Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2015-06-17

"Chłopcy" Andrzej Saramonowicz

Wydawca: Wielka Litera

Data wydania: 6 maja 2015

Liczba stron: 304

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Cena det.: 34,90 zł

Tytuł recenzji: Męskie sprawy

Powieść Andrzeja Saramonowicza trochę przypomina zgrywę, ale przypuszczam, że nią nie jest. To całkiem serio pisanie o kondycji współczesnej męskości, która zatrzymuje się na etapie chłopięctwa, a wszystkie działania podporządkowuje wyłącznie normom społecznym, jakie ma się ochotę jedynie kontestować niczym rezolutny jedenastolatek - jeden z bohaterów tej powieści. Problem "Chłopców" polega na tym, że przemycają zbyt wiele truizmów, by wydobyć z nich jakieś twórcze refleksje. Nieznośna jest sentencjonalność narracji, która w niektórych momentach prawdami objawionymi nazywa oczywistości znane od zarania dziejów. Andrzej Saramonowicz umieścił swoich bohaterów w dość hermetycznej przestrzeni relacji opartych na zdradach, seksie i wymienianiu się partnerami. Kompulsywnie bawią się w miłość dorośli, a ich świadome wszystkiego dzieci częściowo powielają toksyczne wzorce, a w związku z tym świat przedstawiony pokazuje równie wiele rozpaczliwych pogoni za czymś wartościowym i stałym, co scenek rodzajowych z życia dysfunkcyjnych rodzin sankcjonujących pewne typy zachowań liberalizmem i przekonaniem, że każdemu wolno błądzić.

Otrzymujemy dwie zazębiające się narracje - ojca i syna. Jakub jest neurochirurgiem, który w sensie dosłownym zagląda ludziom do głów, a autor bawi się także znaczeniem przenośnym tego sformułowania. Czy trafnie, trzeba samemu ocenić. W jego narracji dostrzegamy najpierw szaleńczą radość z odzyskania wolności po rozwodzie, a potem już tylko równię pochyłą, jaką są akty seksualne z wszystkimi sąsiadkami i matkami kolegów jego syna, które mają stanowić bolesną egzemplifikację wolności zagubionego. Syn Mateusz bardzo uważnie przygląda się ojcu i początkowo ufa mu bezgranicznie nawet wtedy, gdy zaufanie zawodzi kilka niefortunnych działań Jakuba. Jedenastolatek przyjaźni się z synem przyjaciela swego ojca. Niedaleko pada jabłko od jabłoni. Wszystko zszyte jest jakoś grubymi nićmi i powstaje z tego szereg zależności do przewidzenia. Jakub cierpi z powodu obcości ojca, do którego już nie może skierować słów pretensji. Mateusz chciałby z ojcem rozmawiać inaczej i o wielu swoich problemach mu opowiedzieć, ale widzi to szaleńcze miotanie się między aktami seksualnymi, pracą a mało wyszukanymi rozrywkami służącymi ucieczce od rzeczywistości. Saramonowicz stawia pytanie o to, kto w tym układzie jest dla drugiego prawdziwym mężczyzną i jak wiele cech samca można odziedziczyć, a ile wykształcić przez kontestację zachowań starego.

