
Wracam jednak do książki, bo to o niej chcę pisać. Pierwsze czterdzieści stron jest zapchane nijakimi zapiskami i podczas ich lektury zacząłem się zastanawiać, czy dobrnę do końca. Kiedy pojawia się pomysł, manifest Partii Kobiet i opisy pierwszych działań związanych z wcielaniem śmiałego planu w życie, pamiętnikarska opowieść Gretkowskiej nabiera rumieńców. Myślę, że te bardzo osobiste zapiski mają uwiarygodnić pisarkę w roli społecznej działaczki. Nic to, że jest dyletantką w sprawach, do jakich chce się zabrać. Nic to, że na początku trudno jej przekonać do swoich pomysłów innych. Założenia programowe Partii Kobiet wypływają z gorzkiego rozczarowania i ich siła polega na prawdzie skrytej między kolejnymi zarzutami dotyczącymi tego, jak w naszym kraju traktowane są kobiety. Dalsze strony „Obywatelki” będą traktować o kolejnych potknięciach na drodze realizacji celu partii, Gretkowska będzie opowiadać o dylematach osobistych oraz rozterkach wszystkich ludzi, którzy od początku wspierali jej zamierzenia mrówczą i charytatywną pracą. Choć pamiętnik traktuje o myślach, działaniach i poglądach mocno nacechowanych emocjonalnie, książka po pewnym czasie „stygnie” i ogranicza się jedynie do suchego komentowania zmian, jakie zachodzą w życiu samej Gretkowskiej, która medialnie dzieli się na pisarkę promującą dość kiepską książkę („Kobieta i mężczyźni”) oraz zaangażowaną społecznie działaczkę, próbującą ogarnąć całą machinę kreującą wizerunek nowego ugrupowania politycznego w Polsce.
Myślę, że problem Gretkowskiej polega na tym, że zbyt wiele chce, a zbyt powierzchownie analizuje swoje pragnienia i plany. „Obywatelka” grzmi w końcowych zdaniach patetycznymi ogólnikami, budującymi wypowiedź niejednego profesjonalnego polityka. Pisząc o klęsce (dziewczyny nie zdążyły, nie zorganizowały się jak należy, zbyt dużo czasu straciły na rozwiązywaniu małostkowych problemów, nie ogarnęły całości przedsięwzięcia, nie miały wsparcia finansowego i dostatecznego zainteresowania mediów), autorka podkreśla, iż działania jej oraz innych uświadomionych przez nią pań, miały głęboki sens i przyniosą w przyszłości zmianę w społecznym i politycznym traktowaniu polskich kobiet. Wydaje mi się, że do sukcesu Partii Kobiet w przyszłości konieczne są merytorycznie przemyślane i właściwie rozegrane działania marketingowe, a na pewno nie jest takim działaniem opublikowanie zapisków z gorących miesięcy, których grono odbiorców docelowych i tak jest z góry ustalone.
Życzę Partii Kobiet jak najlepiej. Życzę wszystkim jej zaangażowanym działaczkom docenienia przez społeczeństwo. Życzę mocnego, spójnego i mądrego programu i życzę umiejętności wdrażania w życie jego wytycznych. Życzyłbym sobie jednak, by kolejna książka Gretkowskiej (będzie taka na pewno, w końcu autorka nie ukrywa, że żyje z pisania) o charakterze publicystycznym miała przemyślaną kompozycję, mającą odnieść jakiś skutek. Rwana narracja „Obywatelki” nie pozwala jednoznacznie określić, po co i dla kogo ta książka została napisana. A oklejanie okładki awangardowym zdjęciem roznegliżowanych pań i obicie ją hasłem „Polska jest kobietą” nie skusi do lektury potencjalnie nowych i potrzebnych partyjnym kobietom czytelników.
Wydawnictwo Świat Książki, 2008
8 komentarzy:
Jej, smuci mnie, że tak mało komentarzy. Blogi krytyczno-literackie w Polsce to jakiś luksus chyba. Tak czy inaczej, chyba na Pana zaglosuję.
Pozdrawiam.
Popraw mnie Jarku, jeśli się mylę, ale czy z Gretkowska od czasu jakiegoś po prostu nie jedzie na swoim nazwisku (tak jak Chmielewska zresztą)?
Cyniku, nie wiem dlaczego komentarzy tak niewiele. Z tego co wiem, recenzje czyta sporo osób.
Zosiu, pewnie że jedzie, odtwórcze to jej pisanie i obawiam się, iż po prostu się wypaliła jako literatka i próbuje sił w innej dziedzinie. Niech działa, oby dla dobra Polski :-)
Jednak ciekawa jestem tej książki. Może kiedyś będę miała okazję przeczytać.
Myślę, że Partia Kobiet to nic więcej jak tylko forma, którą Gretkowska wykorzystuje do promowania swojej twórczości i własnej osoby. Tego rodzaju efemerydy polityczne zawsze nakazują daleko idącą podejrzliwość wobec intencji ich twórców. Pozdrawiam.
Aniu, może będzie to nagroda w następnym konkursie, więc przy odrobinie szczęścia... :-)
Panie Danielu, mam jednak wielką nadzieję na to, że Pan się myli. Jestem zbyt naiwny? Może, ale zawsze mnie budują jakiekolwiek pozytywne inicjatywy w kraju, o którym wciąż tak źle się mówi.
Cóż. SMS wysłałem, podoba mi się blog. Co zaś do samego Gretkowskiej - z nią zawsze miałem problem. Problem rozny - m.in. interpretacyjny czy historycznoliteracki. Bo na dobrą sprawę, nie wiadomo, do jakiej literatury przyporządkować jej twórczość - do feministycznej? Nie da rady. Do kobiecej? Do publicystyki? Z jednej strony ciekawy "Kabaret Metafizyczny", dla wielu też niezła "Polka" a i "Kobieta i mężczyźni" ma w sobie coś, co trzyma przy książce (może to prosty styl, pozbawiony tej fragmentaryczności Kabaretu, oraz zabawne fragmenty z objawiającym się Papieżem czy ze ścięciem męskiego totemu). I to jedna strona jej twórczosci - z drugiej zaś, wywiady, w których pogląd na kobiety jawi się jako jakaś podejrzana chimera narodowokatolicka poszerzony o piercing feministyczny. I ja w tym miejscu już wysiadam.
Partia Kobiet nie powstała ad hoc z kaprysu Gretkowskiej, lecz stanowi działające do dziś rozwinięcie kobiecego ruchu "Polska jest kobietą".
Dziękuję Manueli za to, że opublikowała ten dziennik, przybliżyła kulisy wyborczej przepychanki.
Chociaż Agnieszka Graff w "Rykoszetem (...)" skrytykowała PK, to zgadzam się z recenzentem - ten ruch wyłamał jakąś cegłę z muru, w który uderzają feministki oraz feminiści, czyli osoby walczące o godność kobiet. Tylko czy tego wyłomu nie zabetonowano? Chyba nie, w końcu kwoty na listach wyborczych to następny krok przychylny demokracji, w której aktywnie uczestniczą kobiety.
Prześlij komentarz