Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2009-08-13

"Wilgotne miejsca" Charlotte Roche

Kiedy pod koniec lat sześćdziesiątych minionego stulecia Philip Roth opublikował „Kompleks Portnoya”, w Ameryce wybuchł skandal. Powieść o obsesji onanizowania się młodego bohatera ukrywała szereg rozterek związanych z pochodzeniem i tożsamością głównego bohatera. Nikt nie podejrzewał, że 40 lat później w Niemczech pewna prezenterka telewizyjna pokusi się o wydanie równie skandalicznej powieści o problemach niedbającej o higienę nastolatki; problemach z gatunku waginalno-odbytniczych. „Wilgotne miejsca” to tak naprawdę powieść o opresyjnej rodzinie w rozpadzie, o okrucieństwie rozwodu widzianego oczyma dojrzewającej dziewczyny, o pruderii matki i destrukcyjnym wpływie jej nadopiekuńczości. Powieść naturalistyczna i pełna fatalizmu. Powieść fatalna i – nie ma co ukrywać – po prostu obrzydliwa. Jeżeli to jest nowa jakość współczesnego pisania o kobiecości, kobiety powinny być mocno sfrustrowane, a jeśli odpowiedź na kult piękna idealnego, pozbawionego naturalnych woni, kształtów i zapachów, to propozycja skrajna, szokująca tanią prowokacją i zwyczajnie prosta, by nie powiedzieć prostacka.

Helen Mamel przebywa w szpitalu z powodu wstydliwej choroby odbytu. Ale dla tej niezwykłej osiemnastolatki jej schorzenie bynajmniej nie jest wstydliwe. Czego tu się wstydzić? Kobiecego ciała, które Helen z jednej strony gloryfikuje, a z drugiej uprzedmiotawia? Bohaterka bez pruderii opowiada o genezie bolesnej szczeliny odbytu, dokładnie opisuje zmiany skórne i podskórne, w końcu zamawia u lekarza wycinek zainfekowanej części ciała, by potem uważnie go obejrzeć, a następnie sfotografować odbytnicze rany pooperacyjne i upajać się zdjęciami, które dokumentują stan jej tyłka po zabiegu.

Helen ma za nic higienę osobistą. Co więcej, Helen podnosi do rangi afrodyzjaku zapach swoich wydzielin pochwowych. „Palec na krótko zanurzyć w cipce, położyć odrobinę śluzu za uszami i rozetrzeć. Zdziała cuda już przy pocałunku na powitanie”. Dziewczyna zakłada, że wszelkie przejawy dbałości o higienę są świadectwem lęku przed prawdą. A jaka jest prawda według Helen? „W rzeczywistości wszystkich nas przecież kręcą zapachy cipki, chuja i potu. Tyle że ludzie zwykle są oderwani od natury i uważają, że wszystko, co naturalne, śmierdzi, a co sztuczne, pięknie pachnie”. Bohaterka „Wilgotnych miejsc” jest naturalna aż do przesady. Jest naturalnie obrzydliwa i nienaturalnie zaburzona, a jeżeli takie dziewczęta naprawdę istnieją, to tylko w chorej wyobraźni autorki.

„Uprawiam drzewka awokado. Poza pieprzeniem się to moje jedyne hobby”. Trzecim można by nazwać roznoszenie bakterii i celebrowanie ich obecności w codziennym życiu. Helen bez skrępowania opowiada o swym bujnym życiu erotycznym, o niehigienicznym życiu, o całej gamie sposobów zadowalania samej siebie, o wydzielinach i wydalinach pełniących funkcję ambrozji, którą chora bohaterka Roche mogłaby pijać codziennie. Jak na osiemnaście lat Helen przeżyła naprawdę wiele. Sterylizacja na złość matce (na złość jej pobożności także programowy ateizm). Wizyty w domach publicznych i seks z kobietami, zwłaszcza podczas krwawienia miesiączkowego. Golenie owłosienia w intymnych miejscach przez poznanego przygodnie czarnoskórego amatora tego typu rozrywek erotycznych. Przygody z narkotykami i licznymi mężczyznami. Przede wszystkim jednak rozwód rodziców i ból z tym związany. Odbytnicze dolegliwości Helen i pobyt w szpitalu nimi spowodowany stają się możliwością do pogodzenia zwaśnionych rodziców i temu bohaterka poświęca równie wiele energii co opowieściom o brudzie, śluzie, krwi, spermie i wyuzdanych formach samogwałtu.

