Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2015-11-30

"Białystok. Biała siła, czarna pamięć" Marcin Kącki

Wydawca: Czarne

Data wydania: 7 października 2015

Liczba stron: 288

Oprawa: twarda lakierowana

Cena det.: 39,90 zł

Tytuł recenzji: Polskie piekło...

Autor "Lepperiady" już przed dwoma laty udowodnił, że stać go na reportaż, który jest bezkompromisowy, trudny do zaakceptowania, śmiały i jednocześnie przyciągający uwagę. Nie inaczej jest z książką "Białystok. Biała siła, czarna pamięć". To rzecz o mieście na Podlasiu, które wymazuje pamięć. O mieście, w którym żyła kiedyś żydowska diaspora, a gdzie dzisiaj skrzętnie wypiera się jej istnienie. To opowieść o miejscu, gdzie deprecjonuje się dokonania Ludwika Zamenhofa, który obserwował białostocki rynek w XIX wieku, snując marzenia o stworzeniu narzędzia dającego możliwość pełnego porozumienia - ponad podziałami, kulturami i religiami. Ale to także książka o polskiej mentalności, ksenofobii Polaków i tak licznie nagromadzonych uprzedzeniach, że chwilami nie da się tego czytać dalej, bo poraża nasileniem absurdu, gniewu, zawiści, uprzedzeń i przede wszystkim nienawiści do tego, co inne. Kącki nie napisał książki o Białymstoku. On pokusił się o okrutną diagnozę polskich uprzedzeń i pseudomitów, pokazał mroczną stronę katolicyzmu, umieścił czytelników w centrum tego, co może być w Polakach najgorsze. Oddał nam do rąk opowieść o Podlasiu, z której wyczytać można historie innych miast i regionów. "Białystok" to książka o śladach po zgodzie i o stygmatach konfliktów. O tym, że Polacy muszą mieć - jak tytułowe miasto - ogromne problemy z własną tożsamością, skoro wykazują się taką dozą agresji i nietolerancji wobec wszelkich przejawów inności.

Marcin Kącki objeżdża także okolice Białegostoku. Jest w Łapach, Sokółce, w Hajnówce i Jedwabnem. Wydobywa stamtąd opowieści, które są równie mroczne co te białostockie i dodatkowo komplikują odbiór reportażu - bardzo niejednoznacznego przecież, z kilkoma tematami przewodnimi, z kilkunastoma zasygnalizowanymi tezami. Wszędzie na prowincji czają się strach i uprzedzenia. O wielu sprawach lepiej nie mówić, wiele należy zapomnieć, sporo jest obojętności i nad wyraz wiele uwielbienia dla religijnych fetyszy. To nakreśla obraz Podlasia, którego nie chce się zachowywać w pamięci. A jednak region, w którym dawniej kwitła wielokulturowość, i miejsce, gdzie każda różnorodność umożliwiała dodatkowy rozwój społeczności, nie pochyla się nad swoją historią z uwagą. Co więcej - pisze ją na nowo, w bardzo dramatycznej formie. Zaszczepia poczucie zagrożenia i pozwala Polakom toczyć ich prywatne wojenki o polskość, które przeradzają się w przerażający spektakl wszelkiego rodzaju uprzedzeń.

Kącki chce je zrozumieć, nakreślić ich genezę, wskazać zachodzące między nimi zależności. Uważnie słucha swoich rozmówców, dokładnie notuje ich opowieści.  Penetruje wszystkie newralgiczne sfery życia Białegostoku. Stara się oddać trudne do opisania nastroje i naprawdę zrozumieć, co zaszło w mentalności ludzi przez nieco ponad wiek, że dzisiaj duszą się w swym światku pełnym lęku, wypierają podpowiedzi zdrowego rozsądku, zapierają się swojej historii i histerycznie stoją na straży religijności jako oręża do walki ze wszystkim, co inne, nieznane, niepolskie, niepochodzące stąd. Reportaż Kąckiego stara się odpowiedzieć na pytanie o to, skąd wzięło się tyle nienawiści w mieście, które kiedyś uchodziło za tolerancyjne i szanujące każdego obywatela. Autor wdziera się w przeszłość zapisaną w aktach czy dziennikach. Ukazuje, w jak demoniczny sposób jest ona dzisiaj interpretowana. Nakreśla nieudolność i groteskowość organów ścigania, które walczą z wiatrakami, a agresywne przejawy antysemityzmu i ksenofobii wciąż znaczą Białystok bardziej niż niejedno doświadczenie obu wojen światowych.

