Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2013-08-16

"Papusza" Angelika Kuźniak

Wydawca: Czarne

Data wydania: 14 sierpnia 2013

Liczba stron: 200 

Oprawa: twarda lakierowana

Cena det: 39,90 zł

Tytuł recenzji: Wrażliwość napiętnowana

Warto na początku oddać głos samej Bronisławie Wajs, jak czyni to autorka książki o niej, Angelika Kuźniak. „Co może powiedzieć stara Cyganka podobna do prawdziwka zapomnianego w jesiennym lesie?”. Okazuje się, że sama nie powiedziała zbyt wiele. Wiele natomiast powiedziano za nią i o niej, bo biografia cygańskiej pięknej i wyklętej lalki, Papuszy, wdzięcznie się wpisuje w nurt legend o żywotach tych, którzy żyli do świata niedopasowani, bez zrozumienia i bez wsparcia. Czy moglibyśmy o niej usłyszeć, gdyby uciekający przed bezpieką Jerzy Ficowski nie znalazł schronienia w romskim taborze? Czy poznalibyśmy Papuszę, gdyby nie napisała do Juliana Tuwima wiersza w podziękowaniu za to, że zlitował się nad umierającą na gruźlicę Cyganką? Być może głos Bronisławy Wajs został zauważony przede wszystkim dzięki czasom, w jakich napisała swe utwory. Może paradoksalnie warto być wdzięcznym socrealizmowi, który chciał zbliżyć się do ludowości i folkloru w sztuce, odpuszczając sobie kobiety na traktorach, a przyglądając prostym wierszom tej, co z taboru była, a potem powiedziała o sobie „znikąd jestem”?

Jakkolwiek patrząc na literacką wartość twórczości Papuszy, na pewno poruszy jej biografia; los kobiety, której odebrali wolność i godność ci, co wiecznie spragnieni wolności, uciekali od osad, nie chcieli być zależni, nie chcieli pracować i wiecznie parli naprzód, ku spełnieniu w drodze. Cyganie odmówili Papuszy prawa do spełnienia poetyckiego. Czy cała nędza tej kobiety i ostracyzm, jakie Kuźniak przedstawia bardzo wyraźnie, choć bez autorskiego komentarza, to wina tych kilku prostych wierszy, czy może też niezłomnej postawy Papuszy, która nigdy nie wyrzekła się swej wrażliwości, choć musiała ją okupić w świecie niewrażliwym na to, co ma do powiedzenia? Przecież wcale się nie prosiła, by robić z niej poetkę, zapisywać do Związku Literatów Polskich, organizować spotkania poetyckie… W jednym z listów Wajs pisze: „Pszecież nie jestem pisarzem ani tesz poetką tylko Cyganką z lasu, która żyje przyrodą”. Subtelność i lekkość jej tekstów osadzona była w naturze; w tej naturze Papusza żyła i jej była wierna do końca. Tymczasem zbieg wielu okoliczności spowodował, iż została uznana za magerdo, skalaną. I nigdy nikt nie przywrócił jej temu środowisku i tej społeczności, którą kochała jak naturę i w której nie mogła zrozumieć okrucieństwa, z jaką ją traktowano…

Kiedy się urodziła? Cyganie nie odmierzają czasu tak, jak my. Nie liczą się z nim, bo go nie potrzebują. Jakaś tam data określona została, ale nie wiemy, kiedy rozpoczął się ten żywot fatalny, naznaczony cierpieniem, niezrozumieniem i wyobcowaniem tak silnym, jak silne jest przywiązanie Romów do życia w grupie. Z której to grupy Papuszę odizolowano. Później. Bo kiedy się narodziła, zaczęła żyć koczowniczym życiem bez zobowiązań i bez celu, gdzie ważne było, by być blisko z takimi, jak ona i w taborze poznawać codziennie świat na nowo; ten bliski naturze i z nią zsynchronizowany. Była wolna. Wolności nie odebrały jej ani traumatyczne przeżycia z okresu wojny, ani też nieszczęścia, z którymi dzielnie sobie radziła. Papusza była impulsywna i kochała całą sobą. Blizna na jej twarzy to ślad cygańskiej krewkości i romansu, w jaki wdała się przed laty. Kiedy chciała powalczyć o prawdziwą miłość, była już żoną Dionizego i wiedziała, gdzie jej miejsce. Wiedziała, że cygańska kobieta nigdy nie opuszcza męża. Chociaż była przez niego bita i poniżana, została przy nim. Do śmierci, po której celu już nie było. Nie było także wsparcia cygańskiej braci i od tego wyobcowania w bólu Kuźniak rozpoczyna swój reportaż, przykuwając uwagę natychmiast i bezgranicznie do historii tej, która… nigdy nie zdradziła siebie.

Była taką pieśniarką do melodii wziętych z natury. Chciała kimś takim pozostać. Bliska relacja z Ficowskim zaowocowała drukiem jej wierszy oraz w ostateczności pomogła mu, by w 1953 roku wydał historyczno-obyczajowe szkice o cygańskim folklorze. Od tego prawdopodobnie zaczął się dramat Papuszy. Ta niezwykle przedstawiana przez nią ludowość, która zachwyciła tak wielu, była jednocześnie aktem zdrady dla Cyganów, którzy postanowili Bronisławę Wajs ukarać. Okrutna to była kara i jej konsekwencje przedstawiają ostatnie, najbardziej dramatyczne rozdziały reportażu. Te, które przykuwają uwagę najmocniej i są świadectwem odrzucenia, którego powodów odrzucona nie jest w stanie zrozumieć. Po latach gorzko wyzna, iż to, że nauczyła się czytać i pisać – samodzielnie zresztą – było dla niej przekleństwem. Czy wiedząc o tym, co się wydarzy, porzuciłaby pisanie i wiodła koczowniczy tryb życia z innymi Romami? Możemy się tylko domyślać. Także tego, czy dzisiaj fenomen Papuszy byłby dostrzeżony, wart uwagi i inwestycji, nawet finansowych – bo przecież potrzebowała z Dyźkiem pieniędzy, by przeżyć w spartańskich warunkach po tym, gdy podjęli decyzję o osiedleniu się na stałe.

Słowa Papuszy i te o niej ilustrują w książce zdjęcia cygańskich taborów. Z okresu, kiedy jeszcze wolno im się było przemieszczać. Sprzed roku, w którym wozy musiały stanąć. I jest w tym jakaś analogia do smutnej historii Papuszy, bo jej wrażliwość, dociekliwość i chęć wyrażenia tego w słowach zatrzymały czas, w którego specyficznym rytmie wiodła życie takie jak inni. Nie przestała wierzyć w to, że inni Romowie kiedyś zrozumieją, iż nigdy ich nie zdradziła. To zatrzymanie, wtłoczenie w pewne ramy, pokazanie światu jako niepewną siebie osobę o wyrazistych wierszach – to był początek dramatu Papuszy. Kuźniak opisuje akty wnoszenia prostoty poetyckiego wyrazu Bronisławy Wajs do rangi poezji reprezentatywnej dla tej grupy społecznej, o której niczego się nie wiedziało. Okazuje się, że proste wiersze Papuszy i jej znajomość  z Ficowskim oraz Tuwimem, ukazały także nowe oblicze Cyganów. Odrzucających bezwzględnie, nienawidzących mocno, niechętnych do poznania motywów, dla których ich Papusza zrobiła coś innego, niewyobrażalnie złego w ich odczuciu.

Dzisiaj to legenda o złamanym życiu, o wrażliwości przynoszącej zło, o opresyjnym życiu odmieńca, wreszcie o poetyckiej  prostocie i pięknie, jakie zostały zniszczone… przez okrutną prozę życia. Papusza każdą niedogodność w życiu znosiła z pokorą. Kiedy skończyło się to najgorsze, w liście z naiwnym entuzjazmem pisała: „to wszystko pszeszło”. Mogła pogodzić się ze wszystkim, ale nie z sugerowaniem jej, iż wiersze to dlań przekleństwo. Były swoistym wyzwoleniem, ale i stygmatem. Do końca samotnego i gorzkiego życia, w którym pod koniec był już tylko obłęd. W nim nie było niczego pięknego. Kuźniak wydobywa piękno z biografii, tak naznaczonej czernią i boleścią. Robi to pięknie. Pokazuje nam Papuszę może nawet z większą wrażliwością niż Ficowski i Tuwim…

10 komentarzy:

Monica pisze...

Bardzo dobra recenzja. Polecam książkę Magdaleny Machowskiej "Bronisława Wajs - Papusza. Między biografią a legendą".

pietia pisze...

Pięknie napisane! Jeszcze parę dni temu będąc w Polsce na urlopie czytałem wiele zapowiedzi tej książki. Teraz po lekturze recenzji nabrałem niesamowitej ochoty, by książkę zdobyć. Może jakiś konkursik?

the_book pisze...

Właśnie skończyłam czytać. Świetny reportaż.

~Iwona~ pisze...

Ech.....zaczarowała mnie ta recenzja. Po takiej książki nie sposób zostawić na księgarnianej półce. Dziękuję;)

Jarosław Czechowicz pisze...

Monico, pietio, Iwono - książka jest o wiele lepsza niż moja recenzja!

The_book, prawda, że nie można się oderwać?

Editth pisze...

Recenzja poruszajaca i dzieki niej wlasnie nabylam i zabieram sie do czytania:) dzięki

andyint1 pisze...

Mieszkałem w Gorzowie Wlkp. w mieszkaniu,w którym, wcześniej mieszkała Bronisława Wajs.Widziałem jej podpis pod wypełnionym drukiem w zakładzie energetycznym.Zainteresowała mnie ta kobieta i poczytałem kilka jej wierszy.Ciekawe,piękne.To mogę jedynie napisać.

andyint1 pisze...

Mieszkałem w Gorzowie Wlkp. w mieszkaniu,w którym, wcześniej mieszkała Bronisława Wajs.Widziałem jej podpis pod wypełnionym drukiem w zakładzie energetycznym.Zainteresowała mnie ta kobieta i poczytałem kilka jej wierszy.Ciekawe,piękne.To mogę jedynie napisać.

Paweł Niewodniczański pisze...

Wart przeczytać.

Sylwia P pisze...

Książkę przeczytałam jednym ciągiem... oczywiście było wzruszenie. Cenna książka, która nie wybiela Cyganów, ale też jest w miarę obiektywna. Ja się zastanawiam, czy warto było dla tej radości i dumy z siebie związanej z poezją zostać wykluczonym ze swojej społeczności. Samotność, bieda i raz jeszcze samotność. Do śmierci. Nadal się zastanawiam, czy warto.