Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2015-07-31

"Tajemnica domu Helclów" Maryla Szymiczkowa

Wydawca: Znak

Data wydania: 13 lipca 2015

Liczba stron: 288

Oprawa: miękka

Cena det.: 36,90 zł

Tytuł recenzji: Zofia na tropie

Pisanie kryminałów retro przez współczesnych twórców wiąże się chyba z nie lada radością. Ma się wrażenie, że układają oni poszczególne sceny, pochylając się nad nimi na przemian ze śmiertelną powagą i sztubackim śmiechem wybuchającym nad maszynopisem. Takie książki stanowią źródło świetnej rozrywki, choć rozprawiają przecież o mrocznych stronach ludzkiej natury. Po Joannie Szwechłowicz, która kazała swoim bohaterom tuż przed wybuchem drugiej wojny światowej spędzić czas w odciętym od świata pałacu z nadzieją na nielichy spadek, do budowania intrygi kryminalnej w klasycznym, ale też i nieco ekscentrycznym stylu przystąpili Jacek Dehnel i Piotr Tarczyński, powołując do życia Marylę Szymiczkową. O ile zakończenie dynamicznej "Ostatniej woli" Szwechłowicz może nieco rozczarować, o tyle finałem kryminalnej zagadki z 1893 roku panowie Dehnel i Tarczyński wszystkich zaskakują, bo - jak wspomniała słusznie Agnieszka Sowińska w rozmowie z autorami - wyrzucają niejako czytelnika gdzieś poza samo śledztwo, skrywając jego szczegóły i uniemożliwiając ich poznanie. Tymczasem osobliwym śledczym okaże się krakowska mieszczanka, matrona dumna ze swej pozycji społecznej i spychająca gdzieś do podświadomości prowincjonalne, przemyskie pochodzenie. Obie porównywane książki kumulują największe napięcie w zakończeniu będącym erudycyjnym popisem błyskotliwości. Powołana do życia Szymiczkowa serwuje swój szach mat z zaskoczenia. O ile sama intryga kryminalna nie jest może zbyt dynamiczna czy zapadająca w pamięć, o tyle dziewiętnastowieczny Kraków i jego "straszni mieszczanie" stanowią niewątpliwe walory tej zgrabnie napisanej książki.

Trzydziestoośmioletnia Zofia Szczupaczyńska jest wzorową panią domu. Żona profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego dba o ten dom ze szczególnym zaangażowaniem. Wśród domowych rytuałów tkwi w przeświadczeniu o byciu kimś wyjątkowym. Także na szczeblach drabiny społecznej. Szczupaczyńska ma cechy Dulskiej, lecz mimo gry pozorów, za którą często stoi jej wyrachowanie oraz czasem hipokryzja, da się lubić i przede wszystkim - szanować. Dehnel i Tarczyński w swej fabule wyraźnie nakreślili te wszystkie możliwości dostępne krakowskim mieszczkom końca XIX stulecia, z którymi ich zdrowy rozsądek nie śmiałby się zmierzyć, bo to wszystko byłyby i fanaberie, i zdecydowane przekraczanie granic ustalonych przez status społeczny, pozycję w związku małżeńskim czy niepisane reguły postępowania kobiety w słusznym wieku i słusznego taktu. Bo Szczupaczyńska nudzi się z tym, co ma na co dzień. Spolegliwy mąż żyje w pewnego rodzaju świecie równoległym, choć widzimy wyraźnie, że Zofia darzy go czułością i jest doń przywiązana. Sama światów równoległych szuka w lekturach - Poe czy Scott to jej duchowi przewodnicy po tym nudnym codziennym żywocie konwenansów i układów.

Tak też portretowany jest Kraków. Z jednej strony miasto wyraźnie się wyróżniające w galicyjskiej szarości. Miasto będące spełnieniem marzeń o życiu w ważnej metropolii. Z drugiej - dość duszna mieścina układów i znajomości, z której chciałoby się wyjechać do kosmopolitycznego Wiednia. Życie w Krakowie dla ludzi pokroju Szczupaczyńskich to życie w sidłach nieznośnych czasem współzależności, wobec których trzeba być i pokornym, i cierpliwym. Kraków nieprzypadkowo w samej Zofii wyzwala dość ambiwalentne uczucia. Sporo w nim trzeba robić na pokaz. Między innymi pomagać potrzebującym, angażować się we właściwe bywanie w istotnych miejscach. Pielęgnować nagrobki i spoglądać z zawiścią na te lepiej wzniesione tak jak zawistnie obserwują swe kreacje wszystkie matrony przybyłe do teatru, dla którego nie warto nadkładać drogi spacerem, tylko należy podjechać doń dorożką, bo przecież tak wypada.

Zofii Szczupaczyńskiej wiele nie wypada. Angażuje się w sprawę zaskakujących zgonów pensjonariuszek Domu Helclów. To miejsce to uosobienie chrześcijańskiego miłosierdzia i fundacja dobroczynna skupiająca wokół siebie znaczące persony, a także spory kapitał samych pensjonariuszy, tych najbardziej majętnych oczywiście. Szczupaczyńska uświadamia sobie, że w Domu Helclów widzi i słyszy więcej niż inni. Dlaczego ciało jednej z pensjonariuszek znaleziono na strychu? Jaki z tym związek ma uduszenie kolejnej, potem zniknięcie trzeciej? Krakowska policja tuszuje swą bezradność, działając chaotycznie i dość szybko - by uspokoić opinię publiczną - aresztując podejrzanych. Tymczasem coś jest bardzo nie tak i Szczupaczyńska czuje, że intuicja jej nie zawiedzie. Bo nagle doznaje przemożnej chęci rozwikłania zagadek kryminalnych po swojemu. Ona, która dotąd zajmowała się domem, treścią obiadów i planowaniem życia towarzyskiego dla siebie i męża, dusząc się w gorsecie przyzwyczajeń i obłudy. Tak, bohaterka odkrywa w sobie nie tylko siłę, ale i kompetencje, by prowadzić prywatne śledztwo. Działa metodycznie i spokojnie. Czasami sama sobie utrudnia pewne sprawy - choćby wówczas, gdy chce przepytać znajomego toksykologa i w związku z tym aranżuje kolację, której przebieg daleki jest od tradycyjnego schematu spotkań przy stole. Nic to, Szczupaczyńska radzi sobie po swojemu. Jej spostrzegawczość i inteligencja ujawniają się w szeregu działań, które byłyby i niestosowne, i niebezpieczne dla kobiety. Żony profesora. W Krakowie. Pośród ludzi przekonanych o tym, jakie dokładnie są kobiece role, i gdzie kobieta winna znaleźć swoje miejsce.

Dehnel z Tarczyńskim nie pozwalają nam zapomnieć, że najgorsze ludzkie czyny idą w parze z najsilniejszymi emocjami. Zemsta to przecież świetny, soczysty motyw. Kierująca w stronę zbrodni w mieście, w którym przebaczenie to tylko termin teologiczny. Kroki detektyw Szczupaczyńskiej prowadzą nas w zaskakujące miejsce. Udowadniają, że Kraków jest miastem wielu masek i wielu fałszywych życiorysów. Miastem, w którym czasem warto udawać kogoś, kim się nie jest, a czasami należy tuszować to, kim jest się rzeczywiście. Gra o wpływy i pozycje się nie kończy. Może jednak skończyć się dramatycznie. I tak się dzieje w "Tajemnicy Domu Helclów" - powieści ujmującej klimatem, specyficznym humorem i dobrze rozegraną intrygą. Nic to, że blednącą chwilami. Koloryt dziewiętnastowiecznego Krakowa rekompensuje braki tym, którzy oczekują soczystego kryminału. Otrzymujemy w gruncie rzeczy książkę będącą efektem intelektualnej zabawy i hołdem złożonym czasowi, w który autorzy zanurzyli się na tyle solidnie, by obronić Szymiczkową na pewno jako świetną portrecistkę przeszłości w dobrej powieści obyczajowej.

1 komentarz:

Marzena Dobosz pisze...

Zachęcająca recenzja, zapisujemy "Tajemnicę" na liście do przeczytania. Dobrze napisany kryminał to nielicha frajda!