Autorka winna wzbudzać współczucie, bo w gruncie rzeczy jest zagubionym dzieckiem, które tak naprawdę nie zna własnych rodziców. Winniśmy także pod maską perwersji, pretensjonalności i wulgarności odnaleźć skrzywdzone dziecko, które za wszelką cenę próbuje zwrócić na siebie uwagę. Jedyne, co zwraca uwagę podczas lektury „Wilgotnych miejsc”, to posunięta do granic możliwości prowokacja, która czyni z tej książki leksykon wszelkich możliwych obrzydliwości związanych z erogennymi sferami kobiecymi. Jeśli współczesna kobieta ma się przejrzeć w powieści Charlotte Roche, lustro może nie wytrzymać tego odbicia.

Doznania podczas czytania na pewno będą niepowtarzalne. Parafrazując słowa Joanny Goddard z okładki książki mogę jedynie napisać: „Drodzy państwo, przygotujcie się na niesmak”. Bardzo, ale to bardzo nieudana prowokacja.

Wydawnictwo Czarna Owca, 2009

25 komentarzy:

Marcin Pietraszek pisze...

wreszcie jakaś ciekawa (mam nadzieję) książka. biorę! :]

clevera pisze...

Może przy stępieniu zmysłów u współczesnych ludzie, należy aż tak prowokować, że u ludzi wrażliwych pozostawia niesmak, a do tych bardziej przytępionych dotrze? Pytanie tylko po co? :)

Med-ola pisze...

W dniu premiery już mialam ją kupić ale jakoś tak...zamarłam czytając jedną ze stron.
Mimo to, nadal widnieje na mojej liście "do kupienia". Książka nie schodzi z listy bestsellerów w Niemczech od długich miesięcy. Czyżby ludzie lubili taką"inność" i łapali się na taką prowokację? Ja się złapię, choćby po to by wyrobić sobie własne zdanie.

mr lupa pisze...

tytuł nasuwa jednoznaczne skojarzenia. zapewne miał/ma szokować i kusić do kupienia. ja nie kupię!

atram_78 pisze...

Świetna recenzja! Książki raczej nie kupię, chociaż trochę jestem jej ciekawa po tym co napisałeś!
Pozdrawiam!

Jarosław Czechowicz pisze...

No ładnie. Skrytykowałem książkę, a tak naprawdę robię jej niezłą promocję :-)

Matylda_ab pisze...

Właśnie. Mnie swoją recenzją zaciekawiłeś. ;) Lubię takie soczyste i brudne książki. Nawet, jeśli wartości literackich to to nie ma, kusi mnie, żeby przeczytać. ;)

Anonimowy pisze...

Jestem w trakacie lektury i póki co podzielam Twoje zdanie. Łatwe hasło promocyjne o przełamywanie tabu, tyle że gorzej z tym (niby)szokowaniem. ;) Proza bardziej śmieszna niż porażająca, śmieszna w negatywnym sensie. Pozdrawiam!
Bernadetta Darska

orchisss pisze...

Próbowałam przejrzeć książkę w Empiku, ale była szczelnie zafoliowana ;) Dało mi to do myślenia. W sieci przeczytałam fragmenty i ... nie mam ochoty. A że promocje robisz książce, to swoją drogą. Nie ważne jak - byle mówili.

ktrya pisze...

Ble... już się zetknęłam z takimi szokująco- niesmaczno-szczegółowymi książkam i mam bardzo niefajne wspomnienia.

Anna pisze...

W mojej najblizszej ksiegarni lezy na polce bestsellerow od miesiecy ale jakos sie nie skusilam. Jesli bym miala okazje od kogos pozyczyc, to bym przeczytala ale kupic mi szkoda jednak pieniedzy.