Rozwody i romanse stanowią prawie całą treść świata pewnej dzielnicy, w której kolejne małżeństwa się rozstają na oczach dzieci, coraz mniej zdumionych, bo tradycyjny dom i rodzina stają się czymś na kształt czułego archaizmu, gdy rodzice dążą do spełniania się w roli stale poszukujących. Jakub poszukuje własnej tożsamości. Seksualność jest dla niego sferą uciekania od odpowiedzialności za bycie sobą. A trzeba być innym niż ojciec, lepszym od niego. Kobiety nadziewające się na jego penisa rekompensują sobie tym pustkę w takim samym stopniu, w jakim Jakub zwalnia się z odpowiedzialnego życia na rzecz męskich rozrywek, które mu się przecież należą. A obok chłopiec, który wcale nie jest niewinny, za to dużo bardziej świadomy pewnych problemów niż jego ojciec. Mateusz jest mocny w gębie i nie tylko. Nadmiar wulgaryzmów, które po pewnym czasie po prostu niszczą jako taką przyjemność lektury, nie jest w żaden sposób usankcjonowany, choć to w takim języku ma się też ujawniać i przekształcać męskość poszukująca. Największy problem Mateusza to niemożność poczucia czegoś stałego w rozpadających się relacjach między rodzicami. Sam zaczyna poszukiwania, chce być męski po swojemu, chce zdobywać, mieć, kochać i szanować na własnych zasadach. Mimo całego relatywizmu moralnego wokół, gdzie dorośli kopulują, upijają się, przeklinają i w gruncie rzeczy odstawiają swoje dzieci gdzieś na boczny tor.

Andrzej Saramonowicz w mało odkrywczy sposób opowiada o dwóch historiach osamotnienia i dwóch rodzajach męskości, dla których wspólnym mianownikiem będą pragnienia i potrzeby koncentrujące się wokół kobiet, piłki nożnej, chropowatej nieco przyjaźni oraz dzielności na co dzień, którą podkreśla żołnierska nomenklatura - w założeniu mająca prawdopodobnie ubarwiać komicznie narrację powieści. Nad wyraz dojrzali chłopcy kryją w sobie wady własnych ojców. Próbują rozpaczliwie nie powielać ich błędów, ale co rusz stawiani są w sytuacjach, w których muszą postąpić jak tata. Wszyscy - młodsi i starsi - poszukują odmiany i męczą się w swym konformizmie, bo nie mają odwagi wyjść gdzieś poza główny nurt życia. Chłopcy Saramonowicza tworzą rytuały, którymi obwarowane są ich specyficzne relacje. Tkwią w opozycji do świata kobiet tak namiętnie w swym egoizmie deklinujących zaimki osobowe, ale jednocześnie budują wciąż na nowo mury własnego świata. Muszą poczuć się bezpiecznie, a osiągną to tylko dzięki podejmowaniu wyzwań. Męskość w tej prozie nie jest męskością w kryzysie. Ona znajduje się w stanie permanentnego pobudzenia i wiecznej niepewności. Ani Jakub, ani Mateusz nie są w pewnym momencie świadomi tego, jak bardzo uciekają od swoich potrzeb. Prowadzenie ich ku odkryciu tego, co zasłaniają przed samymi sobą, czyni z "Chłopców" narrację o dość przewidywalnym charakterze, bo finał męskiej walki o swoje rozczarowuje niepotrzebnym przecież dydaktycznym tonem oraz rozwiązaniem, które czyni z tej powieści taką bajkę z pięknie uwypuklonym morałem i sugestią, że wszystko się ułoży.

Można się przy "Chłopcach" pośmiać, można trochę podumać, zniesmaczenie także może się przydarzyć, ale nie bądźmy pruderyjni czy konserwatywni - ta opowieść ma pokazywać, jak bardzo się gubimy w świecie złudnej wolności i jak często, paradoksalnie, chcemy przywrócić życiu porządek, od którego uciekliśmy. Proza Saramonowicza jest trochę groteskowa, trochę patetyczna. Autor nie może się zdecydować, w jakiej konwencji przedstawić nam problemy bohaterów. To bardzo czytelna opowieść o ludziach, którzy chcieliby być królami życia, ale utrudnia im to wieczne udawanie szczęścia - tego prawdziwego przecież nie mogą dosięgnąć. "Chłopcy" zarysowują problemy i kreślą tezy, które w żadnej mierze nie są nowe ani twórcze. To kolejna opowieść o niemożności bycia dorosłym naprawdę i o dzieciństwie, do którego wkrada się zbyt wiele goryczy ze świata tych, co uważają się za odpowiedzialnych opiekunów, sami potrzebując takowych. Nihil novi. 

Brak komentarzy: