Wydawca: Wydawnictwo Znak Literanova
Data wydania: 8 kwietnia 2026
Liczba stron: 240
Przekład: Anna Zalewska
Okładka: miękka ze skrzydełkami
Cena detaliczna: 54,99 zł
Duże rozczarowanie. Może to nie był dobry czas na tę lekturę, może po prostu przekład nie niesie w sobie przesłania oryginału, a może zwyczajnie to kwestia wrażliwości, którą mam przecież dla literatury azjatyckiej, czego dowodem były moje zachwyty takimi książkami jak „O mojej córce” Kim Hye-jin czy „O zmierzchu” Hwanga Sok-yonga – ta ostatnia opiera się zresztą na podobnej opozycji bohaterów co „Dziwna pogoda w Tokio”, choć wędruje w zupełnie inne rejony fabularne i symboliczne. Z Hiromi Kawakami wiązałem duże nadzieje po tym, jak przed sześciu laty przeczytałem jej znakomitą książkę „Nadepnęłam na węża”. Tam też spacerujemy po świecie, który znaleźć można wokół nas, ale jest on niemożliwy do nazwania. W krótkich formach ze specyficzną metaforyką Kawakami wypadła znakomicie. Tym razem otrzymujemy powieść. Zupełnie pozbawioną cech tamtej książki – odrobiny oniryzmu czy realizmu magicznego. Tu jest monotonnie, lecz w dosłownym znaczeniu. Mam wrażenie, że dla niektórych nowa narracja Kawakami będzie lepsza niż tabletki nasenne. Jest tu także realizm połączony co prawda z ładnymi symbolicznymi scenami jak wspinaczka, podczas której bohater radzi sobie znakomicie, a bohaterka nie potrafi dotrzymać mu kroku. Ale jest też z pięć stron o ulubionej wodzie sodowej albo prawie niezliczona liczba scen, w których postacie alkoholizują się sake czy piwem, jakby to miało dać czytelnikowi dydaktyczną wskazówkę: swojego życia nie są w stanie znieść na trzeźwo.
On jest byłym nauczycielem języka japońskiego i japońskiej kultury. Ona jego dawną uczennicą, która w zasadzie nie zapadła w pamięć, bo była i pozostała nijaka. Nie wiem, po co Kawakami raczy nas wyznaniami bohaterki typu: „Idę smętnie sama, nieznaną drogą”, skoro od początku widzimy aż za bardzo dosadnie, że będzie to opowieść o ludziach z różnych powodów samotnych, ale wypierających tę samotność poprzez swoistą ekscentryczność życia. Cała historia koncentruje się wokół spotkań tej dwójki albo okresów, podczas których się mijają. Żadna rozmowa, choćby częściowo naznaczona symbolicznym przekazem, nie niesie w sobie ani głębszej treści, ani też nie oddziałuje w jakiś sposób na wyobraźnię czy emocje. Nie rozumiem powszechnych zachwytów tą powieścią co najwyżej średnich lotów. I może to największy problem Kawakami, że po świetnych miniaturach literackich, które w 2010 roku nie były tak głośno promowane, weszła w powieść. I zafundowała czytającym kilka godzin prawdziwej nudy.
Co wybudzało mnie z uśpienia przy czytaniu o upijaniu się, jedzeniu i próbie nawiązywania prowadzących zwykle donikąd rozmów? Ciekawe przedstawienie bohaterów jako dorosłych, którzy nie pożegnali swojego dzieciństwa, a mocno w nim utkwili. Każde na innych zasadach. Ona jest osobą, która po prostu czasami zachowuje się infantylnie, choć nie o taki rodzaj tkwienia w swym dzieciństwie tu chodzi. On jest metodyczny, zorganizowany, pełen dobrych i słusznych rad, ale również w swym pragmatyzmie czuły. Bo w nim również tkwi dziecko, jednakże jest ono nieszczęśliwe. Oboje odnajdują specyficzną bliskość być może dzięki temu, że są tymi, którymi nie chcieliby być. Albo ludźmi poszukującymi celu, który bardzo trudno im zwerbalizować. Tak czy owak obie postacie są papierowe, a to, co najciekawsze w tej powieści, to przypisy, gdyż wnoszą przynajmniej jakąś konkretną uzupełniającą wiedzę do tego, jak układają się relacje byłej uczennicy i jej nauczyciela, gdy momentami te role się zamieniają albo ich znaczenie zupełnie zanika.
