Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2012-08-18

"Solo" Rana Dasgupta

Seria wydawnicza Czarnego „Proza Świata” od dłuższego czasu serwuje nam wyśmienitą beletrystykę krajów, które mogą być egzotyczne, choć to przecież często państwa na wyciągnięcie ręki. Dokładnie rok temu w serii ukazała się wstrząsająca i jedna z lepszych powieści 2011 „Submarino” Jonasa T. Bengtssona. „Solo” to tegoroczny strzał w dziesiątkę i opowieść, dzięki której baczniej zwrócimy uwagę na codzienność i możliwości, jakie nam daje; na marzenia i sposób, w jaki przeplatają się z prozą życia. Rana Dasgupta, brytyjski pisarz mieszkający w Indiach, na kartach „Solo” barwnie przedstawia bułgarską stolicę od czasu, kiedy była jeszcze częścią imperium tureckiego, wielkim tyglem kultur i tożsamości, aż po współczesność. „Solo” to snuta niespiesznie opowieść o tym, jak uchronić swe życie od zapomnienia i historia Europy zmian, wynalazków, dobrodziejstw i okrucieństw minionego stulecia.

Stuletni Ulrich jest samotnym starym ślepcem, który musi mierzyć się z fizjologią swego ciała, smrodem moczu pobliskiego muru, hałasem dworca za oknami i papką serwowaną przez telewizję, której może się teraz jedynie przysłuchiwać. Niemieckie imię dla Bułgara to stygmat i wyróżnik jednocześnie. Ojciec – fascynat kolei i ich budowniczy – chciał dzięki temu imieniu uczynić tożsamość swego syna wyjątkową. Tymczasem Ulrich przez całe życie czuł się bardziej przezroczysty, niewidoczny; stał obok zdarzeń historycznych, zmian systemów, ludzkich dramatów doby komunizmu, nazizmu czy kapitalizmu. Zafascynowany chemią, która okazała się substytutem zakazanej w młodości pasji muzyki, Ulrich całe życie eksperymentował, żyjąc wpatrzony w siebie, a nie w to, co wokół niego. To zresztą zarzuca mu przyjaciel Borys, którego życiorys pomoże opowiedzieć prawdziwe losy Ulricha. Stanie się też jednym ze snów na jawie budującym drugą, bardziej pasjonującą część historii Dasgupty.

Chociaż z matką bohater był mocno związany do dnia jej śmierci, to jednak słowa ojca zapadły mu w pamięci silniej niż nękana przez zawirowania małej i dużej historii postać samotnie zmagającej się z losem rodzicielki. Cóż takiego powiedział mu ojciec? „Zapamiętaj wszystko”. Ulrich bardzo się stara. Jego pamięć odtwarza kolejne etapy życia gdzieś między Sofią, Berlinem a bliżej nieokreśloną europejską przestrzenią, jak i tworzy nową jakość. Wspomniane sny na jawie. Symboliczne przypowieści, w których odnajdziemy nawiązania do życia Ulricha. Życia, jakiego nikt już za niego nie opowie i nikt pewnie nie zechce o nim posłuchać. Tymczasem z zapartym tchem można poczytać - o miłości, wierności, strachu, zemście i pustce. Wtedy łączą nam się w świadomości opowieści zmyślone o gniewnej i inspirującej Chatunie, melancholijnym samotniku Iraklim, utalentowanym muzyku Borysie. To w drugiej części książki. Pierwsza jest o życiu. Ta druga fabularyzuje marzenia, które mogły Ulrichowi przez dziesiątki lat towarzyszyć. Bo przecież „życie toczy się tu a tu, odtąd dotąd. Ale zostaje ogromna nadwyżka, a gdzie mamy ją pomieścić, jeśli nie w marzeniach?”.

Solowy śpiew sześcioletniego Ulricha inspirowany cygańskimi koncertami to obraz, który już na początku lektury zapada w pamięć. Jest w tej scenie głębia, niefrasobliwość i jednocześnie ogromna powaga. Oto bowiem bohater jest tym, kim chciałby być. Jego solowe, dalekie od doskonałości śpiewanie, to symbol życia solo, w odosobnieniu, w przestrzeni własnych przeżyć i tego, co nienazwane. Bo choć Ulrich jest umysłem ścisłym, to dzięki jego chemii emocji opowiada o świecie lepiej niż niejeden natchniony poeta. Żywot bohatera daleki jest od poezji, ale ma w sobie to coś, co nie jest uchwycone między wersami np. wierszy Irakliego. Poetyckość portretowania tego, co bardzo prozaiczne, pozwala Ulrichowi na to, by odnaleźć w minionych latach jakiś swój własny czas. Taki czas na przekór Historii. Tam, gdzie bliscy pozostają na zawsze, a ważne relacje z nimi nigdy się nie zmieniają. Opowieści Ulricha – ta prawdziwa i te zmyślone, nadające jego istnieniu inny zarys – to detale układające się w całość albo też prozaiczne chwile, które rozbijają ciągłość czasu. Czasu tak przecież okrutnego, bo zmuszającego Ulricha do tego, by mierzył się z koszmarną nędzą starości w zapomnieniu.

„Solo” to książka o tym, że właśnie zapominać nam nie wolno. Swoich przeżyć, cudzych doznań, szczegółów i ogółów zmieniającego się świata. To po trosze filozoficzna przypowieść o ruchu, którego nie można zatrzymać, ale któremu możliwe jest nadanie innego wymiaru w wyobraźni. Poruszająca jest proza Dasgupty nie tylko dlatego, że wiedzie na manowce i nie pozwala określić, co naprawdę jest jej istotą. „Solo” to opowieść starca, który staje się młody dzięki temu, co wymyśla. Jego siłą jest życie – to mijające, ale przecież wcześniej tak barwne i wydające się nie mieć końca. Jest w rozważaniach Ulricha sporo miejsca poświęconego utracie i śmierci. To jednak książka pełna witalizmu i niespotykanej w dzisiejszej prozie współczesnej głębi. Autor zagląda w zakamarki świadomości, do których nie chce się nam – ludziom świata nieużywanych komputerów, nowoczesności i czasu, który jakby przyspieszył - zaglądać i zastanawiać nad tym, czy to, co gdzieś tam ukryte, ma jakąś treść.

„Solo” niesie ze sobą treść enigmatyczną i zawikłaną, choć pozornie ta proza jest czytelna i łatwa do przyswajania. To nie tylko historia pewnego życia, które powinno zostać opowiedziane, ale przede wszystkim - jak wspomniałem na wstępie - historia możliwości. Wiele można bowiem zrobić ze wspomnieniami, by starość i świadomość śmierci nie wisiały nad nami niczym miecz Damoklesa. Piękna i mądra książka o godzeniu się z tym, z czym trudno się pogodzić. Do przeżywania w samotności. Solo. Wtedy lepiej zrozumiemy, jaką potęgą może być ludzka pamięć.

tłum. Michał Kłobukowski

Wydawnictwo Czarne, 2012

1 komentarz:

Monica pisze...

Kusi mnie ta książka, po Twojej recenzji jeszcze bardziej