Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2013-05-31

"Maski - Singiel obnażony" Mia deLurk

Wydawca: Warszawska Firma Wydawnicza

Data wydania: 30 kwietnia 2013


Liczba stron: 94


Oprawa: miękka


Cena det: 22 zł

Tytuł recenzji: Skryte cierpienia – jawna prowokacja?


W nurcie współczesnej literatury polskiej opisującym życie w zatomizowanym społeczeństwie znajdują się książki, które sankcjonują status singla jako postawę i sposób na życie całkowicie świadome, choć niekiedy okupione trudem pozbycia się pewnych pragnień. Cztery lata temu ukazały się "Single" Piotra Kępskiego i była to w gruncie rzeczy powieść o samotności stawiająca swobodę i niezależność pod znakiem zapytania, bo bohaterowie niejako wrodzili się w swą singlowatość, kiedy nie wyszły im związki z innymi, a bliższe relacje były trudne do nawiązania. Rok potem czytaliśmy o "Singlach+" w powieści Dawida Kornagi, gdzie życie w pojedynkę było manifestacyjne i chociaż zawikłane, całkiem na plusie, dobre, wskazane i jak najbardziej pozytywne. Tymczasem pojawia się Mia deLurk – kimkolwiek jest – i postanawia opowiedzieć o Singlach (celowo wielką literą) na swój własny sposób. Otrzymujemy krótką, acz bardzo mroczną opowieść. Bezlitośnie punktującą stan, o jakim dużo pozytywnego się mówi. Single deLurk to ludzie w stanie wiecznej opresji. Bycie Singlem jest dla autorki wynikiem nieudanych relacji oraz tego, że miłość albo została utracona, albo też przeszła obok, nieprzeżyta.

Sam tytuł implikuje myśl, że życie, o jakim napisze w tej książce deLurk będzie życiem ukrytym, gdzie można udawać przed światem kogoś, kim się nie jest albo wmawiać samemu sobie, iż dobrze jest w swym własnym towarzystwie z całkiem świadomego wyboru. Autorka już na wstępie ironizuje: „Silni, piękni, wszechmocni i nieograniczeni udajemy jastrzębie, wojowników zbrojnych i wspaniałych, samotnych kłusowników losu oraz myśliwych szczęścia”. Sugestia jest dość wyraźna – bycie Singlem to stan patologiczny, wybór niewyboru, dramat niszczenia siebie i przede wszystkim proces, podczas którego wyzbywamy się swoich pragnień w taki sposób, by one już nigdy się w nas nie pojawiły. Mia deLurk sugeruje, iż człowiek jest z natury przystosowany do tego, by kochać i trwać u boku kochanej osoby. Jakiekolwiek odstępstwo od tego jest dramatem niebycia, dramatem życia na niby i życia pod maską, która niewiele skrywa, bo tak naprawdę niczego pod nią nie wypatrzymy. Singiel jałowieje duchowo na własne życzenie albo też został zmuszony do tego, by odmawiać sobie uczuć i bliskości. Single w książce deLurk kierują się własnymi przykazaniami, pośród których najważniejsze to kontrolowanie siebie, wyzbycie się tęsknot i zastępowanie braków tak, by wyglądało na to, iż życie w pojedynkę jest genialnym wyborem.

