Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2013-03-14

"Szaleniec z Placu Wolności" Hasan Blasim

Irak to kraj przemocy i rozlewu krwi. Miejsce, w którym ciągle walczyło się z jakimś wrogiem i nadal walczy, choć coraz mniej wyraźnie Irakijczycy widzą tego wroga. Walki wewnętrzne, wojna z Iranem i Kuwejtem, rozsadzająca od środka kraj partia Baas, ingerencja Stanów Zjednoczonych, w końcu stracenie Saddama Husseina… Czy kraj w dorzeczu Tygrysu i Eufratu wiecznie już będzie się borykał z konfliktami, niesprawiedliwością, wiecznym stanem wojennego pobudzenia i z ludzkimi dramatami? Hasan Blasim podejmuje się sztuki bardzo trudnej – w swych opowiadaniach oddaje całą grozę, cierpienie i ból umierania w imię różnych idei przy zastosowaniu techniki naturalizmu i minimalizmu, łącząc to jednak z subtelną, liryczną nutą snucia opowieści wyrastających z prozy życia, a przecież tak od tego życia oddalonych, choćby dzięki zabiegom nadawania snom i wizjom naczelnej roli w wielu tekstach.

„Szaleniec z Placu Wolności” to druzgoczący w swej wymowie, niewymownie smutny, nostalgiczny i dramatyczny zbiór piętnastu opowieści. Takiej Szeherezady, której odebrano umiejętność mówienia o sprawach magicznych i pięknych. Blasim – wciąż żyjący iracką przeszłością, o jakiej nie może zapomnieć, mieszkając w Finlandii – usiłuje nadać okrucieństwu, jakie penetruje, znamion symbolicznych. Stara się krew, gwałt, morderstwa i grabieże opisać językiem stającym w swej doniosłości i pięknie w opozycji to okrucieństwa świata, jaki opisuje. Z historii ludzkich upokorzeń stwarza przypowieści o doświadczaniu losu i odradzaniu się na nowo tam, gdzie można się odrodzić po tym, co zabrało wszystko, a przede wszystkim sens człowieczeństwa. Jego teksty wyrastają z przerażenia i wieloaspektowo opisują strach, ale ich narratorzy ów strach przekuwają na inne, bardziej możliwe do wyrażenia emocje. Wtedy widzimy w całej doniosłości straszny świat, o którym mimo wszystko pięknie można napisać.

Wyjdźmy od techniki. Hasan Blasim zdaje sobie sprawę, że to, co ma do powiedzenia, może oddziaływać przede wszystkim na emocje. Emocje Zachodu, który kojarzy Irak z doniesieniami agencyjnymi; który Iraku się boi i nie jest w stanie zrozumieć, co tak naprawdę dzieje się między ludźmi, jacy stworzyli tam sobie piekło na ziemi. Proza Blasima stara się uciekać od emocjonalności, chociaż jest to dość trudne. Jak wspomina autor: „Wierzę, że pisanie nie powinno utykać pod ciężarem banalnych emocji, które jak zapach potu biją z brudnych koszul i są identyczne jak rząd pisuarów w publicznej toalecie”. Prezentowane wizje – te realistyczne i oniryczne, na granicy groteski i czarnego humoru – tworzą specyficzną całość. Od uciętych palców, które zostały zjedzone i uduszonych wśród ekskrementów uchodźców do sennych koszmarów wywołujących śmierć na jawie czy szaleństwa pewnego kompozytora pieśni narodowych – między rozpaczą i trupami jest poetycka zaduma nad istotą cierpienia, które przychodzi znikąd i równie niezrozumiale naznacza ludzkie losy.

