Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2015-11-28

"Rzeczy. Iwaszkiewicz intymnie" Anna Król

Wydawca: Wilk & Król Oficyna Wydawnicza

Data wydania: 7 października 2015

Liczba stron: 380

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Cena det.: 49 zł

Tytuł recenzji: Inna biografia

Jest pewien nowy trend we współczesnej literaturze faktu zajmującej się biografiami. Powstają bardzo intymne dzienniki przeżyć ich twórczyń, osobiste skupienia na pewnych wyimkach z minionego życia. Autorki takie jak Anna Marchewka czy Agata Tuszyńska snują biograficzne opowieści w sposób czuły i subtelny. Anna Król postępuje podobnie, a jej wrażliwość objawia się przede wszystkim w poczuciu odpowiedzialności za pozostawione przedmioty i w determinacji, by podążać za cieniem opisywanej osoby. Jarosław Iwaszkiewicz w jej książce ożywa na nowo. Nie w literaturze, lecz w tych przejawach długiego i trudnego życia, które autorka wiąże z istnieniem pamiątek. Opowieści rodzą się z tytułowych przedmiotów - fotografii, portmonetki, oderwanego guzika. Wywołane są nawet z biletu kolejki podmiejskiej czy zapachu. "Rzeczy" to historia zdominowana przez asocjacje i delikatność. Chronologia odchodzi na dalszy plan, a rekonstrukcja życia Iwaszkiewicza nabiera znamion indywidualnej przygody z tym, co pozostawił. To efekt mierzenia się z drobiazgami, w których życie napisało narracje, a Anna Król ubogaca je swoimi. Wyłania się obraz człowieka dumnie wyprostowanego i dzielnie podążającego przed siebie. Owładniętego namiętnościami, ale i goryczą. Świadomego swego przemijania i wieloznaczności ról, które w życiu odgrywał. Pisarza natchnionego i wiecznego, do ostatnich chwil mocującego się z ołówkiem...

Annie Król pozostają szczątki śladów po Iwaszkiewiczu, ale bardzo dobrze wykorzystuje to, co ujrzy lub o czym usłyszy. Spośród ponad tysiąca przedmiotów skompletowanych w Stawisku autorka wyławia wzrokiem te, dla których do tej pory nikt nie stworzył historii. Fantazjuje ze swadą i ujmującą niezwykłością, ale trzyma się jednocześnie faktów, interpretując je po swojemu. Myślę, że "Rzeczy" to odpowiedź na pytania, które Król latami zadawała sama sobie. Że ta książka była potrzebna przede wszystkim dla złagodzenia objawów rozpaczliwej niemocy. Bo nie o pojęcie faktów oraz ich połączenie tutaj chodzi. Annie Król towarzyszy pewna specyficzna wrażliwość i ta narracja pomaga jej odnaleźć się w świecie, do którego chciała dotrzeć inaczej niż inni, a może nawet drogą dla innych niedostępną. Dzięki temu czytamy o tych wszystkich doświadczeniach z życia Jarosława Iwaszkiewicza, którym nie tylko nie poświęcono należnej uwagi, ale i nie odczytano ich z właściwej perspektywy. Dość surowy profil i papieros w ustach na okładce to pewna brama, przez którą Anna Król przedarła się gdzieś głębiej. Można ulec iluzji, że była przy swoim bohaterze w tych wszystkich intymnych momentach, których nie śmiałby opisać nawet w pamiętniku. Była, przyglądała się, rozumiała więcej. A może inaczej. Iwaszkiewicz byłby dumny z takiej książki o sobie. My możemy przyjrzeć się jego życiu poprzez powroty Anny Król, których on sam nie mógł już doświadczyć. To bardzo prywatna próba zatrzymania czasu w momentach najbardziej znaczących. Nie dla samej literatury, lecz dla wrażliwości twórcy, któremu literatura pomagała w zmaganiach ze światem. O kilku ich rodzajach jest mowa w "Rzeczach".

