Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2014-06-17

"Troje" Sarah Lotz

Wydawca: Akurat

Data wydania: 22 maja 2014

Liczba stron: 480

Tłumacz: Arkadiusz Nakoniecznik

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Cena det: 39,99 zł

Tytuł recenzji: Zmierzyć się z niewyobrażalnym

Od czasu do czasu zdarzają się książki, które mają tak niespotykaną oprawę medialną, że nie sposób nie zwrócić na nie uwagi. "Troje" Sarah Lotz to jedna z takich pozycji. Trudno powiedzieć, co stoi za nagłośnieniem tej powieści - medialny szum wokół niej czy treść. Zajrzałem z ciekawości. Czytałem z zainteresowaniem. Lotz stworzyła literacką fikcję, która bezlitośnie obnaża wszelkie prawdopodobieństwa, jakie mogą stać się udziałem ludzi popadających w obłęd. Tych ludzi, którzy nie mogą racjonalnie zrozumieć rzeczywistości, bo doświadczane przez nich zdarzenia nie wydają się racjonalne. Tych wszystkich, którzy poszukując odpowiedzi, gmatwają się w mieszaninie lęku i niepewności, jakie prowadzą do powstawania teorii groźnych dla ładu społeczeństw.

"Troje" to zręcznie napisana, demaskatorska opowieść paradokumentalna, której polifoniczność przeraża o tyle, że zdradza wszelkie kryjące się w ludziach emocje oraz stany paranoicznego lęku, jaki na co dzień racjonalizujemy, żyjąc w ramach tak zwanego uporządkowanego świata. Lotz stworzyła makabryczną historię o tym, że ludzie tak prawdę wierzą we wszystko, w co chcą uwierzyć. O tym, iż karmimy swoją wyobraźnię w sposób nie tyle patologiczny, co pozbawiony wszelkich praw logiki. "Troje" jest zręcznie napisanym thrillerem, sezonową literaturą chwilowego zachwytu. Co jednak zrobić ze świadomością, że ta książka powstała z rojeń pełnych prawdopodobieństwa? Warto zajrzeć, przekonać się, określić poziom szaleństwa nadany tej narracji oraz spróbować zmierzyć się z trudną konfrontacją. Ile z tego, co zmyśliła nam południowoafrykańska autorka, jest jedynie zlepkiem chwytliwych medialnie tematów oraz fabularnych tricków?

12 stycznia 2012 roku cztery samoloty na czterech kontynentach rozbijają się, uśmiercając ponad tysiąc ludzi i wywołując zbiorową histerię na całym świecie. U podnóża japońskiej góry Fuji, w Aokigaharze, japońskim lesie samobójców, roztrzaskuje się maszyna, na której pokładzie znajduje się pewna teksańska pasażerka. Pamela żyje jeszcze chwilę po katastrofie. W szoku udaje jej się włączyć swoją komórkę. Wysyła wiadomość, której treść za chwilę pozna cały świat. To ona w gruncie rzeczy nakręci spiralę obłędu trwającą wiele miesięcy po katastrofach. Ale nie tylko treść jej wiadomości wzbudza emocje. W rozbijającym się gdzieś pośród bagien Florydy samolocie cudem uchodzi z życiem chłopiec. Z japońskiej katastrofy także. Brytyjska maszyna lecąca z Teneryfy roztrzaskuje się w oceanie, ale nawet tam udaje się przeżyć jednej dziewczynce. Kiedy w Afryce spadający samolot zamienia w ruinę przedmieścia Kapsztadu, do trzech katastrof dołącza ta czwarta, z Czarnego Lądu. Z niej jednak żadne dziecko nie uchodzi żywe. Szybko okazuje się, że młodych ocalonych opinia publiczna stygmatyzuje na tyle, iż nie sposób uwierzyć w brak czwartego ocalonego w Republice Południowej Afryki. Rozpoczyna się horror dużo większy niż ten, jaki przeżyli w ostatnich sekundach życia ludzie na pokładach pikujących w dół samolotów. Świat musi zaakceptować fakt czterech katastrof. Oswoić się z myślą, iż cudem ocalała trójka dzieci. Nadać niewyobrażalnemu ram czegoś, co będzie można racjonalizować. Uwierzyć w przypadek, by pogrążać się w obłędzie snucia coraz to nowych teorii.

