Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2011-12-05

"Dlaczego jesteśmy ateistami?" Russell Blackford, Udo Schüklenk

Trudno jest być ateistą. Trudno być przekonanym o tym, iż to, co nas otacza i my sami nie jesteśmy wytworami jakiejś nieziemskiej, pozaludzkiej istoty. Trudno przyjąć, że urodziliśmy się, żyjemy tu i teraz, a po śmierci nie czeka nas nic. Najtrudniej jednak jest nam przyznać, że pozostajemy sami ze swoim rozumem i to on ma być naszym kompasem, kierującym na drodze krótkiej, ale przecież wymagającej, byśmy swego rozumu używali. Pomysłodawcy antologii „Dlaczego jesteśmy ateistami?” postanowili udzielić głosu 50 rozmówcom, którzy w mniej lub bardziej wiarygodny sposób przekonują, iż ateizm to słuszna droga życia. Ta książka ma być wyraźnym i stanowczym Głosem Rozumu w czasach, kiedy fanatyzm religijny doprowadza do coraz to nowych katastrof i powoduje, że XXI wiek jest czasem swoistej krucjaty wiary. Czegoś, czego nie można sprawdzić. Nie można objąć rozumem. A przecież rozum został nam dany po to, by ułatwić życie. To, które toczy się właśnie teraz; nie będzie drugiego, nie będzie niebiańskich polan, grzechów odpuszczenia i spotkania z miłosiernym Bogiem, którego po prostu nie ma.

To pozycja nie tyle odważna, co przede wszystkim interesująca z intelektualnego punktu widzenia. Autorami są głównie amerykańscy, kanadyjscy i australijscy filozofowie, badacze, autorzy science fiction, biolodzy, bioetycy i aktywiści racjonalizmu. Ich teksty łączy oczywiście mniej lub bardziej osobiste wyznanie o tym, iż autorzy są ateistami, ale widać wyraźnie, że poza tym więcej w ich rozważaniach będzie różnic niż podobieństw. Ich formy także są różnorodne – od swobodnych, podpartych osobistymi doświadczeniami esejów po naukowe dysertacje, w których mnożą się zdania podrzędnie złożone i fachowa terminologia. Wspólnym mianownikiem jest oczywiście stawianie na rozum ludzki; na jego niezgodę, by wierzyć i na to, że wiara jest czymś iluzorycznym. Lektura tej książki może być prawdziwą przygodą intelektualną dla każdego, kto ma otwarty umysł – bez względu na to, czy jest osobą wierzącą, agnostykiem czy ateistą. Polifonia głosów przekonuje i zastanawia. Pozwala wybrać teksty, które są nam bliższe i sceptycznie podejść do rozważań, z którymi trudno się zgodzić. „Dlaczego jesteśmy ateistami?” to książka zachęcająca do dyskusji. Dająca jednocześnie wiele do myślenia i wywołująca sporo zamętu. Myślę, że o to przede wszystkim chodziło. Autorzy nie przekonują do swoich racji na siłę. Nie werbują batalionu niewierzących, którzy będą atakować religie. To interesujące świadectwo naszych czasów; czasów 10 tysięcy odrębnych religii i setek tysięcy tych, którzy za żadną z nich nie są w stanie się opowiedzieć.


A.C. Grayling w swym eseju „Dlaczego nie jestem wierzący” pisze następująco: „Najważniejszym narzędziem przetrwania wszelkich religii jest indoktrynacja dzieci i młodzieży”. Wielu autorów zgodnie potwierdza fakt, iż religia ich po prostu zwiodła i że jako dzieci nie mieli zbytniego wyboru i musieli uwierzyć w to, iż światem rządzi wszechmocna, wszechpotężna i nieskończenie wielka istota. Opisują oni, w jaki sposób stopniowo rozstawali się ze swoją wiarą. Piszą o jej opresyjnym charakterze i o poczuciu wolności, które daje im ateizm. Widać wyraźnie, że rozum wspomagany wykształceniem i doświadczeniami życiowymi z czasem wyklucza religię jako balast, którego porzucenie daje nie tyle satysfakcję, co świadomość, iż widzi się świat takim, jaki jest naprawdę. Można tutaj przytoczyć słowa Margaret Downey, która z prostotą stwierdza: „Czy szukasz czegoś, w co mógłbyś uwierzyć? Rozejrzyj się wokół siebie. Świat to piękne i fascynujące miejsce. Nie ma potrzeby, by wyobrażać sobie niebo. Sam możesz je sobie stworzyć tu i teraz, dokonując dobrych życiowych wyborów”.