Anonimowy pisze...

kupilam i przeczytalam wczoraj. czytała,m juz o tej ksiazce pare mies. temu w recenzji polityki(tam był tytul Tereny podmokłe - duzo lepszy moim zdaniem) fabuła kuleje oczywiscie. szokowanie, tania sensacja. zgadzam sie. ale generalnie uwazam ze ta ksiazka dobrze spelnia pewną misję. dla mnie ona jest manifestem, przekazem dla kobiet zeby przestały sie bac i wstydzic własnych ciał. meskie genitalia i fizjologia są oswojone. natomiast to co kobieta ma pod majtkami to albo jest swięte(nietykalne) albo złe, brudne wstydliwe. autorka jest nachalna w tym pisaniu o fisjologii, o wydzielinach, o sluzie, o zapachach(moze ktos powie - o smrodach) ale to słuzy temu zeby kobiety przestały sie tego bac. to są nasze ciała. wargi sromowe czy odbyt tak samo są moim ciałem jak rzęsy, paznokcie czy sucha skóra na łydkach. wszyscy mówią ze to jest tania prowokacja, a dla mnie ta książka jest jakąś probą wyzwolenia. wyzwolenia ciała kobiety z tego, w co ubrała je kultura. z tego, ze kobiety nie pierdzą. nie zartują na temat klockow w kiblu tak jak faceci. nie mowią "chciałabym zaruchac", choc nieraz by chciały.
podsumowujac moze i fabularnie ksiazeczka jest slaba, widac ze została napisana PO COŚ. i z tego zadania dobrze się wywiązuje.

mademoiselle.elisabeth pisze...

autorka jest swoją drogą przesłodka i fajnie opowiada :)

http://www.youtube.com/watch?v=eqaVk6_3xFY

Anonimowy pisze...

ksiazka mi sie podobala aczkolwiek nie wynioslam z niej nic... tylko poczytalam o czym o czym od dawna wiedzialam ale nigdy w zyciu nie slyszalam od innej osoby :) milo ze nie tylko ja wiem takie "rzeczy" o ktorych pisze pani Roche.

MIMI pisze...

Książka spełnia swoją MISJĘ w 100%! Bez tabu, bez pruderii, z celowym przerysowaniem. Bez pisania o "samogwałtach" ( ...sigh, ludzie, to się nazywa mastrurbacja i z gwałtem na samej/samym sobie nie ma nic wspólnego... ) i odmitologizowywaniem kobiecości. STOP sztucznym lalom. Kobieca seksualność ma zostać zaakceptowana taką, jaka JEST. A apropos wrażeń z czytania - świetnie się bawiłam... XD

roosh pisze...

dla mnie extra!

bardzo w moim stylu ;p

Anonimowy pisze...

'Roche prowokuje, ale nie jest to tania prowokacja.Roche ubrała tezy feministek z 1968 roku w tak barwną historię, że niektóre kobiety - zamiast czuć ideologiczne, patetyczne znudzenie - czytają to z wypiekami na twarzy i taką ciekawością, ze chcą natychmiast iść do najbliższych delikatesów, aby kupić awokado. Charlotte Roche zabiera czytelnika w podróż na sam koniec ostatniego tabu wszechświata. I potem je skutecznie niszczy. jednym słowem lub jednym zdaniem, w najgorszym wypadku jednym akapitem. Jak rakietą z nuklearną głowicą wystrzeloną prosto z jej mózgu. odważnie, radykalnie, bez skrupułów, momentami zabawnie, momentami refleksyjnie, zawsze szczerze. przy tym opowiada niepospolitą historię niepospolitej młodej kobiety. Całkowicie wyzwolonej z obowiązującego podziału na meską i kobiecą seksualność, dzikiej i przy tym bardzo wrażliwej. Marzącej o miłości i wierności. W dzisiejszych czasach, a nie w archeologicznie dla młodego pokolenia kobiet odległym sześćdziesiątym ósmym roku...'
To tylko część komentarza na temat tej książki Janusza L. Wiśniewskiego, którego pozwoliłam sobie zacytować, gdyż się z nim zgadzam. Zakładam, że autor recenzji nie patrzył na tę książkę pod takim kątem. A szkoda.

Anonimowy pisze...

To najobrzydliwsza książka jaką czytałam i oczywiście nie mogę się od niej oderwać. Nie mogłabym czytać takich rzeczy często, bo by mnie to po prostu znudziło, zresztą szybko otrząsnęłam się z szoku po pierwszych paru stronach. Nasuwają mi się natomiast liczne pytania: o współczesną higienę kobiet, o ten wieczny ladyshavizm jak określa to autorka i wreszcie ile kobiet dookoła ma swoje brzydkie zwyczaje o których nikt by się nie domyślił. Że nie wspomnę, że książka nasuwa parę ciekawych pomysłów na temat masturbacji.

Anonimowy pisze...

Twoja recenzja przekonuje mnie, że to lektura całkiem potrzebna i pożyteczna. Pokazuje bowiem odczarowane spojrzenie na kobiecą fizjologię, jak widać - straszliwie ztabuizowaną. Główna bohaterka poprzez skrajną afirmację swojej fizjologii, atakując czytelnika szokującymi dla konsumentów reklam dezodorantów i podpasek opisami - pozwala się oswoić z tym, że to, co brzydkie i wstydliwe jest immanentnie ludzkie i może nie należy się tego tak strasznie bać. Strach przed fizjologią i jej tabuizacja wiąże się w gruncie rzeczy ze strachem przed śmiercią - udowadnia, że nasze ciało ma strefy i funkcje znajdujące się zupełnie poza naszą kontrolą, przypominajace o tym, że człowiek jest w gruncie rzeczy zwierzęciem i podlega prawom natury na równi z innymi zwierzętami - od posłuszeństwa instynktom po przemijanie - co jest na ogół trudne do zaakceptowanie przez najdoskonalsze dzieło Boga.

Fajnie, że ktoś napisał o tym, że kobiety mają potrzeby seksualne wykraczające poza kulturowy gorset grzecznej dziewczynki, dziewicy-żony-matki i o tym, że w dzieciństwie wszyscy dłubiąc w nosie oglądaliśmy z zainteresowaniem to, co zostało na palcu.

Anonimowy pisze...

Nie wiem, ile wiesz o kobiecej masturbacji, ale w książce nie ma "wyuzdanych form samogwałtu". Dziewczyny to robią. Albo za mało się pisze na ten temat, albo wiele kobiet rzeczywiście jest strasznie wyuzdana. Pod rozwagę.

Anonimowy pisze...

Zna ktoś książki o podobnej tematyce ? Równie prowokujące i szokujące (dla niektórych) Bardzo wdzięczny był bym za odpowiedzi. : )

Atalia Gross pisze...

Czytałam, nie widzę w książce prowokacji ani szczególnej perwersji, po prostu kobiecą cielesność i seksualność. Jedyne, co drastyczne, to choroba i samookaleczenie bohaterki. Reszta to podróż po Prawdzie i naturalności.

Anonimowy pisze...

Kupa to nie książka. Ja bym wolała się femistycznie wyzwalać inaczej. Każdy ma dupę ale czy każdy musi wiedzieć co innym z niej wychodzi?
Inaczej mówiąc to że jelenie na wiosnę wychodzą w Polsce na rykowisko nie znaczy, że trzeba je malować.
Taniutka historia, która świetnie się sprzedała, bo niby ma szokować.

ania kowalczyk pisze...

ja jestem w trakcie czytania i śmieję sie do rozpuku na przemian wykrzywiając się z obrzydzenia. chyba po prostu trzeba być kobietą, żeby zrozumieć co ta książka ma do powiedzenia.

Anonimowy pisze...

Książka pokazująca bunt przeciwko światu, normom, zakazom, przyzwoitości oraz ukazująca źródła tego buntu. W rodzinie. Genialna.