Ta niewielkich rozmiarów opowieść koncentruje się na histerycznych dosyć listach niejakiej Mi, która przez wiele lat opisuje uczucie pustki, jakie pozostawił w niej odchodzący mężczyzna życia. Odbiorca tej korespondencji – Albert – wskazuje wyraźnie, że prawdziwy dramat rozstania trwał bardzo krótko. Męka kolejnych lat to już tylko i wyłącznie zasługa Mi, która nie potrafi pogodzić się z końcem związku. Ta strata i ból są tak nieukojone, że autorka korespondencji wciąż na nowo podejmuje próby niszczenia samej siebie; chce śmierci duchowej i fizycznej, bo nie może pogodzić się z faktem, iż bycie bez ukochanego proponuje jej możliwości, z jakich nie potrafi skorzystać. Mi jest egocentrycznie skupiona na swych przeżyciach i tylko poprzez ich pryzmat postrzega rzeczywistość. Doprowadza się do stanu duchowego upadku i niemocy, poza którymi nie ma już niczego, nie ma normalnej, choć naznaczonej samotnością egzystencji. Mi staje się Singielką wbrew sobie samej, a jej duchowa megalomania powoduje, że stan ten wzbudza agresję na przemian z bezsilnością. Autorka listów cierpi. Zastanawia się nad tym, czy egoizm naprawdę może być siłą w świecie bez zasad i czy wyrzeczenie się miłości jest możliwe nawet wtedy, gdy zauważy się, iż ów świat jest przestrzenią bez uczuć.

Symultanicznie opisywane są pewne przypadki, historie ludzi, jakim życie zafundowało bycie Singlem na zupełnie dla nich niezrozumiałych zasadach. Czy jest Singlem z wyboru P., który musi opuścić ukochaną i odbyć służbę wojskową, po powrocie z której nie ma już obiektu jego westchnień, bo odeszła z innym? Jest nim T., cmentarny wariat, któremu przypadkowa śmierć odebrała kobietę, z jaką spędził całe życie i chciał się zestarzeć? A może świadomie wybrała swój stan K., której los odebrał kochanka – obłudnika oraz dziecko – efekt miłości zakazanej? Może Singielką ma być W. tracąca wszystko, gdy wreszcie odnajduje prawdziwą miłość? Te historie są prowokacyjne i tendencyjne, niezbyt dobrze współgrają z opisywanym w listach dramatem, mocno narzucają punkt widzenia, ale z drugiej strony cała ta książka jest przecież dość interesującą prowokacją; dotyka ciemnych stron życia w pojedynkę i podejmuje próbę odpowiedzi na pytanie, dlaczego na takie życie ludzie się decydują.

Z „Maskami” można i trzeba też polemizować. To mroczny portret Singla, ale czy prawdziwy? Byłoby to niemożliwym do ogarnięcia cierpieniem, gdyby każdy decydujący się na samotność, uciekał  w nią od ran i bolączek, z jakimi trudno mu żyć. Mia deLurk pozornie piętnuje zakłamanie, ale poza dość prostymi do sformułowania historiami życiowych dramatów, gdzie oczywiście gra się na emocjach i ocierającymi się o pretensjonalność ogólnikami, nie daje żadnych przekonujących argumentów za tym, że współcześni samotni nazywani singlami, są w gruncie rzeczy ukrytymi pod maskami cierpiętnikami i że dla nich życie to rozczarowania i wieczne udawanie tym, kim się nie jest. Ponieważ trudno mi ustalić, kim jest sama autorka, tę dość prowokacyjną książkę odznaczyłbym dużym znakiem zapytania. Pozycja ciekawa i zmuszająca do przemyśleń. Kontrowersyjna i przeraźliwie smutna. Mnie osobiście nie przekonuje, ale jest dobrym punktem wyjścia do rozważań nad stanem, który słowem na „s” nazwano wtedy, gdy stał się coraz bardziej powszechny.

3 komentarze:

Eugeniusz Bareja pisze...

Mnie akurat ta recenzja przekonuje...
Szkoda, że nie piszesz o "języku" autorki książki.
Czy portret "Singla" jest prawdziwy?
A czy istnieje jakaś prawda naczelna?
pozdrawiam

Jarosław Czechowicz pisze...

Język nie był wart uwagi :) Ja się bardziej skłaniam ku rozważaniom autora "Samotności" niż tej dość ckliwej powiastce. Niemniej warto ją poznać, lepiej niż recenzję! Pozdrawiam

Eugeniusz Bareja pisze...

Nie wiem, ale dla mnie, język autora (każdego, którego lubię) konweniował z tym co pisał. Tak mi to w parze idzie nierozdzielnie, że nie mogę sobie wyobrazić innej sytuacji.
pozdro