Oczywiście najczęściej dyskutowaną i poddawaną pod wątpliwość jest kwestia teodycei. Dlaczego nieskończenie dobry Bóg pozwala na równie nieskończone zło i cierpienie, jakie przeżywa ludzkość od tysiącleci? Nie żyjemy w najpiękniejszym ze światów, ale żyjemy w jedynym, jaki został nam dany. Czy dane nam zostały także nieskończone pokłady cierpienia, by w nich poszukiwać sensu Boga wiecznie wystawiającego na próbę? Jak można wierzyć w to, że średniowieczna Wielka Inkwizycja to wysłannicy Boga na ziemi? Czy możemy mieć jakąkolwiek, choćby drobną pewność, iż na świat złożony z tak wielu nieszczęść miłosierny Bóg wysyła nas z własnej woli? Te i podobne im kwestie zaprzątają nasze umysły nawet wtedy, gdy nie jesteśmy ateistami. Oni jednak mają w sobie na tyle odwagi, by przestać asekuracyjnie myśleć w kategoriach „może to rzeczywiście boskie próby” i po prostu kwestionują istnienie Boga.


„Podczas gdy ateiści sądzą, że religia i racjonalizm wykluczają się wzajemnie, religie zdają się sądzić, że wiara jest racjonalna (rozsądna)”. W założeniu autorów esejów nie może być rozsądne wierzenie w coś, czego nigdy na przestrzeni całej historii ludzkości nie dało się choć w najmniejszym stopniu udowodnić. Sceptycyzm niektórych wynika z faktu, iż to ludzie tworzą sobie Boga, a nie odwrotnie, zaś poważnym źródłem niepokoju jest ingerencja religii w życie społeczeństw. Tamas Pataki na przykład przekonuje, iż instytucje kościelne, wdzierające się do życia społecznego, w bardzo silnym stopniu starają się stymulować potrzeby człowieka, wychodzą im naprzeciw, spełniają oczekiwania i tym samym zwiększają trzódkę, jakiej łatwiej mieć jakiegoś wysoko postawionego przewodnika, który wie lepiej.


Ciekawe są rozważania o bogu w naszym mózgu, którego obraz tworzą praktyki religijne. Warte uwagi są kwestionowania ontologicznego i kosmologicznego istnienia Boga. Otrzymujemy interesujące rozważania byłej muzułmanki, opisującej okrucieństwo islamu oraz wyznania homoseksualistów, którzy powinni być od dawna potępieni i umierać w mękach piekielnych. Wspomniana już Margaret Downey sugeruje, by Biblię zastąpić encyklopedią, zaś Sean M. Carroll zwraca uwagę, że Bóg jest tak mało konkretną ideą, iż naukowcom trudno coś takiego negować.


Trudno przyjąć założenie, że nie ma Boga. Wygodniej mimo wszystko w niego wierzyć. „Dlaczego jesteśmy ateistami” wieloaspektowo ukazuje, jak wiele korzyści dała odwaga tym, którzy nie wierzą. Niniejsze omówienie to ledwie dotknięcie złożonej problematyki tej książki, zatem zachęcam do samodzielnej lektury, samodzielnych wniosków i… przyjemności rozumowania.


Wydawnictwo Czarna Owca, 2011

9 komentarzy:

Oleńka pisze...

Dostrzegam w tej książce jakąś jednostronność - choćby w samym wyborze zestawienia.
Konkluzja jest jednak lekko krzywdząca. Autorzy książki nie wzięli pod uwagę, że i ateizm bywa (bywa, nie zawsze taki jest) wygodny, płytki i nieuzasadniony - natomiast o wiele trudniejsza bywa sama wiara. To nie stwierdzenie jedyne i ostateczne, ale warto też i o nim pomyśleć, bo medal ma zawsze dwie strony.