Opowiadanie tytułowe daje dodatkowe tropy interpretacyjne całości książki. To przypowieść snuta przez wiekowego Irakijczyka o tym, że pewnego dnia do Dzielnicy Ciemności trafili niezwykli Jasnowłosi; anioły pokoju i dobroci. Dokonali cudownych zmian na lepsze. Każdy był szczęśliwy, że trafili akurat do tego miejsca, zapomnianego przez czas, sprawiedliwość i Boga. Tymczasem przewrotny los dopomina się o swoje i ciężkie czołgi niszczą wypracowaną harmonię. To historia o wolności i jej utracie. Myślę, że każdy z tekstów Blasima w mniejszym lub większym stopniu o tym mówi. Czas spokoju kontrastowany jest z wojenną niepewnością. Konflikty wybuchające praktycznie wszędzie to ciosy zadawane raz po raz Irakijczykom, którzy mogą już tylko modlić się o pokój. Co z tego, skoro religia też ma charakter opresyjny, a ludzie Blasima – jak zaznacza inny Szaleniec, dyrektor pogotowia z opowiadania „Prawda i rejestr” – to jedyne istoty na tym świecie, które potrafią zabijać w imię wiary…

Niektórzy opowiadający cierpią z powodu swego serca, które z czasem zamieniło się w kamień. A przecież tak subtelnie, z taką delikatnością potrafią snuć swoje narracje! Skarga na kamienne serce ma miejsce w „Walizce Alego” i w „Żukach gnojarzach”. To także dwa z najbardziej wyrazistych tekstów w zbiorze. W pierwszym iracki uchodźca z pietyzmem traktuje swą walizkę podróżną, bo w niej dźwiga kości wygrzebanej z irackiej ziemi matki, którą chce pochować tam, gdzie naprawdę spocznie w pokoju. Drugi tekst – mocno oniryczny – mówi o losach zarodków z łajna, o ruinach we wspomnieniach życia i ruinie snów, które nie dają spokoju.

Sen jest przekleństwem i dla bohatera „Koszmarów Carlosa Fuentesa”, i dla uwięzionego we własnej łazience (jaźni) narratora tekstu o prowokacyjnym tytule „Zwyczaj rozbierania się do naga jest zły”. Podobnie ma się rzecz ze wspomnieniami. Ostatnie teksty ukazują trudną sytuację emigranta, który pozostawił za sobą kraj rozpaczy i niepokoju, ale niezwykle trudno odnaleźć mu w zimnej Finlandii spokój, do jakiego różnymi sposobami dąży. Poza tym poznajemy historie nieżyjącego redaktora działu kulturalnego pewnej gazety, przetrzymywanego i zmuszanego do fałszywych deklaracji więźnia, pisarza Chalida al – Hamraniego, który przez całe życie inspiracji do tworzenia szukał w okolicznym targu czy też uchodźcy niezwykłego, bo będącego nim we własnym domu po tym, jak doprowadził do utonięcia brata w szambie…

Świat, jaki przedstawiony jest w tych piętnastu bolesnych narracjach, Hasan Blasim określa za pomocą kilku przymiotników – kluczy. To świat okrutny, nieludzki i kruchy. Wyobraźnia twórcza pisarza – emigranta chce ocalić od zapomnienia czasy i zdarzenia, jakich zapomnieć się po prostu nie da. Blasima czyta się z przerażeniem, współczuciem i wzruszeniem. Sam autor na kilka sprytnych sposób stara się pokazać  - jak Tadeusz Borowski – że w każdej, najbardziej nawet ekstremalnej sytuacji można ocalić swoje człowieczeństwo. A przynajmniej tę jego część, która bez lęku kiedyś zmierzy się ze wspomnieniami. Wspomnienia Hasana Blasima są nie tyle gorzkie i bolesne, co przede wszystkim trudne do wyrażenia w słowach, bo o prawdziwym cierpieniu niezwykle trudno napisać. „Szaleniec z Placu Wolności” to z jednej strony jakby wyciszony i intymny dziennik porażającego „praesens historicum”, z drugiej dosadne i dramatyczne świadectwo cierpień milionów Irakijczyków, którym należała się ta książka i te historie.

tłum. Agnieszka Piotrowska
Biuro Literackie, 2013

1 komentarz:

olka__t pisze...

O! I to jest książka, po którą zdecydowanie sięgnę. Nie ma to jak książki, które przerażają, ale i przyciągają. A do tego otwierają oczy...