W ogóle nie rozumiem przechodzenia w narracji z czasu teraźniejszego w przeszły i na odwrót. Nie wiem, po co otwierane są wątki, które nie mają żadnej kontynuacji. Po co ta ekscentryczność na siłę? Jego kupowanie piskląt, jej wręczanie mu tarki w prezencie, szczątkowe dialogi usiłujące oddać jakieś emocje i tworząca się bliskość, która ma tu bardzo specyficzne ramy. Opis tego wszystkiego staje się irytujący nie tylko z powodu przeskoków w czasie narracyjnym. Odsłaniane tutaj karty nie kryją niczego wyjątkowego i odnieść można wrażenie, że Kawakami zapomniała o tym, żeby czytających naprawdę wzruszyć, ale nagle przypomina sobie o tym w zakończeniu i tworzy je inaczej niż resztę opowieści. Poza tym główna bohaterka – choć po prostu egzystencjalnie smutna – zdaje się labilna emocjonalnie, a jej o trzy dekady starszy przyjaciel pokazany zostaje jako bardzo ekscentryczny starszy pan, któremu z jednej strony wszystko jedno, z drugiej zaś – gotów jest okazać czułość i nazwać swoje potrzeby zabrane gdzieś ze sobą przez żonę, która go zostawiła i której ślad pozostaje w retrospekcjach, najciekawszych momentach w tej generalnie sennej fabule.
Tak, oczywiście można układać w wyobraźni puzzle ze scen, które Hiromi Kawakami tworzy jak zdolna scenarzystka. Jego skłonność do hazardu, jej lęk przed piorunami, ich spotkania w specyficznych miejscach i to, jak bardzo łączy ich konsumpcja. Warto zaznaczyć, że opozycyjność bohaterów pokazana jest już na początku, kiedy jedno z nich zamawia do jedzenia to samo co drugie, ale w odwrotnej kolejności. Autorce zapewne chodzi o to, by zestawić ze sobą dwie oryginalne osobowości, które postanawiają porzucić swoją bezpieczną w gruncie rzeczy przestrzeń samotności i otworzyć się na drugiego człowieka, nowe emocje, w końcu na miłość. Jeśli patrzy się na tę powieść jak na historię miłosną, można odnieść wrażenie, że tak ponurej historii dojrzewania do odpowiedzialności za drugą osobę nie sposób stworzyć ot tak. Jakby Kawakami uwzięła się na czytelników, decydując, że weźmie ich na przetrzymanie. Bo przecież pojawiają się opinie, że niektórzy ludzie nie dali rady przeczytać tej powieści do końca ze względu na ziejącą z niej nudę. Ona tam jest. Przeplatana naprawdę dziwnymi scenami z dużym potencjałem, ale wygrywająca swą wszechobecnością. Ileż można czytać o jedzeniu, piciu, nalewaniu lub niewłaściwości nalewania sobie alkoholu, odwiedzaniu miejsc publicznych i powtarzanym do granic irytacji „aha” głównej bohaterki!
„Dziwna pogoda w Tokio” to z pewnością książka dla wybranych. Nie przekonują mnie opinie, że to takie niezwykłe, niebanalne i w surowy sposób piękne. Ani tematyka relacji, ani cała reszta opowieści osnuta wokół tej relacji nie powodują nawet odrobinę żywszego bicia serca. I to jedna z tych książek, po których skończeniu odetchnąłem z prawdziwą ulgą, co spotęgował fakt, że zakończenie jest boleśnie przewidywalne. Szkoda zmarnowanego potencjału, aczkolwiek takich historii w wielu językach i na wielu kontynentach napisano już bardzo dużo. I znacznie lepiej niż zrobiła to japońska pisarka.
---
Jeśli podobała Ci się ta recenzja, możesz mi postawić wirtualną kawę TUTAJ

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz