Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2016-10-25

"Słowik" Kristin Hannah

Wydawca: Świat Książki

Data wydania: 12 października 2016

Liczba stron: 560

Tłumacz: Barbara Górecka

Oprawa: twarda

Cena det.: 42,90 zł

Tytuł recenzji: Wojenna bajka

O różnego rodzaju wojennym bohaterstwie napisano już setki książek. Im więcej czasu mija, tym temat okrucieństw drugiej wojny światowej staje się coraz bardziej popularny. Na traumie tamtego okresu można zbić duży literacki kapitał – jakkolwiek bezkompromisowo i okrutnie by to brzmiało. Wydaje mi się, że dziś dużo ciekawsze są opowieści o ludzkich słabościach niż o heroizmie – na froncie, w ruchu oporu, w więzieniach, obozach czy na sparaliżowanych strachem ulicach. Dużo więcej zagadek kryje w sobie to, czego człowiek z różnych powodów nie był w stanie zrobić, niż to, czego dokonał. A Kristin Hannah wykorzystuje literacko wojnę przede wszystkim po to, by grać na emocjach, budując postaci wykazujące się nie tylko hartem ducha. Przede wszystkim spektakularną brawurą. A wokół tego miłość, poświęcenie i trudne relacje do naprawienia. Wojna, która odziera z godności, lecz może również paradoksalnie tę godność przywrócić. Słowik” to taka przesłodzona wojenna bajka. Złożona z elementów doskonale już nam znanych. Zdecydowanie przegadana i odbierająca czytelnikowi jakiekolwiek momenty, w których chciałby się czegoś sam domyślić. W szkolny sposób prowadząca przez to, co bohaterowie robią i co myślą. Zabijająca wszelką niezwykłość stworzonej opowieści. Hannah nie pozwala myśleć, ona każe się wzruszać. Buduje misterną konstrukcję ze scen przepełnionych emocjami, a swe bohaterki obrazuje w sytuacjach granicznych, którym stawiają czoła na dwa różne sposoby. Za każdym razem są to sposoby chwytające za serce. Dobra książka dla tych, co lubią sobie popłakać nad lekturą. Literacko rzecz dość rzemieślnicza i mocno przeciętna. Takie to teraz bywają bestsellery.

To, co amerykańska autorka usiłuje wbić nam do głów, to teza podkreślana na kilka niemiłosiernie żenujących sposobów. Chodzi o kondycję i bohaterstwo kobiet w czasie wojny. O to, że odznaczani i nagradzani za heroizm są mężczyźni, a kobiety tworzą drugi front, o którym niewiele się mówi. Siostry w „Słowiku” wybierają dwie różne życiowe drogi, kiedy wojna spada na Francję, a Francja zaskakująco łatwo ulega hitlerowcom. Obie jednak utożsamiać będą tę kobiecą siłę, której nic nie jest w stanie złamać. Hannah ugruntuje nas także w przekonaniu, że to kobieta może być powierniczką wszelkich tajemnic i w rozplotkowanym męskim świecie tylko ona jest w stanie skrywać w sercu najboleśniejsze sekrety. Wszystko to dość grubymi nićmi szyte i bardzo jednowymiarowe. Książka zawierająca kilka rzeczywiście mocnych scen – jak scena pierwszego bombardowania francuskiej ludności cywilnej czy moment, w którym zdesperowany tłum uciekinierów dewastuje ogród jednej z sióstr, sugerując bezkompromisowe wkroczenie wojny w jej życie – jest jednocześnie powieścią pełną niemiłosiernej ckliwości. A lukrować wojenną opowieść w stopniu tak niemożliwie intensywnym to popełniać literackie samobójstwo. „Słowik” bowiem odpycha, zamiast przykuwać uwagę. Wiemy, jakie wartości będą najważniejsze i których strzec będą po swojemu obie bohaterki. Wiemy już od samego początku, że moralnym imperatywem jest wyzbycie się bierności. Że siła to działanie i opór wobec wroga. Nie ma u Hannah drżących serc, nie ma opowieści o ludzkich słabościach, a strach portretowany jest w wyraźnej opozycji do odwagi. I nie ma w tej książce żadnej szarości, żadnej dwuznaczności, żadnego momentu naprawdę przykuwającego uwagę. Może oprócz sugestii, że wojna nie ma ludzkiej twarzy i że okupujący dom Niemiec może być wrażliwym na krzywdę człowiekiem, który gotów jest do poświęceń i ratunku.

Wszystko zaczyna się niezwykle spektakularnie. Staruszka zmagająca się z rakiem i wspomnieniami. Filmowa scena otwierania starego kufra, przeglądania jego zawartości. Czytelnie akcentowane przekonanie, że to teraźniejszość jest rozmyta, a przeszłość wciąż na nowo przypomina mroczne obrazy, o których starsza pani nie jest w stanie opowiedzieć swojemu synowi. Wkraczamy do świata Kristin Hannah, w którym kobiety niosą w sobie dużo większą siłę niż siła najeźdźcy biorącego gwałtem kraj. Ten kraj, w którym tak wielu niezwykle szybko się poddało. Francja portretowana jako kraj słabych ludzi, zachowawczych i przepełnionych lękiem, to ojczyzna dwóch sióstr, z których każda wykaże się wyjątkowo czytelnym heroizmem.