Zaczyna się od pogrzebu, kończy na swoistej metafizyce. To dość znaczące, bo udowadnia, iż Król podąża śladami niejednoznacznymi po kimś, kto nie zaprzeczy żadnemu domysłowi czy fantazji ani ich nie potwierdzi. Tak wiele możemy się tylko domyślać, choć przecież Iwaszkiewicz przeżył długie życie. Przetrwał wiele, może nazbyt wiele. Zbyt wielu bliskich ludzi musiał żegnać. W tej długiej drodze towarzyszyła mu samotność, pewien rodzaj niezrozumienia świata i poczucie przemęczenia nim. Anna Król tworzy swoje narracje, by oddać klimat dni trudnych i osobowości naznaczonej przez tak wiele doświadczeń, że nigdy w żaden sposób nie można będzie spojrzeć na Jarosława Iwaszkiewicza jednoznacznie.

Bolesna była jego bezradność kilka lat przed śmiercią. To oczekiwanie tego, co nieuniknione, i niemoc, dla której nigdy tak naprawdę nie miał miejsca w swoim życiu. A było to życie pełne namiętności. Król rekonstruuje trudy relacji z żoną. Anna Iwaszkiewiczowa ukazywana jest jako swego rodzaju heroina. Musiała mierzyć się z własnymi demonami, ale i sama odpędzała demony Jarosława. Pogodzona z jego bolesnymi dla niej uczuciami, wspierała na łożu śmierci kochanka, rozumiała konieczność rozdziału emocji oraz uczuć, cementowała związek spokojem i specyficzną formą przywiązania. On zaś - kochający mąż, ojciec, bardzo przywiązany do tego rodzaju kobiecego ciepła i pewności, jaki zawsze był prezentowany przez Annę. Trudny związek i silna więź. Poczucie stabilizacji i punkt odniesienia dla wszystkich działań Iwaszkiewicza, także dla jego romansów. Małżeństwo twórcy kazało mu wciąż na nowo sprawdzać siebie i swoją zdolność do bycia z kimś naprawdę. Bez względu na wielość bodźców i kuszących innych egzystencji, w których można byłoby się zanurzyć, kochając szaleńczo i gwałtownie...

Jarosław Iwaszkiewicz starał się jednak wypracować pewną harmonię - przede wszystkim w życiu publicznym. Anna Król usiłuje zrozumieć, czy związki z polityką i dyplomacją były dowodem konformizmu, czy może mądrości życiowej. Portretuje Stawisko jako miejsce, gdzie mimo historycznego zamętu każdy zawsze odnajdywał namiastkę spokoju. Usiłuje dojrzeć w Iwaszkiewiczu ten rodzaj siły i determinacji, dzięki któremu pisarz mógł egzystować w trudnym systemie politycznym, zachowując wierność sobie i rozważnie idąc na wszelkie kompromisy. Ta jego wielkość jest w tej książce potraktowana wielce symbolicznie. Król szuka tych aspektów życia Iwaszkiewicza, w których dominował nad innymi poprzez rozwagę lub rozsądek, z jakimi miewali problemy jego znajomi z różnych kręgów.

Ta książka to także opowieść o przywiązaniu do miejsc, które zawsze nosi się w sobie. Zakopane, Sandomierz, Paryż. Miasta tworzące własne historie i historie naznaczające drogę twórczą Iwaszkiewicza na zawsze. Miejsca wydające się wiecznie niezmienne - na przekór wszystkim zmianom, które Iwaszkiewicz odnotowuje w swych intymnych zapiskach. Trzeba znaleźć odpowiednią perspektywę, by o tym i powyżej wspomnianym napisać z rozsądkiem i racjonalnie. Bez nadmiernej egzaltacji, ale także bez uciekania w skrajny subiektywizm i ferowanie wyroków. "Rzeczy. Iwaszkiewicz intymnie" to książka nowatorska na kilka sposobów, ale jednocześnie wierna prawdzie. Wierna twórcy, dla którego warto przenieść się w czasie i spróbować nazwać ten czas w innych kategoriach, w innym wymiarze. Anna Król kłania się Iwaszkiewiczowi, współczuje mu, opłakuje go i cieszy się z tych wzlotów, dla których był gotów zapominać o mrokach przeszłości i podążać dalej. To książka o wędrówce raz rozpoczętej i niemożliwej do zakończenia. Podążanie śladem cienia pozostawionego przez Jarosława Iwaszkiewicza nie ma bowiem końca. Nawet wtedy, gdy trzeba wzywać na pomoc duchy.

Brak komentarzy: