Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2013-03-16

"Berlin, późne lato" Grzegorz Kozera

Najnowsza powieść Grzegorza Kozery to fabuła urzekająca prostotą i smutkiem. Takich historii mogło się rozegrać przed sześćdziesięcioma laty wiele. Kozera wymyśla, ale mamy wrażenie, że z wielką czułością i zainteresowaniem pochyla się nad losami ludzi, którzy doznali czułości za mało, a interesują się jedynie tym, czy dane im będzie przeżyć w okrutnej wojennej rzeczywistości. „Berlin, późne lato” to rozgrywająca się w 1943 roku opowieść o człowieku, którego oszukali najbliżsi i który w pewien sposób oszukał sam siebie. Otto Peters to klasyczny fatalista. Były pisarz i nauczyciel, obecnie bez fachu i bez pomysłu na to, kim mógłby być. Osobiście wojny na froncie nie zaznał za długo, bo raniony odłamkiem, został kaleką. Okazuje się kaleką fizycznym i emocjonalnym. Dwa lata wcześniej oddał wojnie swego syna, Ericha. Erich stał się katem. Jego matka, żona Petersa, za życia uległa nazistowskim wpływom i myśląc inaczej niż mąż, oddalała się odeń tak jak i syn. Petersowi pozostaje pamięć po umarłej i świadomość, iż nie spełnił się w żadnej z ról, w jakich występował. Otto Peters to bohater tragiczny, ale tragizmem mało spektakularnym; takim, gdzie szuka się w czasach wojennej pożogi i niewiary jakiegokolwiek punktu zaczepienia, by uwierzyć. Choćby w to, że ma się czyste sumienie.

Gorące lato 1943 roku, które powoli zmierza ku końcowi, przynosi Berlinowi żar nie tylko w sensie dosłownym. Berlińczycy żyją w cieniu nalotów i w cieniu samych siebie. Nie ufają sobie nawzajem, nie wiedzą o sobie wiele, nie mają pojęcia o tym, kiedy tak naprawdę nastąpił początek wojny i czy będzie miała ona swój koniec. Kozera doskonale stopniuje napięcie, ukazując w relacjach mieszkańców Berlina narastający i wszechobecny lęk. Każdy może donieść na drugiego. Nikt nie jest szczery. Nikt nie jest do końca tym, za kogo się podaje. Myśli boi się nawet przed samym sobą. Oto dzielne i walczące Niemcy 1943 roku. Społeczeństwo zaszczute na własne życzenie i wciąż na nowo niszczone od wewnątrz. W świecie, w jakim żyje Otto Peters, żyć prawdziwie po prostu się nie da. Między pracą w bibliotece u boku lewicowego przyjaciela Rolfa a schodzeniem do schronu podczas nalotu, czas mija bohaterowi na przemyśleniach tyleż gorzkich, co destrukcyjnych. Do dnia, który będzie początkiem nowej opowieści. Opowieści o roli przypadku i o tym, kto podczas wojny jest katem, a kto ofiarą.

Peters podejmuje się ryzyka ukrywania u siebie zbiegłej z obozu koncentracyjnego Polki, Haliny Kamińskiej. Niczego o tej kobiecie nie wie, a postanawia jej pomóc. Tak po prostu. Niewiarygodne i bardzo prawdziwe zarazem. Halina opowiada mu o obozowym życiu, o którym Peters – jak większość Niemców – nie ma żadnego pojęcia. Zaskakująco szybko ten deprecjonujący dotychczas Polaków mężczyzna przekonuje się, iż żyje wśród stereotypów, a narodowość nie ma znaczenia, gdy liczy się życie zgodne ze swym sumieniem; niezbrukanym ideologią i kłamliwymi truizmami propagandy. Ukrywająca się uciekinierka nie tylko zmienia wewnętrznie Petersa, ale przede wszystkim zmusza samą siebie, by zrewidować pojęcie o złych Niemcach. Mamy w tej powieści bowiem wielu złych i dobrych Niemców. Złych i dobrych ludzi po prostu. I jedni i drudzy błądzą po omacku, zagubieni w świecie, w którym nie ma niczego pewnego. W świecie licznych zakazanych lektur, reglamentowanej żywności, stale obecnej śmierci i obaw przed tym, czy spadająca bomba nie pozbawi raz na zawsze możliwości ujrzenia w tym smutnym świecie czegoś naprawdę wartościowego.

A czymś takim z czasem staje się relacja Haliny i Otto. Tych dwoje trafia na siebie przypadkiem, ale okazuje się, że przypadek potrafi zmienić koleje losu dużo bardziej niż misternie planowany czas, kiedy zakłada się, co i kiedy konkretnie zmienić. Zmiany dokonają się w świecie tej dwójki samoistnie, ale oni sami niewielki będą mieli wpływ na to, co ich czeka. Bo czyż sytuacja, w jakiej się znajdują, nie jest tragiczna i z góry nie implikuje dramatu większego niż pragnień bliskości, jakie nikną w świecie, gdzie wszystko jest daleko?

„Berlin, późne lato” to historia człowieka, którego nie złamali inni, ale który niebezpiecznie zbliża się do tego, by złamać samego siebie – przede wszystkim pod względem moralnym. Otto podejmuje się zadania pracy nad scenariuszem propagandowego filmu i obcuje z człowiekiem, który uosabia wojenne zło, nazistowską nienawiść i obłęd świata skonfliktowanego, który zmierza ku zagładzie. Peters odbywa kilka podróży; dosłownie i w przenośni. Poznaje tajemnicę swojego przyjaciela, odkrywa znaczenie kilku cyfr, poznaje historie ludzi, dla których świat był podwójnie okrutny i niesprawiedliwy. Można odnieść wrażenie, że dużo bardziej spektakularna wojna niż ta dookoła rozgrywa się wewnątrz Petersa, w jego myślach i wciąż łamiącej się świadomości tego, kim jest obecnie i ku czemu zmierza.

Zarah Leander śpiewa w radioodbiorniku pieśń o cudzie, na jaki Otto nie liczy. O niezrealizowanych pragnieniach i czynach, dla których nie będzie czasu. O świecie, w którym można ufać innym i gdzie inni się nie krzywdzą. O miłości, ale takiej prawdziwej, na zawsze. Niezbrukanej niczym. Czystej. Grzegorz Kozera opowiada historię człowieka, któremu się nie udało na początku na własne życzenie, a potem przez to, że udać się po prostu nie mogło. Bo przecież Otto Peters przede wszystkim chce być sobą i zachować wierność sobie. Zafascynowany Heinrichem von Kleistem uświadamia sobie, że może zaplanować i zrealizować do końca tylko jedno działanie. Reszta jest niepewnością losu, wojennym okrucieństwem, świadomością braku stałych wartości i tego, że relacje międzyludzkie mogą być już tylko podszyte strachem. Bohater Kozery podejmuje wybór w świecie, w którym wybory są praktycznie niemożliwe. Autor udowadnia, iż można walczyć o siebie nawet w świecie, w którym walka taka jest niemożliwa. „Berlin, późne lato” to dostojna książka o mało dostojnym świecie, w którym nawet piękno zmierzającego ku końcowi lata nie zatrze szarych konturów bolesnej rzeczywistości. W tym świecie bowiem nie tylko lato się kończy. Czy cokolwiek jest w stanie się zacząć? Warto przyjrzeć się prozie przejrzystej, a przecież o tak mrocznych sprawach rozprawiającej.

Wydawnictwo Dobra Literatura, 2013

1 komentarz:

natanna pisze...

Świetna recenzja.
A książka mnie zaciekawiła dzięki tej recenzji bardzo.)