
Do malowniczego Sorrento w pełni lata przyjeżdża Malwina, kobieta dojrzała, a jednocześnie młoda zarówno duchem, jak i ciałem. Malwina ma prowadzić dom Carli i opiekować się nią samą. Zarówno Polka, jak i Włoszka kryją w sobie tajemnice przeszłości, do których niechętnie wracają. Za Malwiną nieudane małżeństwo, utrata dziecka. Chociaż losy Carli, zagorzałej komunistki w młodości, wydają się inne, kobieta mierzy się dokładnie z tym samym co Malwina. Obie na różne sposoby, bo przecież inaczej ukształtowały je warunki życia w Polsce i we Włoszech. Obie zaskakująco do siebie podobne i to podobieństwo, coraz bardziej czytelne i wyraźne, stanowi oś konstrukcyjną „Domu tysiąca nocy”.
Pomiędzy dwiema dojrzałymi kobietami pojawia się on – pozornie całkowicie od nich różny. Bruno, wnuk Carli, przez całe życie był dla swej babki jak syn. Matka Brunona wybrała inne życie, w którym odpowiedzialność za potomka zrzuca się na czyjeś barki. Swego czasu podobnie postępowała Carla, natomiast Malwina, która szybko nawiązuje z młodym mężczyzną kontakt, projektuje nań swe wizje macierzyństwa niespełnionego. Jej bowiem, w przeciwieństwie do Carli i Alessii, nie dane było długo być prawdziwą matką, chociaż tak bardzo chciała spełniać się w tej roli. Zaczyna matkować Brunonowi, stając się jego natchnieniem i wyrocznią, albowiem młodzieniec pisze powieść opartą na losach Fryderyka Nietzschego oraz Malwidy von Meysenbug, którym los pozwolił na spędzenie czasu w malowniczym Sorrento. Polska pomoc domowa staje się uosobieniem wrażliwości i piękna, które adoruje Bruno; Malwina wprowadza go w świat kobiecych przeżyć, inicjując tym samym drogę samopoznania chłopaka, który świat musi poznawać wszystkimi innymi zmysłami, skoro zmysł wzroku mu szwankuje. Carla jest gwarantem dopełniania się historii opowiadanej przez Wolny, ale stoi jednocześnie gdzieś obok niej. Starzejąca się Włoszka nie może pogodzić się z faktem, że jej ukochany Bruno przejawia zainteresowanie innymi kobietami. Że zaczyna interesować się Malwiną i że jego życie wymyka się jej kontroli.
Maja Wolny opowiada o sprawach trudnych, ale nie jest to w gruncie rzeczy książka smutna, chociaż tak wiele smutku było w dotychczasowym życiu Malwiny i Carli. Słoneczne i skaliste Sorrento wydaje się tłem kontrastowym dla przeżyć bohaterek – piękne, ciepłe, idylliczne. Miejsce, w którym rozegra się dramat trzech osób, rozpisany na trzy różne role i trzykrotnie przykuwający uwagę.
„Dom tysiąca nocy” to proza finezyjna i proza skrojona z klasą. Opowieść o wielkości kobiecego serca, w którym znajdzie się miejsce na bardzo wiele i które potrafi kochać oraz wybaczać, a ckliwość takiego przesłania bynajmniej nie powinna zniechęcać do sięgnięcia po tę książkę.
Wydawnictwo Prószyński i Spółka, 2010
2 komentarze:
No no! Kobiety nie trzeba szczególnie namawiać! Owszem, książkę czytało się z przyjemnością, nie była ckliwa, ani naiwna. Fakt, że nie jest przegadana. :)
Byłam ciekawa męskiego obioru książki i proszę...
Prześlij komentarz