Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2013-11-03

"Nocne zwierzęta" Patrycja Pustkowiak

Wydawca: W.A.B.

Data wydania: 8 października 2013

Liczba stron: 224

Oprawa: twarda

Cena det: 29,90 zł

Tytuł recenzji: Kryzysowy stan upodlenia…

Wziąłem i przeczytałem. Nie interesuje mnie, gdzie dotychczas pracowała Patrycja Pustkowiak, co i jak pisała, z kim się związała, jak ją odbiera tak zwane środowisko i komu w nim zazdrość tyłek ścisnęła, kiedy ujrzał, że koleżance udało się wydać powieść. Polecam spojrzenie na „Nocne zwierzęta” bez usilnego zaznaczania, spod czyjego pióra wyszły. Polecam po prostu przeczytanie tej książki. Bo jest naprawdę dobra, choć irytuje, złości i czasami ma się ochotę ją podrzeć albo pogryźć – zależy, co kto lubi.

Całkiem niedawno pojawiła się na rynku bestsellerowa rzekomo powieść Marii Sveland "Zgorzkniała pizda". Bohaterka jedzie na Teneryfę, by poużalać się nad sobą. Tamara Mortus to może być taka polska zgorzkniała pizda. Podobnie jak bohaterka Sveland przekroczyła trzydziestkę i czuje, że jej życie już się kończy, bo utonęła we własnych lękach, kompleksach, niemocy i smutku. Tamary nie stać na wycieczkę do ciepłego kraju, bo resztki funduszy, jakie zostały po zwolnieniu z pracy, musi sumiennie odliczać, serwując sobie napoje alkoholowe i kosztowne przecież ścieżki. Sara u Sveland utyskiwała, jak to się czuje podle w swej kobiecości ciemiężonej w patriarchalnym świecie. Tamara jest kimś na kształt antyfeministki – ona chciałaby, żeby ktoś ją uwolnił od nadmiaru wolności i swobody; od życia, w którym może stanowić o sobie, a nie ma na to już najmniejszej ochoty. Szwedzka zgorzkniała pizda analizowała swe dotychczasowe życie ze szczegółami; Tamara chce nam wykrzyczeć tylko to, że jest jej źle, że straciła sens życia i kontrolę nad nim; że czuje się przeżuta, wydalona poza margines społeczny, upodlona i wściekła na świat, który każe jej myśleć o sobie jak o martwej mimo tego, że przekroczyła dopiero granicę lat trzydziestu.

Bohaterka Pustkowiak jest obsesyjnie skupiona na sobie, co charakteryzowało choćby kobiety z twórczości Marty Syrwid. Poddała się nałogowi i jest alkoholiczką. Niekoniecznie wstydliwą, ale na pewno przez to osamotnioną. Drugim nałogiem Tamary jest pornografia. Prawdziwy seks to dla niej mgliste wspomnienie. Masturbuje się przy monitorze i to jest substytutem jej seksualnego spełnienia tak, jak butelka i narkotyki dają jej namiastkę sensu, w którym może się wyzłośliwiać na samą siebie, na świat, na swą bierność i wycofanie.

Tamara przerobiła już wszystko, co mogłoby jej pomóc. „Ateizm, joga, runy anielskie. Podróż do Indii, podróż w głąb siebie, mantry w sanskrycie, zielona herbata. Psychoterapeuta, deprim, kokaina”. Zatrzymała się przy tej ostatniej i chwyciła jej jak ostatecznego ratunku. Ratunku przed upadkiem, który już przecież miał miejsce. Podstawowym doświadczeniem bohaterki jest poczucie utraty i wszelkiego braku. Cielesność jest upokarzająca, a wewnątrz nie ma już nic. Jest zwierzęcy strach i zwierzęce fantazje o dzikim wykorzystywaniu z nazistami gdzieś w mrocznym tle i o byciu zwierzyną łowną, której łatwo nie da się zdobyć. Kiedy Tamara myśli o przeszłości, zdaje sobie sprawę, że kiedyś tam było lepiej, ale niewiele z tego pamięta. To, co jest teraz, to dramatyczna pustka, wpatrywanie się w szklany ekran z programami ezoterycznymi, alkohol na znieczulenie bólu i poczucie wewnętrznego rozpadu, którego nie da się zatrzymać.

Akcja powieści rozgrywa się w ciągu ostatnich dni tygodnia. Tamara spędza noc w towarzystwie mężczyzn. Od jednego dostanie w twarz, z drugim wypije whisky, trzeciemu przyniesie pecha podczas gry w ruletkę. Jest kompletnie do niczego. Ale dopiero spotkanie z Marceliną – głupią piczką jak z żurnala, męczącą japiszonką i idiotką – przyniesie nocne szaleństwo, którego finał będzie tragiczny. O ile coś może być jeszcze tragicznego dla Tamary w jej egzystencji bez sensu, egzystencji pomimo, złośliwego trwania na przekór sobie; w złości i bezradności na przemian, w wiecznym oderwaniu od świata, który jej nie przyjął i który ona teraz deprecjonuje.

Patrycja Pustkowiak stworzyła kolejną wkurzającą bohaterkę, dla jakiej wielu nie znajdzie współczucia. Autorka pisze bowiem o problemach, z którymi wszyscy sobie radzimy albo bardzo się staramy, by nam to radzenie wyszło. Tamara ma już w dupie siłę i radzenie sobie. Ma dość miasta – Warszawy, w którą mimowolnie wrosła, coraz bardziej nienawidząc. Ma dosyć siebie takiej, jaką się stała, bo wcześniej nie odnalazła tej właściwej drogi, by być szczęśliwą.

„Nocne zwierzęta” to książka zadająca pytanie o to, gdzie we współczesnym świecie istnieje granica kobiecego upokorzenia i co się dzieje, kiedy taką granicę się przekracza. Pustkowiak napisała historię, w której najważniejsze są emocje i błędne przekonania. Tamara odwrotnie niż Picasso wiecznie szuka, niczego nie znajduje. Naczytała się gdzieś bzdur o tym, że jej myśli tworzą rzeczywistość i boi się uświadomienia sobie, że tak nie jest. Bo przecież można by się zapytać o to, kto jest winien jej upadku poza nią samą. To nie jest powieść, przy której powinno się zadawać takie pytania. To prawdziwa w sferze emocji i przejmująca w sensie egzystencjalnym historia upadku, która przydarzyła się już wielokrotnie, ale nad którą nikt z uwagą się nie pochylił. Bo jesteśmy zwierzętami, nie tylko nocnymi; eliminujemy słabych, odrzucamy tych, co się nie uśmiechają, odsuwamy od siebie ironizujących i takich, co nie podążają za modami.

Tamara Mortus podąża za jakimś autodestrukcyjnym głosem wewnętrznym. Nie poszukuje zrozumienia obecnego stanu rzeczy, bo nie jest możliwe, by spojrzała na swoje dramaty z innej perspektywy. To historia kobiecości zapadłej w sobie, upadłej w kilku sensach i wstrętnie zgorzkniałej, choć wykazującej się czasami dowcipem i świadomym oglądem spraw. „Nocne zwierzęta” to opowieść wysokiego napięcia; każda kartka domaga się tarmoszenia albo palenia, ale każda jednocześnie przynosi nam obraz tak przerażający, że boleśnie prawdziwy. Kobiecość obolała i zdegradowana to nie wszystko. Patrycja Pustkowiak opowiada o degradacji człowieczeństwa w świecie, w którym myślenie o zmarszczkach, awansach, posiadaniu i upływie czasu czyni egzystencję nieznośnie niemożliwą. O świecie, w którym po prostu zabrakło siły, o ludzkiej dwulicowości, złu i mrocznych instynktach opowiadają „Nocne zwierzęta” na tyle dobitnie, że nie sposób obok tej powieści przejść obojętnie.

1 komentarz:

jotes pisze...

znamienne nazwisko nosi bohaterka... a recenzja zaintrygowała na tyle, że poszukam książki. i przeczytam :)