Bobby Small, Jessica Craddock, Hiro Yanagida. To potwierdzone tożsamości dzieci, jakie ocalały. Medialny szum wywołuje także czwartą z nich. Poszukiwany jest niejaki Kenneth Oduah. To on miał ocaleć z katastrofy w RPA. On pasuje do mnożących się teorii spiskowych. Jego obecność ma uwiarygodnić szaleństwo, w jakie popadają ludzie na kilku kontynentach. Bo świat musi zmierzyć się z niewyobrażalnym, a jedyne narzędzia, jakie ma ku temu, to medialne spekulacje racjonalizujące i wyjaśniające. Doprowadzające jedynie do stanu zbiorowej histerii, który na każdym z czterech kontynentów przybierze własny, lokalny charakter.

Pytania o to, dlaczego doszło do czterech przerażających katastrof jednocześnie, nie wydaje się kluczowe. Na ustach wszystkich są ocalałe dzieci. Poznajemy ich historie oraz historie ich najbliższych, którzy musieli zmierzyć się z tym, jakie role określono dla tej trójki. Dzieci, które zmieniają się po wypadku, ale zmieniają przede wszystkim innych - nie tylko tych z najbliższego otoczenia. Lotz serwuje nam powieść w powieści; o losach dzieci i wszystkich, którzy cudowne ocalenia zaczynają sobie wyjaśniać, opowiada Elspeth Martins, amerykańska dziennikarka tworząca bestsellerową powieść z fragmentów wypowiedzi, nagrań, maili i zapisów rozmów na komunikatorach. Otrzymujemy mroczny kalejdoskop licznych punktów widzenia. Z niego wyłania się obraz ludzkiej ułomności, która nie potrafi poradzić sobie z szokiem po przeżyciu czegoś, czego racjonalnie wyjaśnić się nie da.

"Troje" jest bardzo dynamiczną opowieścią, złożoną przede wszystkim z relacji. Odkrywamy fragmentarycznie rzeczywistość wypełnioną pustką niepewności, z którą ludzie muszą sobie radzić. Lotz ukazuje różne stadia zafiksowania - od niemocy przez psychozę strachu, od rozpaczy i bezradności po zawiść i zazdrość względem tych, co ocaleli. Od rozpaczliwego przywoływania do głosu rozsądku w przekonaniu o przypadkowości czterech tragedii po teorie spisku, które generują działania zmierzające do eskalacji przemocy. Wszystko jest w tej książce, czego można byłoby się spodziewać po historii rozpoczynającej się tak spektakularnie. Lotz wraz ze swoją dziennikarką daje nam świadectwa innych - tych, którzy radzili sobie z tragedią na własny sposób oraz tych, dla których była ona punktem wyjścia do rozwoju obłędu.

Sarah Lotz nie daje czytelnikowi chwili wytchnienia. Kiedy stan światowej paranoi wydaje nam się już oswojony i wytłumaczony, pisarka serwuje zakończenie rodem z najlepszych dzieł Hitchcocka czy Kinga, pozostawiając w jeszcze większej niepewności niż tej wywołanej przez dramatyczny punkt wyjścia. Ona doskonale wie, jak napisać bestseller. Chciałoby się wejść w tę opowieść głębiej. Znaleźć ślady ludzkiego szaleństwa w historii nieprawdopodobnej oczywiście, ale mimo wszystko możliwej. "Troje" daje nam także wiele możliwości interpretacji. Można tę powieść czytać jako satyryczny szkic o socjologicznym charakterze. Można odczytywać jako studium rodzącego się z niemocy zrozumienia obłędu. Można też wejść w tę fabułę z lekkim przymrużeniem oka i mimo szeregu okropieństw, czytać ją jak dobrze skrojoną literaturę popularną. Czymkolwiek jest ta książka, na pewno stawia pytania o rzeczy najprostsze, choć nigdy niewyjaśnione. Jak szybko możemy przywyknąć do najgorszego? Jak łatwo oswoić się ze stratą? Ile możemy znieść i w co uwierzyć? Jak bardzo niebezpieczni możemy być sami dla siebie? W to wszystko wpleciony obraz amerykańskiego fanatyzmu religijnego, południowoafrykańskiej biedy i nierówności, japońskiej specyfiki odcinania się od świata i odbierania sobie życia oraz typowo europejskiej, nam chyba najbliższej, chłonności bzdur i niedorzeczności, z jakich prędzej czy później można ukuć ocierającą się o prawdopodobieństwo teorię.

Mimo iż generalnie za dużo tam wszystkiego i nie jest to w żaden sposób literacko wartościowe, trzeba przyznać, iż Lotz przykuwa uwagę, kreśląc rzecz wyraźną i zmuszającą do refleksji, choć prawdopodobnie narrację jednego sezonu, jednej dobrej akcji marketingowej i jednej skutecznej w swej oryginalności promocji.

Brak komentarzy: