Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2012-06-02

"Opowiadaczka filmów" Hernán Rivera Letelier

Tak niewiele stron, tak dużo przejmującego smutku… Taka książka jak „Opowiadaczka snów” to minimalizm formalny, który porusza do żywego. Nie tylko dlatego, że opowiada sentymentalną historię i po prostu wzrusza. Mam wrażenie, iż czytając powieść chilijskiego pisarza, można nie tyle poznać klimat beznadziei pewnego miasteczka na północy kraju, w którym rozgrywa się kameralny dramat nastoletniej dziewczynki, co przemyśleć wiele kwestii związanych z poczuciem utraty. Hernán Rivera Letelier napisał bowiem historię odchodzenia, która nijak od nas odejść nie może; przejmuje plastycznymi opisami, psychologiczną głębią i leksykalnym minimalizmem, dzięki któremu zyskuje na wartości.

María Margarita mieszka wraz z ojcem – inwalidą i swymi czterema braćmi gdzieś na końcu świata. Tam, gdzie nic się nie dzieje, gdzie pustynia Atakama wdziera się do ludzkich siedzib i skąd ktoś ucieka, by potem wrócić i odebrać sobie życie z żalu. Miasteczko Oficyna nie zna radości, bowiem boryka się z nędzą i tym, iż jest gdzieś na marginesie. Tam nie ma życia, jest wegetacja. Jedyną formą barwności i witalności staje się lokalne kino. To jedyna atrakcja mieszkańców, ale z czasem stanie się nią także młoda María Margarita. Okaże się bowiem mistrzynią w opowiadaniu filmowych obrazów. Niedługo z tego opowiadania uczyni sztukę. Będzie smutną artystką, która barwnie opowie o niespełnieniu, tęsknocie i pogodzeniu się z losem. A film będzie dla niej jedynie narzędziem, dzięki któremu wyrazi cały swój smutek.

Bohaterka nie chce być potulna wobec życia, które niewiele jej oferuje. Dla niej życie jest gdzie indziej. Istnieje zapisane na filmowej kliszy, ale ona znajduje sposób, by przedstawić je inaczej. María chce układać w całość coś, co w kinie nie zawsze jest całością. Ze swych filmowych opowiadań robi sztukę. Nadaje sobie nawet artystyczny pseudonim i sprawia, że życie w Oficynie zaczyna być ciekawsze, inne. Jaki jest prawdziwy cel młodej dziewczyny? O czym myśli, tak bardzo koncentrując się na tym, by barwnie oddać widzom nawet sceny z czarno – białych filmów? Dlaczego jej opowiadanie staje się bardziej interesujące niż oglądanie seansów? I dlaczego ta specyficzna artystka tak ustawicznie miesza ze sobą prozę życia i wizyjność scen filmowych?

María Margarita wcześnie utraciła matkę. Kobieta po prostu któregoś dnia odeszła, porzucając męża i piątkę dzieci. Ta strata była niewyobrażalnie wielka, chociaż trudno ująć ją w słowach i po prostu opisać. Matki nie ma, bo podjęła decyzję. Chciała być artystką, ale nie w prowincjonalnej dziurze. Marii udaje się sztuka, która nie wyszła rodzicielce. To, w jaki sposób opowiada filmy, jest coraz bardziej doceniane. Dramat dziewczynki rozpocznie się w momencie, w którym to, co robi, spotka się z większym niż tylko rodzinne zainteresowanie…

A może dramat bohaterki to po prostu całe jej życie? Może jest tak, iż ona sama jest jak opowiadany przez nią kolejny film – niepełny, ale w jakiś sposób intrygujący? Proces zamiany obrazów na gesty i słowa ma znaczenie symboliczne w kilku wymiarach. María Margarita opowiada historie swoim ciałem. Żyje tym, co robi i czuje się w tym spełniona. Niezwykle szybko zorientuje się, iż potrzebna jest tylko przez chwilę. Że pojawiająca się w miasteczku telewizja wyprze kino i miejscową fascynację dziewczyną.

Letelier pisze o kobiecie – anachronizmie i o życiu, które nabiera znaczenia wtedy, kiedy coś minie. Przełom lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych minionego stulecia to rzeczywisty czas akcji. Toczy się ona jednak w wymiarze rozumianym tylko przez młodą artystkę. Co tak naprawdę opowiada María Margarita? Czym jest materia, z jakiej składa się film? Czy jest tym samym, co wnętrze dziewczyny? Przecież nie filmy są tu najważniejsze, lecz fakt, jak się o nich opowiada. Nie liczy się prawda, a kreowanie iluzji. Po to, by uciekać od tego, co prawdziwe. Radzić sobie ze stratą, poczuciem niepełności swego życia i tłumić gniew o to, iż czasem nic jest nie tak, jak chcielibyśmy, by było.

„Opowiadaczka filmów” to liryczna miniatura o pozbawianiu nas przez świat tego, co dla nas ważne. Opowieść o rozpaczliwych próbach nadania znaczenia pustce. Historia, która sama się opowiada. Jest prozą, a przecież składa się niemal z filmowych kadrów. Hernán Rivera Letelier opowiada o sile przetrwania mimo traum i przykrości, jakich wymazać nie sposób. Jego książka mogłaby mieć piękną ekranizację. Po co jednak przenosić do kina to, o czym można barwnie opowiedzieć? Po co zapisywać liczne strony, skoro na tak niewielu można wyrazić pięknie sprawy, które wcale piękne nie są, a jednak prawdziwe, więc poruszające do głębi?

tłum. Natalia Nagler

Wydawnictwo MUZA, 2012

KUP KSIĄŻKĘ

2 komentarze:

Hanna pisze...

Czytałam już kilka recenzji tej książki, dość pozytywnych, więc może któregoś dnia ta powieść wpadnie w moje ręce :)

pandorcia pisze...

Mi się ta książka bardzo podobała. Mimo niewielkich rozmiarów niesie ze sobą tak wiele treści! Ot, prawdziwa moc książki nie tkwi w ilościach stron, jak widać :)