Vianne nigdy nie miała dobrego kontaktu z dużo młodszą od niej Isabelle. Siostry nie potrafiły okazywać sobie uczuć. Ich ojciec po powrocie z pierwszej wojny światowej i po stracie żony nie stanął na wysokości zadania – odtrącił je obie i każda na swój sposób musiała dać sobie radę z tym odrzuceniem. Vianne miała więcej szczęścia, bo szybko znalazła ukochanego mężczyznę i choć przeżywała dramat poronień, udało jej się zbudować stabilne życie u boku kogoś, kto z pełnym przekonaniem pewnego dnia mówi o tym, że musi iść na front, by… chronić rodzinę. Isabelle nie miał kto chronić. Wiecznie krnąbrna, impulsywna, wydalana z kolejnych szkół. Z deficytami miłości, które niesie przez życie i które chce zrekompensować żarliwym uczuciem do przestępcy i komunisty stającego nieoczekiwanie na jej drodze. Isabelle działa pod wpływem emocji. Nie może znieść francuskiej zachowawczości. Gdyby dano jej szabelkę, uderzałaby nią w niemiecki czołg. Tymczasem wykaże się w inny sposób. Zacznie od roznoszenia zakazanych ulotek, skończy… no właśnie, jej los naznaczony jest tak wielką traumą i cierpieniem, że natychmiast przymykamy oko na jej młody wiek i impulsywność, trzymając mocno kciuki za wszystkie działania zmierzające do udowodnienia światu, iż Isabelle potrafi być dzielna. Dlaczego nastolatka chce dobra kraju, w którym nikt tak naprawdę nie był dla niej dobry? Kierowana przez złość i poczucie odrzucenia, chce działać nie tyle impulsywnie, ile przede wszystkim wbrew zdrowemu rozsądkowi, jakim kieruje się Vianne. Obie zmierzą się z wojną na dwóch różnych frontach. Od samego początku wiemy, że będą nadzwyczaj dzielne. Hannah nie pozostawia absolutnie żadnych niedomówień. Miłość i wojnę zestawia w doprawdy tak wtórnym i kiczowatym stylu, że ta opowieść o ludzkich okrucieństwach wywołuje czasami uśmiech politowania.

„Słowik” to książka fatalna nie dlatego, że narzuca tezy i sugeruje oczywiste rozwiązania. Opowiada o wojennym koszmarze w niemal pastelowych kolorach. Stosuje takie środki wyrazu, które każą nam myśleć i czuć dokładnie to samo, co autorka. Kiedy jest zimno, musi być zimno absolutnie i bezwzględnie. Kiedy nie ma co jeść, mamy ten głód poczuć niemal namacalnie. A kiedy Isabelle choruje na zapalenie płuc, musi przez długie tygodnie (sic!) pluć krwią, bo konieczne jest, by dotarła tam, gdzie dotrzeć musi, i nadludzką siłą uścisnęła tego, z którym złączyła ją pierwsza prawdziwa miłość. Tak, bohaterki Hannah są heroinami. Przechodzą same siebie i doświadczając ekstremalnych przeżyć, zawsze mają głowę podniesioną z dumą. Zawsze. A wokół chaos wojenny wyzwalający w ludziach tak różnorodne emocje i postawy, że stworzenie powieści o jednoznacznym wydźwięku i tak nieznośnie sentymentalnej jest zbrodnią na temacie. Zgrabnie obudowaną zdaniami.

4 komentarze:

Jaworek pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Lilka pisze...

Trochę się zgadzam, a trochę nie. Rzeczywiście autorka pastwi się emocjonalnie. Jeden fragment mnie zastanawia. Czy dwaj zjawiający się po Daniela Żydzi to przypadkiem nie jest uosobienie stosunku autorki do tej nacji? Oni mają zimny argument, że ich wybito i muszą się odbudować. Kosztem cierpienia tego małego chłopca. Mnie ta scena, poprzedzona sceną szczęścia rodzinnego, kompletnie rozłożyła i bezmiernie wkurw...a.
No i zachowanie tej przybranej i kochającej matki: spakowała go i posłała nie wiadomo gdzie z dwoma obcymi facetami. Słabe.

Natalia Senderecka pisze...

A ja się nie zgadzam z tą tezą. Może i ta książka była nieco przewidywalna, ale jak dla mnie również piękna. Może nie jestem teraz obiektywna, bo lubię romanse zawarte w takich "trudnych czasach" jak wojna. Jestem również z tych, które lubią się wzruszyć. Mnie ta książka bardzo się podobała:) mam nadzieje na jej ekranizacje. Chętnie pójdę do kina.

Elżbieta Mirosława pisze...

Bardzo wielu ludzi nie ma w ogóle pojęcia o tym jak to było gdy do Francji weszli okupanci. Żadna tam bajka. To kobiece spojrzenie na potworności wojny i warto po tę książkę sięgnąć.
Może na całość zdarzeń trzeba spojrzeć z góry?
Życie kobiet, a zwłaszcza w czasach zawieruchy, to i tak zawsze cierpienie, czekanie,troski i miłość.