Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2009-09-14

"Cień pod blokiem Mirona Białoszewskiego" Juliusz Strachota

Kiedy przed trzema laty Świat Książki opublikował debiutancki zbiór opowiadań Juliusza Strachoty, książka przeszła bez większego echa. Trudno było pisać o prozie Strachoty i pewnie trudno będzie, choć jego nowa książka jest świadectwem oczekiwanego przez wielu wznowienia białej serii prozatorskiej Korporacji Ha!art i na pewno znajdzie wielu czytelników wśród tych, którzy cenią publikacje krakowskiej oficyny. „Cień pod blokiem Mirona Białoszewskiego” to bowiem zbiór tekstów w podobnej konwencji co te debiutanckie. Krótkie, urwane, pozornie chaotyczne, mieszające surrealizm z groteską i codzienne sprawy z metafizycznymi uniesieniami. Strachota tworzy miniatury literackie, w których najważniejsze jest przeżywanie świata przez neurotyka, outsidera, leczącego się z depresji mężczyzny, zakompleksionego nastolatka, uciekającego od rzeczywistości indywidualisty… Chociaż bohaterami tych opowiadań są ludzie z różnym bagażem doświadczeń i przeżyć, łączy ich na pewno jedno. Każdy z nich to puer aeternus, każdy ucieka od świata i od siebie samego, każdy w końcu przeżywa życie jako proces odkrywania prawdy o sobie, który często związany jest z frustracją i rozczarowaniem.

W jednym z opowiadań czytamy: „Nigdy nie miałem do powiedzenia nic, co wymagałoby więcej słów niż rozmowa z kasjerką w sklepie. Napisałem około stu powieści, ale historie kończyły mi się na trzeciej stronie, po tym, jak bohater kupił buty, rower albo niskoprocentowe mleko. Same się skończyły”. Kończą się historyjki Strachoty zanim tak naprawdę staną się wiarygodne. Wywołują zainteresowanie, a potem niedosyt czytelniczy. Chwilami odnosi się wrażenie, że ta książka jest jak historia Jana Romana, „Człowieka, od którego wszystko się zaczyna”: „Chwilę może zaciekawia, a potem nudzi, wkurwia i zaraz się kończy”. Czy takie pisanie może być przekonujące? Tak. Oddaje bowiem emocjonalną labilność narratora i niestałość świata, zamazuje jego kontury; czyni z opowieści o prawdziwych ludziach i prawdziwych zdarzeniach oniryczne obrazki, w jakich logika zdarzeń to logika wyobraźni tego, który zdarzenia interpretuje na swój własny sposób.

Białoszewski jest obecny w tej prozie od początku do końca. Jest obecny w języku, w próbach opisania samotności; w opozycji między tym, jak toczy się życie i tym, w jaki sposób można je ująć w słowa. Doświadczenia bohaterów to przecież swoista „Mironczarnia” rozpisana na wiele głosów. Bohaterowie Strachoty nie mogą uwolnić się od balastu wspomnień, ale tym samym próbują określić, nazwać i oswoić własne miejsce do życia, z którym wiążą się te wspomnienia. Część depresyjnych outsiderów z opowiadań Strachoty mogłoby podpisać się pod tym, co Białoszewski napisał w swym „Autoportrecie odczuwalnym”: „Noszę sobą jakieś swoje własne miejsce. Kiedy je stracę, to znaczy, że mnie nie ma”.

Stale obecne w miniaturach „Cienia pod blokiem Mirona Białoszewskiego” jest miasto, w które wtapiają się młodzi i starsi bohaterowie tekstów. Dzięki miejskiemu gwarowi, dzięki miejskiej różnorodności i anonimowości oni wszyscy mogą się tak naprawdę ukryć – przed światem i przed innymi ludźmi. Przestrzeń miasta podkreśla złożoność emocji i zachowań tych, którzy potrzebują dźwięku tramwaju za oknem, by poczuć się dobrze. To także przestrzeń miejskich blokowisk, przestrzeń anonimowa i trudna do opisania za pomocą języka. W takim otoczeniu rodzą się coraz silniejsze lęki, rodzi się przeświadczenie o byciu kimś przypadkowym i o tym, że chciałoby się złożyć reklamację i wymienić życie na inne.

To także książka o próbach budowania bliskich relacji z kobietami i o tych relacji zanikaniu. Książka, w której Strachota opowiada o świrach, którzy jak Białoszewski z chęcią zamalowaliby swe okna na czarno. I chociaż w porównaniu z debiutanckim zbiorem opowiadań stylistyka i sposób ujmowania problemów egzystencjalnych zasadniczo się u autora nie zmieniają, liczę na to, że o jego drugiej publikacji będzie nieco głośniej. I niech duch (cień?) Mirona Białoszewskiego Juliuszowi Strachocie w tym pomoże.

Korporacja Ha!art, 2009

3 komentarze:

Marcin Pietraszek pisze...

recenzja przekonuje mnie do wpisania książki na białą listę ;)

Raf pisze...

Dla chcących pogłębić temat załączam wywiad jaki przeprowadziłem z autorem.
(doskonały blog)

Raf

http://strefakreatywna.blogspot.com/2009/11/swiat-wg-juliusza-strachoty.html

Anonimowy pisze...

Polecam Ci ksiazke "Dziecko zwane niczym" Dave Pelzer I "Wszystko za zycie"Krakauer Jon (Into the wild-org.) film I ksiazka sa niesamowite.

Chcialabym bardzo przeczytac twoje recenzje o tych ksiazkach :)

Uwielbiam Cie czytac,masz lekka reke do pisania,brawo. Pozdrawiam. Fanka - W.