Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2009-11-07

"Jestem komunistyczną babą!" Dan Lungu

Jakże opowieść Dana Lungu kontrastuje z twórczością Herty Müller! Mrok komunistycznej codzienności w Rumunii Nikolae Ceausescu, który z tak śmiertelną powagą opisuje niemiecka noblistka, u Lungu nabiera znamion rzeczywistości barwnej, lekkiej i przyjemnej, za którą można tęsknić. Świetnie się składa, że „Jestem komunistyczną babą!” ukazuje się właśnie teraz, gdy czytelnicy masowo sięgają po prozę Müller. Opowieść Lungu jest bowiem specyficznym antidotum na mroczną twórczość noblistki, w której wspomnienia z komunistycznej Rumunii są świadectwem dyktatury strachu.

U Dana Lungu nie ma żadnego strachu, nie ma ponurych opisów życia w państwie, w którym przecież podczas rządów Ceausescu nie dało się żyć – a zarówno tematyka książek Herty Müller, jak i jej decyzja o emigracji do Niemiec świadczą o tym bardzo wyraźnie. Dan Lungu daje zupełnie inne świadectwo. Jego bohaterka kocha komunizm, tęskni za komunizmem, nie może się pogodzić ze zmianami, jakich doświadczyła Rumunia i nie ma właściwie żadnej koncepcji na to, jak żyć w nowym, wolnym i demokratycznym świecie.

Lungu w dowcipnej konwencji przedstawia osobowość typowego „homo sovieticus”. Jest bowiem Emilia Apostoae uosobieniem dziecka komunizmu, które właśnie w nim odnalazło drogę życiową. Pewnie, że jest w tej książce wiele sygnałów, świadczących o tym, iż komunistyczna Rumunia była piekłem. Jest wszechobecne Securitate – ale przedstawiane w dowcipnych opowieściach pana Mitu (który zresztą sam jest donosicielem) i jakby niegroźne. Jest sam wielki przywódca, lecz ośmieszany i ukazywany np. jako mucha wsłuchująca się w głosy obywateli, jawnie kpiących z dyktatora. Są kolektywne zakłady pracy (Emilia to pracownica jednego z nich), kolektywne osiedla, wizytacje, kontrole, patrole i strach. Pewnie, jest to wszystko, ale Rumunia Ceausescu w powieści „Jestem komunistyczną babą!” to wręcz raj, za którym się tęskni. Czy aby na pewno?...

Dla Emilii czas miniony był czasem, w którym z wiejskiej dziewki, która ugniatała z rodzicami kiziak (warto wiedzieć, co to jest!) stała się miastową panią, przykładną robotnicą w warsztacie, żoną, matką i właścicielką mieszkania własnościowego w obskurnym komunistycznym bloku. Ciotka, która ułatwiła Emilii start w mieście, pomogła jednocześnie zrozumieć, czym byłoby dla bohaterki pozostanie na wsi. A przecież jako miastowa stała się kimś. Osiągnęła sukces, nabyła nowych umiejętności, odnalazła się w rzeczywistości, od której do dalekiej Kanady ucieka jej córka Alice. Opozycja matki i córki w powieści Dana Lungu ma bardzo duże znaczenie. Alice wychodzi za mąż za Kanadyjczyka; nie daje matce szansy na to, by uczynić z niej kobietę systemu minionego, panią inżynier w zakładzie pracy podobnym do warsztatu, w którym Emilia przez lata wyrabiała normy ku chwale ojczyzny wielkiego Ceausescu. Matka analizuje poczynania córki, prowadzi z nią dyskusje światopoglądowe, próbuje zrozumieć powody emigracji i fakt, że dla Alice pozostanie w Rumunii byłoby życiową porażką. I choć wydawać by się mogło, że z konfrontacji pokoleniowej i zderzenia dwóch perspektyw widzenia komunistycznej Rumunii wyniknie jakaś przemiana w świadomości Emilii, nie dochodzi do niej. A może tylko takie wrażenie można odnieść i w pisaniu Lungu więcej jest przewrotności niż to się wydaje na początku lektury.

Myliłby się ten, kto uważa, że „Jestem komunistyczną babą!” to apologia systemu, o jakim dzisiejsi Rumuni chcieliby zapomnieć. To książka dowcipna, pozornie lekka i przyjemna, ale jednocześnie wnikliwe świadectwo kształtowania świadomości człowieka, który usiłuje ukryć własną niesamodzielność, oddając swe serce systemowi, który pomyśli i zadziała za niego. Emilia Apostoae to symbol i świadectwo. To postać z krwi i kości, a jednocześnie marionetka w rękach systemu. To kobieta, która oddała serce komunizmowi i która nie może zrozumieć, dlaczego komunizm ją porzucił.

Zbudowana z retrospekcji i opisów życia w nowej, innej Rumunii, jest powieść Lungu z jednej strony sentymentalną opowieścią o tym, co minęło, z drugiej zaś strony ironicznym komentarzem do zmian zachodzących w tym państwie. Myślę, że konstrukcja tej opowieści niesie ze sobą tak wiele niejednoznacznego przekazu, że warto po nią sięgnąć. Bo czy wyznanie „jestem komunistyczną babą” brzmi dumnie, czy też jest w gruncie rzeczy przygnębiającym świadectwem na to, w jaki sposób komunizm może niszczyć? Jest u Lungu zabawnie i strasznie zarazem. Jest przede wszystkim niejednoznacznie. I to główna zaleta tej książki.

Wydawnictwo Czarne, 2009

1 komentarz:

snoopy pisze...

Prawie miesiąc przerwy? Już się bałem, że przestałeś pisać. Cieszę się, że jednak nie. Czekam z niecierpliwością na kolejne świetne i profesjonalne recenzje.