Tak, miasto najpierw doświadczyło destrukcyjnej siły niemieckiego ognia, potem rosyjskich bomb, ale najgorsza w tym wszystkim jest polska niepamięć. W Łapach stale ukrywa się pewna kobieta. Niegdyś dziewczyna pochodzenia żydowskiego, którą uratowano przed wywózką do obozu, i jej obecność miejscowi katolicy sankcjonują jako dowód ich dobroci serca i tolerancji dla inności. W Białymstoku nie ma już często miejsca na dobroć i szacunek. Są malowane na murach i pomnikach swastyki, są agresywne zachowania ludzi różnego wieku, statusu społecznego oraz wykształcenia. Wciąż czai się gdzieś ten ksenofobiczny demon, który raz za razem ukazuje nową twarz, zdaje się wypełzać z innego miejsca. Kącki opisuje groteskowe miejscowe przepychanki o symbole pamięci i o nazewnictwo miejsc, z których usuwane są ślady po żydowskich mieszkańcach oraz wszelkie inne, dające dowód tego, że Białystok kiedyś był inny, niż ma być dzisiaj. Dziś są określone grupy ludzi, którym ciężko jest żyć w mieście i którym współmieszkańcy przypomną, że nie mogą czuć się swobodnie. Jest też wiele newralgicznych kwestii, z którymi władza i mieszkańcy nie mogą sobie poradzić. To tak jakby pisano na nowo definicje i wykłócano się o oczywistość już istniejących. To nie tylko gniew grafficiarzy i niepokój przyjezdnych. To przede wszystkim ogromna siła nietolerancji, pod którą kryją się narodowi działacze i szumne hasła wykorzystywane w wykoślawionej wersji przez ludzi powtarzających to, co usłyszeli od innych.

Marcin Kącki rozmawia nie tylko z tymi, którzy śmiało prezentują swoje poglądy. Zarysowuje również dramat tych ukrytych życiorysów, dla których niepewność i różnorodne formy mimikry to wyraźne stygmaty codziennego życia. Bo w Białymstoku z jednej strony strach powiedzieć, co się naprawdę myśli, z drugiej jednak - ginie się w tym mrocznym kształcie niedopowiedzeń, kiedy trzeba się dopasować, by mieć spokój i nie wyróżniać się zanadto. W tym znaczeniu jest to reportaż o strachu i zachowawczości. Także o ludziach odważnych i krewkich, którym strach i zachowawczość innych są bardzo na rękę.

Myślę, że opowieść o Białymstoku to historia, która mocno uderza w nas, Polaków. Punktuje uprzedzenia i wskazuje, do czego mogą prowadzić. Pokazuje, że wielu nie uczy się na błędach i zbyt wielu nie jest w stanie mentalnie spotkać się z czymś innym niż to, co tradycyjnie polskie, a często dramatycznie przerysowane. Kącki zadaje pytania o to, skąd bierze się polska ksenofobia i w jaki sposób rasizm przechodzi na kolejne pokolenia. Ukazuje jednocześnie heroizm walki o ważne ślady pamięci. Te, które mają świadczyć o mieście różnorodności, gdzie Zamenhof rozmyślał o stworzeniu narzędzia porozumienia. Stworzył esperanto. Tuż obok niego powstało także piekło na ziemi. Miasto gotujące się w złości i uprzedzeniach. Białystok jest w każdym miejscu Polski. Wszędzie jednak możemy go zmieniać.

1 komentarz:

Sylwia pisze...

Są nawet Łapy? To tym bardziej sprawia, że chcę i MUSZĘ przeczytać tę książkę, bo jestem rodowitą Łapianką. Z jednej strony ta pozycja bardzo intryguje, ale z drugiej boję się, bo wygląda na to, że autor porządnie nas... zjechał. ;-) Tak jak wszędzie, tak i u nas - są ludzie nietolerancyjni i nienawidzący wszystkich "innych", a także tacy, którzy nie mają takich problemów...