tego, czego uczą się o życiu, podglądając innych, postacie drugiego planu, a nawet te epizodyczne. Przez pewien czas zastanawiałem się nad zasadnością wtłoczenia do fabuły pary sąsiadów, którzy nawiązują bliską relację z Zuzanną i Arturem. Ale to właśnie oczyma Danki i Mirka widzimy problemy związku Hnatów w innym świetle. Oczyma kogoś, kto nie może się nadziwić, że matka nie kocha swoich dzieci. Że ta sama matka nie ma problemu z akceptacją homoseksualnego związku swego syna. „Lista nieobecności” to powieść tak skonstruowana, że rezonujące w niej problemy pojawiają się wciąż w innej postaci. Podobnie jest z wymiarami śmierci i umierania. Jest o tym bardzo dużo, ta narracja jest wręcz osadzona w dusznym klimacie rozważań o końcu. A jednak otwiera nowe ścieżki interpretacyjne, a czasem stawia bohaterów przed alternatywą wobec śmierci. Pytanie: kto i kiedy z alternatywy skorzysta?

Dokładnie i czule szkicowane wizerunki emocjonalne bohaterów to największy atut debiutu Michała Pawła Urbaniaka. To taka książka, z którą wciąż na nowo chciałoby się nie zgadzać, a jednocześnie opowieść o tym, co nas determinuje. A przecież niemyślenie o śmierci mamy niejako wgrane, to atawizm dla naszej bezpiecznej egzystencji. Urbaniak opowie o tym, co wypieramy ze świadomości, ale zada także pytanie o to, kim naprawdę jesteśmy w relacjach. I co musimy zrobić, by to była prawdziwa relacja. To opowieść o tęsknocie, wstydzie, nieprzepracowanych traumach z przeszłości. Pozornie statyczna, ale przepełniona emocjami. Z ciekawą klamrą kompozycyjną i dużą dojrzałością opowiadania o tym, do czego często nie dojrzewamy.

Brak komentarzy: