Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2015-11-04

"I odpuść nam nasze..." Janusz L. Wiśniewski

Wydawca: Od Deski Do Deski

Data wydania: 22 października 2015

Liczba stron: 222

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Cena det.: 35 zł

Tytuł recenzji: Przekleństwo i odkupienie

Znani prozaicy na zlecenie Tomasza Sekielskiego piszą książki o słynnych zbrodniach, budując fascynujące panoramy życia społecznego w Polsce. Po świetnym "Preparatorze" Huberta Klimki-Dobrzanieckiego i chyba najlepszej w dorobku książce Łukasza Orbitowskiego, "Innej duszy", otrzymujemy powieść Janusza Leona Wiśniewskiego, w którą co prawda wdziera się sporo tak charakterystycznego dla autora łzawego sentymentalizmu, ale która trzyma poziom założony przez wydawcę i da nam sporo czytelniczej przyjemności. "I odpuść nam nasze..." to historia nieszczęśliwej miłości i samotności oraz opowieść o duchowej ekspiacji. O tym, czym w gruncie rzeczy są wyrzuty sumienia i w jaki sposób oddziałują na postrzeganie rzeczywistości, znacząc na niej bolesne rysy. To także opowieść o polskim charakterze narodowym. Bohaterem jest bowiem Vincent, zabójca znanego "barda", Francuz na stałe związany z Polską i człowiek, który może się wyrazić o naszym kraju w następujących słowach: "To tutaj spotkały mnie wszystkie najlepsze i wszystkie najgorsze rzeczy w życiu". Jego oczyma przyjrzymy się polskim realiom z kilku perspektyw. Także z tej ograniczonej, więziennej. Wiśniewski odtwarza język, zwyczaje, niepisane prawa i kreśli kodeks postępowania w odosobnieniu, by ukazać człowieka, który po wyjściu z zamknięcia odnajduje sens życia i buduje to życie na nowo.

To bardzo ciekawie napisana książka. Trudno jednoznacznie orzec, jaki punkt widzenia przyjmuje. Mężczyzna cierpi, bo podczas morderstwa, śmiertelnie postrzelił także żonę, kochankę piosenkarza. Tę, której nigdy nie zapomniał, gdy mówiła do niego "Nie ucieknę ci nigdy. Należę do ciebie". Zaczęła się jednak wymykać, nie poddała się przynależności. Bohater Wiśniewskiego zabija więc w afekcie, ale jednocześnie pozbawia siebie moralnego prawa do oceny związku żony z charyzmatycznym artystą. Co tymczasem robi Wiśniewski? Tak konstruuje tę narrację, że nie możemy być do końca pewni, jak jest postrzegana zbrodnia i czy książka w jakikolwiek sposób ją tłumaczy. Czy sankcjonuje tę mroczną przemoc, oczyszczając bohatera z wyrzutów sumienia, które latami deformowały mu świat, boleśnie kalecząc jego postrzeganie? Bo przecież skazany za podwójne morderstwo człowiek odpokutował i odbył karę, a potem układa sobie życie. Spełnione. Czy upływ czasu ma zmieniać optykę spojrzenia na zbrodnię? Czy pojawiające się niejako w zastępstwie kolejne uczucie nie wywoła w przyszłości podobnego ataku zazdrości? Czy w końcu my, czytelnicy, możemy zrozumieć i wybaczyć, ujrzeć zabójcę z ludzkiej strony, uszanować jego ból i celebrować z nim radość nowego związku? To zagadka tej powieści i jej najmocniejsza strona. Niejednoznaczność. Próba zrozumienia i poszanowania przy jednoczesnym podkreśleniu, że uczynione zło nadal nim pozostaje. Z tego też powodu czyta się "I odpuść nam nasze..." z wyjątkowym zainteresowaniem. Nawet wówczas, gdy dygresyjność stylu wywołuje niemożliwe do udźwignięcia retardacje. Bo można byłoby tę książkę skrócić, ale wielowątkowość też ma swoje znaczenie. Jaki obraz Vincenta prezentuje nam Janusz L. Wiśniewski?

Z Polską związał się w najtrudniejszych dla niej chwilach. Świadomie i boleśnie przeżył stan wojenny. Potem polskość fascynowała i kusiła, mieniąc się odcieniami rozwijającej się "Solidarności" i kiełkującym przekonaniem, że oto dla człowieka z Nantes znalazło się jego własne miejsce na ziemi. Kraj, w którym poznał miłość swego życia i zaryzykował dla niej wiele. Miejsce, gdzie w przeciągu czterech lat przeżył wszystkie możliwe stany emocjonalne, by boleśnie zraniony sięgnąć po broń i wyrównać rachunki po swojemu. A przecież mogłoby być inaczej. Wiśniewski pokazuje, jak wielkie pokłady wrażliwości kryją się w człowieku, który w 1991 roku zabił w Krakowie dwie osoby. Artystyczna działalność więzienna. Niezwykłe spotkanie z kobietą, która zrozumie, czego doświadczył. Nowy los i nowy życiowy scenariusz - przytrafiły się jak mało któremu szczęściarzowi. Historia połączenia za pomocą zielonej tasiemki. Agnieszka, która naukowo poszukiwała samobójców i której udało się powstrzymać kogoś od duchowego samobójstwa... Kobieta przyjmująca na siebie ładunek emocjonalny i trudne wspomnienia, jakich nikt raczej nie mógłby udźwignąć.

To książka o fatalizmie uczuć i o ich szczerej głębokości. Historia ociera się chwilami o niebezpieczną banalność przekazu, ale tak naprawdę mocno trzyma faktów i prozy życia. To opowieść o szeroko pojętym wybaczeniu, ale takim, które ma miejsce w nieco innej, laickiej siatce pojęć. Znaczący tytuł odnosi się do egzystencjalnej samotności ateisty, który doskonale odróżnia dobro od zła, ale nie jest w stanie odnaleźć się w transcendencji, znaleźć łączności z polskim katolicyzmem, tak okrutnie naznaczonym hipokryzją i tak jednocześnie przyciągającym do siebie francuskiego niewierzącego. Wiśniewski doskonale obrazuje stan zagubienia wynikający z tego, że w chwili morderczego czynu pozbawia się samego siebie prawa do pokuty. Tymczasem ekspiacja jest zaskakująca i los oferuje nowe możliwości. Odtrutką na miłosną udrękę stanie się... miłosne wyzwolenie. Mamy zatem symboliczną historię o dwóch obliczach miłości i zawsze tak samo rozpaczliwym jej poszukiwaniu. Jest tu też przecież także miłość do tej nowej ojczyzny, nowego kraju. Miejsca, w którym udało się przeżyć to wszystko, co naznaczyło na zawsze; krańcowość i ekstremalność owych przeżyć przywiązuje do polskości na zawsze. To równie silna zależność od zabitej żony i niebezpieczne przywiązanie do niej. Z tym odium można sobie poradzić. Trzeba tylko wiedzieć, gdzie szukać - nie zapomnienia, lecz wybaczenia dla samego siebie.

Pośród ukazanych w tle tragikomicznych opowieści o tym, jak to Polacy w różnych trudnych sytuacjach dawali sobie ze wszystkim radę, nakreślona jest historia o samotności cudzoziemca, który przywiązuje się do miejsca i ludzi hipnotyzujących jakąś niewidoczną mocą. To moc polskości skryta w gestach i słowach, której my sami nie jesteśmy w stanie docenić. Docenia ją ktoś nieszczęśliwy i zagubiony, kto dopuszcza się zbrodni i sprowadza samotność także na innych. Polska pomaga przetrwać i zrozumieć. Wiśniewski dyskretnie zaznacza, że nic w jego historii nie jest oczywiste. Jedyne, co wydaje się niezmienne, to specyfika i koloryt kraju doświadczonego przemianami, w którym przybysz z Francji znalazł swe prawdziwe miejsce - okupione przemocą, krwią, bólem i miłością w kilku postaciach. Frapująca, przyciągająca uwagę rzecz, którą warto znać!

  KUP KSIĄŻKĘ

1 komentarz:

bullf pisze...

Bardzo interesująca pozycja. Rewelacyjny opis zabójcy - jego przeżyć i poczynań przed, w trakcie i po zbrodni. Zapadły mi również w pamięć ciekawe spostrzeżenia dotyczące polskiego katolicyzmu i piękny obraz Wigilii w oczach obcokrajowca-ateisty. Zdecydowanie lektura godna polecenia.