Anonimowy pisze...

Wiara jest trudna? Zabawne stwierdzenie-to właśnie ateizm jest trudny bo wymaga całkowitego przetrawienia zindoktrynowanego od dzieciństwa umysłu (co dotyczy niemal każdego obywatela tego kraju). Wymaga szukania odpowiedzi na trudne pytania w nauce, a nie przyjęcia łatwej (choć irracjonalnej w swej istocie) gotowej odpowiedzi serwowanej przez religię.

Anonimowy pisze...

Alfred Korzybski powiedział: Są dwa sposoby na łatwe życie: wierzyć we wszystko albo nie wierzyć w nic. Wiara w Boga nie wyklucza szukania odpowiedzi na trudne pytania w nauce ani ateizm nie zwalnia od myślenia o Bogu. Ale jest źle, jeżeli wybieramy jeden ze sposobów życia określonych przez Korzybskiego.

She pisze...

A ja jakoś nie mogę się pozbyć przekonania, że religia, bądź jej brak to prywatna sprawa każdego z nas i nie śpieszy mi się do rozmowy na ten temat, co nie znaczy, że nie mam własnego stanowiska, czy argumentów. Ze swojej strony z pewnością sięgnę po te pozycje i chętnie wzbogacę się o kilka innych spojrzeń na świat, na etyke, na wartości.

Oleńka pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
lafle pisze...

Nie wiem skąd przekonanie, że wiara wynika z decyzji. I nie wiem, skąd przekonanie, że jak wiara to chrześcijaństwo. Sataniści też wierzą. I Ateiści też wierzą: że nie ma Boga - bo wiedzieć tego nie mogą :)
Pozdrawiam,
lafle

Anonimowy pisze...

Komentarz do wypowiedzi "lafle:.

Nie jest tak, jak pisze "lafle", że ateiści wierzą, że Boga nie ma.

Ateiści nie wierzą, że Bóg jest.

Pomiędzy tymi dwoma stwierdzeniami jest baaaardzo duża różnica. Po prostu ateizm nie jest jakimś rodzajem wiary. Teiści bardzo często i z uporem starją się mówić o ateizmie tak jak 'lafle", gdyż w ten sposób chcą sprowadzić ateistów do swojego poziomu: wiary w nie wiadomo co.Ateiści nie są także zwyklymi antyklerykałami, którzy się z jakichś powodów obrazili na instytucję kościelną.

Ateiści to ludzie posługujący się w poznawaniu otaczającego świata oraz samego siebie rozumem. Ich narzędziem jest sceptycyzm i wiedza naukowa. Ateiści to ludzie, którzy bardzo poważnie podchodzą życia i świata. Potrafią odnaleźć w nim radość i sens bez odwoływania się do urojonych bytów religijnych. Ateiści to ludzie moralni, którzy nie potrzebują bata religii, aby byż ludźmi uczciwymi i życzliwymi wobec innych. Także źródła moralności upatrują w swoim rozumie i empatii jaką żywią względem innych.

Anonimowy pisze...

"Autorzy książki nie wzięli pod uwagę, że i ateizm bywa (bywa, nie zawsze taki jest) wygodny, płytki i nieuzasadniony - natomiast o wiele trudniejsza bywa sama wiara"

Faktycznie im więcej człowiek się dowiaduje o wierze (w moim przypadku katolickiej) tym trudniej wierzyć... Ale zmiana poglądów następuje dopiero po tym dogłębnym badaniu wiary, człowiek dociera do granicy w której problemy wiary sa już nie do rozwiązania a ateizm staje się jedynym logicznym rozwiązaniem.

Nie widzę logicznego wyjaśnienia, dlaczego w świecie wypełnionym po brzegi religiami ateizm miałby być łatwą drogą?

Anonimowy pisze...

Byłbym bardzo szczęśliwy jeśli ateizm byłby 'wygodny, płytki i nieuzasadniony' ponieważ to by oznaczało brak religii oraz zwycięstwo rozumu. We współczesnym świecie jest to na razie nieosiągalne. Myślę, że autorka tego stwierdzenia nie wie co czuje osoba, która koniec końców zostaje niewierzącym. Jak trwoga to do boga? Nie tym razem...