Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2010-05-17

"Finalmusik" Justo Navarro

Justo Navarro potwierdza klasę wydanego przed dwoma laty „Domu ojca”. Jego pisarstwo jest wysmakowane, subtelne i dostojne, a jednocześnie lekkie i pełne dwuznaczności. Myślę bowiem, że w „Finalmusik” przede wszystkim o dwuznaczności chodzi i nawet jeżeli wyraźnie wracają charakterystyczne dla hiszpańskiego pisarza motywy rodzinnej Granady, skomplikowanych relacji z ojcem i domu jako miejsca pełnego tajemnic, tym razem Navarro tworzy zupełnie inną narrację, w której od początku do końca będzie chodzić o odkrycie dwuznaczności półprawd i fikcji. Mężczyzna-narrator snuje opowieść rozpiętą gdzieś między tym, czego sam doświadcza a zmyśleniem charakterystycznym dla dzieła literackiego. Jak bowiem sugeruje jeden z bohaterów książki, „Może to lekkomyślne, bezużyteczne, nielojalne i nieodpowiedzialne wymyślać powieści w czasach bomb”, dlatego przewodnikiem po świecie przedstawionym jest tłumacz – ten, który czuje się panem obcych historii i historie te stwarza na nowo, posługując się innym językiem. Czyje historie opowie i co w nich dzieje się rzeczywiście? To pytanie pozostanie otwarte, bo „Finalmusik” to przejmująca opowieść o pożegnaniu z wiecznym miastem, w której tak naprawdę dochodzi do powitań, coraz to nowych początków, misternie splecionych ze sobą historii z 1941 i 2004 roku.

Od pierwszych stron Navarro zaraża specyficzną atmosferą oczekiwania i zagrożenia. Rzym, po którym narrator wędruje w tylko sobie znany sposób, oczekuje na spełnienie groźby islamskich terrorystów, którzy zapowiedzieli Włochom koniec, których ultimatum niebezpiecznie łączy się z coraz to nowymi aferami politycznymi, i o których tłumacz dowiaduje się od ekonomisty Mazottiego. Sam Mazotti jest tak samo dwuznaczny jak tajemniczy duchowny Wolff-Wapowski ze swoją konspiratorską działalnością, pisarz Trenti, którego powieści tłumaczy narrator i Francesca, jego kochanka uwikłana w zależności wpływające także na opowiadającego o jej losach. „Finalmusik” to symfonia różnie brzmiących opowieści, wzajemnie się uzupełniających, ale także komplikujących. Jeżeli dołożymy do tego zagadkową opowieść o morderstwie wojskowego w pewnym wagonie za czasów rządów Mussoliniego, powstanie historia wielowątkowa i żywa na wiele różnych sposobów. I tym, co w nowej książce Justa Navarro zwraca uwagę, jest umiejętność takiego połączenia wątków, by uczynić z książki niepowtarzalne świadectwo istnienia w fikcji.

Motyw pożegnania funkcjonuje w tej powieści wielopłaszczyznowo. To nie tylko pożegnanie z miastem, ale także z tym, kim było się wcześniej. „Finalmusik” w tym znaczeniu jest książką sentymentalną, ale jednocześnie opowieścią, która nie manipuluje prostymi emocjami czytającego. Navarro dotyka wielu problemów współczesnego świata, osadzając te problemy w odległej historii, a potem tworząc pomost między tym, co było a tym, co jest. Nie bez znaczenia jest także fakt, że mamy do czynienia z opowiadaczem odpowiedzialnym za słowa innych i na co dzień kryjącym własne między cudzymi. Jeżeli jeszcze zwróci się uwagę na to, jak ważne są dla niego wspomnienia z Bolonii i spotkania z professoressą od semiotyki, „Finalmusik” ożyje jako książka językowych znaków i struktur oraz ich wzajemnych zależności. Navarro bowiem tworzy opowieść o tym, jak trudno niezależnie o czymś opowiadać i jak bardzo zawikłane mogą być związki między realnym światem a sposobami jego opisywania.

Trudno jednoznacznie określić, czy w tej książce chodzi bardziej o to, co się dzieje czy też o to, co może się wydarzyć. Pewne jest natomiast, iż „Finalmusik” jest swoistym eksperymentem narracyjnym, któremu poddaje się także człowiek opowiadający nam tę historię. Warto ją znać i warto pozostać w szczerym zdumieniu, bo Navarro tym razem ujawnia się jako twórca pytań, nie odpowiedzi.

Wydawnictwo MUZA, 2010
KUP KSIĄŻKĘ

Brak komentarzy: