
Najpierw znajdziemy się w Kalifornii. Na farmie w Petalumie rozegra się życiowy dramat. Młodziutka Anna wda się w romans z Coopem, pomocnikiem swojego ojca. Jej siostra Claire zmuszona będzie mierzyć się z tym, co przyniesie koniec tego tajemnego romansu. Żeby było bardziej ckliwie, Claire jest dzieckiem adoptowanym, w związku z tym ojciec Anny przeżyje tym większy dramat, że po nakryciu młodych w miłosnym uniesieniu, porzuci go jego jedyna biologiczna córka. Anna znika, drasnąwszy wcześniej dość boleśnie ojca kawałkiem szkła (proszę o nim pamiętać, bo szkło pojawi się potem w zupełnie innej opowieści i będzie mieć dość duże znaczenie dla jej połączenia z tą kalifornijską). Coop rzuca się w wir hazardu na granicy Kalifornii i Nevady, gdzie po jakimś czasie odnajduje go Claire i wiezie z powrotem na farmę, na której ma się rzekomo pojednać z ojcem Anny.
Już w pierwszej części dowiadujemy się, iż Anna ni stąd, ni zowąd znajdzie się nagle na południu Francji, gdzie spróbuje rekonstruować losy pewnego pisarza, uwikłanego w sieć skomplikowanych zależności między niejaką Marie-Neige, którą adoruje a jej mężem Romanem. Teraz czas na zwrócenie uwagi na to, dlaczego wątek kalifornijski i francuski łączą się ze sobą(oba toczą się w innym czasie, historia Luciena Segury jest niejako antycypacją losów Anny, Claire i Coopa). Proszę bardzo, Ondaatje pisze następująco: „Nasze historie wciąż powtarzają się w naszym życiu, niezależnie od tego, co opowiadają”. Związków między snutymi opowieściami będzie co nie miara, ale najistotniejszym z nich jest uczuciowa zależność w miłosnym trójkącie. Na farmie tworzą go Anna, Claire i Coop, w urokliwym francuskim domu w Dému Lucien Segura, Roman i Marie-Neige. Każde z nich wikła się w życiu w szereg skomplikowanych relacji z pozostałą dwójką i każde na swój sposób próbuje zrozumieć nie tylko sens własnych uczuć, ale także istotę wzajemnych zależności, jakie łączą ich z pozostałymi bohaterami. Nad wyraz czytelna będzie paralela zapominania imion. Coop myli tożsamość dwóch bliskich mu kobiet, podobnie dzieje się z Marie-Neige, która do Luciena zwraca się imieniem Romana. W obu opowieściach Michaela Ondaatje istotna jest rola odkrywania przez nieświadomość, docierania do sensu własnych uczuć i motywów postępowania w życiu.
To także opowieść o ukrywaniu w sobie innych i o konsekwencji poddania się przypadkowi, który na zawsze ukształtuje nasze dalsze życie. Autor wspomina, iż „Ukrywamy w sobie inne osoby, nawet takie, których prawie nie znaliśmy. Nosimy je w sobie aż do końca życia, przekraczając kolejne granice”. Jest to zatem także opowieść o przekraczaniu granic (szeroko pojętych), albowiem tytułowe Divisadero ma drugie znaczenie. To również ulica stanowiąca granicę między San Francisco a otaczającymi miasto polami.
Koncepcja jest ciekawa, wszystko można byłoby tu ze smakiem ułożyć, ale mnie lektura tej książki doprowadzała jedynie do kolejnych ziewnięć. Dodatkowo rozbawiło mnie inkrustowanie wypowiedzi bohaterów wyimkami z twórczości Szekspira, Dumasa, Flauberta czy Dickensa. Piękny, choć pretensjonalny sposób na to, by sprawić wrażenie, iż oto obcując z dość przeciętną opowieścią obyczajową, mamy do czynienia z jakimś intelektualnym traktatem o istocie przemijania, pasji miłości i cieniu rozczarowania. „Divisadero” to książka, która mogłaby się bronić jeszcze tym, iż sama w sobie jest swoistą grą z pisaniem (Segura to pisarz, Anna także zajmuje się kreowaniem nowych światów w słowach) i w dość specyficzny sposób o pisaniu opowiada. Jednak i w tej kwestii Ondaatje nie jest w stanie zafrapować.
Wiem, że wiele kwestii spłaszczam, z kilku rozwiązań fabularnych ironicznie szydzę. Wiem, że być może nieuważny ze mnie czytelnik, że pewnie nie wychwyciłem malowniczej głębi przekazu. Wiem to i tak naprawdę się tym nie przejmuję. Uważam bowiem za osiągnięcie fakt, iż udało mi się tę ckliwą opowieść przeczytać do końca.
Wydawnictwo Świat Książki, 2009
7 komentarzy:
Auć! Jeszcze jestem przed lekturą, ale po przekartkowaniu książki miałam nadzieję właśnie na dobrą, psychologiczną prozę...
I coś mi się zdaje, że przyjdzie mi zweryfikować to stanowisko. Jednak nie za prędko, bo odstraszyłeś mnie.
Ale chyba w przypadku książek, ta sentencja o winach, że im starsze tym lepsze, niestety nie ma zastosowania? ;)
Tej książce upływ czasu nie pomoże. Jest po prostu kiepska.
cóż.
'angielskiego pacjenta' czytałam długo. powoli. zakochałam się. film widziałam wcześniej i podeszłam do niego podobnie.
'divisaderio' przeczytałam szybciej, bo fabuła wydaje mi się bardziej lotna. ale znów jestem zachwycona. może to sprawa jakiejś estetyki? nie wiem. jakoś ta posplatana opowieść o tych różnych ludziach, których w końcu nawet bez wydumanych matafor coś łączy /pojawia się w końcu rafael.../, w pewien sposób mnie porwała i zachwyciła. tak od środka. nie jestem dobra w pisaniu recenzji, nie rozłożę tej książki na czynniki pierwsze, bo jest mi to niepotrzebne.
nie czepiałabym się tylko szekspira, czy dumasa. może to tylko stare romansidła - ale jednak klasyka. zresztą mogli się zachwycać, czym chcieli, prawda?
jak ty.
pozdrawiam,
a.
"Piękny, choć pretensjonalny sposób na to, by sprawić wrażenie, iż oto obcując z dość przeciętną opowieścią obyczajową, mamy do czynienia z jakimś intelektualnym traktatem o istocie przemijania, pasji miłości i cieniu rozczarowania."
Człowieku to zdanie jest napisane tak pokracznie, że szkoda gadać. Rzygam każdym sformułowaniem w tej wypowiedzi. Generalnie recenzja słaba, niespójna i pisana z kilkoma słownikami dookoła komputera. Chyba trochę dojrzałości trzeba mieć żeby wiedzieć że w "ckliwej" oprawie mogą tkwić poważne sprawy. Szkoda, że tego nie rozumiesz bo to oznacza, że po prostu na takie książki jesteś za głupi i jak chcesz pisać recenzje to zacznij mierzyć siły na zamiary czyli pisz recenzje czegoś lżejszego, np. Dana Browna.
A ja sie zgadzam z powyższą recenzja, ksiązka jest mdła, rozwlekła i usypiajaca, tak jak usypiający jest Angielski Pacjent.
Jest tak nudna, że słuchając jej w samochodzie musze uważać żeby nie zasnąć
Naprawdę bardzo fajnie napisano. Jestem pod wrażeniem.
Do takiej książki trzeba dojrzeć,i umieć podziwiać cudownie dobrane opisy
Prześlij komentarz