Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2016-10-21

"Wdowa" Fiona Barton

Wydawca: Czarna Owca

Data wydania: 14 września 2016

Liczba stron: 456

Tłumacz: Agata Ostrowska

Oprawa: miękka

Cena det.: 39,99 zł

Tytuł recenzji: Postać drugiego planu

Mam wrażenie, że robi się dużą krzywdę tym debiutantom, których dokonanie wynoszone jest na piedestał, nazywane objawieniem roku, hitem i bestsellerem, książką konieczną do przeczytania i dodatkowo zestawianą z czymś, co przed nią sprzedawało się z dużym powodzeniem. „Wdowę” sprzedano medialnie bardzo dobrze, ale mam wrażenie, że autorce bardzo zaszkodzono. Obawiam się, że Fiona Barton nie napisze już dobrej książki. Napisała coś interesującego, ale tylko w znaczeniu sprytnego labiryntu narracyjnego, który stanowi jedyną zaletę „Wdowy”. Po raz kolejny otrzymujemy rzecz literacko bardzo przeciętną, odnoszącą się do chwytliwej tematyki, starającą się tylko pogłębić psychologicznie postaci i ocierającą się o wtórność, gdy po raz kolejny stygmatyzuje nieudolność policji, cynizm mediów czy płynność sądów opinii publicznej, która nadzwyczaj często i nadmiernie stronniczo feruje wyroki wobec osób z pierwszych stron gazet. Fiona Barton nie zaoferowała nam żadnej unikatowej historii. Skupiła się na szarej postaci drugiego planu, której często przyglądała się reporterskim okiem, śledząc rozmaite procesy potworów w ludzkiej skórze. Zaprezentowała nam żonę oskarżonego – w jej trudnej kondycji kobiety i kogoś, kto być może uczestniczy w konfabulacjach, o jakich możemy nie mieć pojęcia. Postarała się udowodnić, że kobieta u boku męża sądzonego za przestępstwo może być postacią równie dwuznaczną co sam podsądny.

Autorka stara się przyjrzeć nakreślonemu problemowi z kilku różnych punktów widzenia. Będziemy więc poznawać narrację tytułowej wdowy – kobiety, która latami stała u boku męża oskarżonego o pedofilię i uprowadzenie dziewczyny. Tuż obok bliższa chyba samej Barton narracja reporterki – Kate Winters, usiłującej wydobyć z Jean prawdę o jej mężu, tajemnicach ich związku i problemach mnożących się pod ich dachem wraz z biegiem procesu, który naraził na szwank dobre imię Glena. Jest jeszcze jedna perspektywa: wyjątkowo silnie zaangażowanego w swoją pracę detektywa Boba Sparksa. To on zdecydowanie przyciąga uwagę, bo najpierw odnosimy wrażenie, że działa po omacku, potem widzimy jego niezdecydowanie i frustrację i na końcu dostrzegamy w nim najwięcej empatii. To Sparks widzi najwięcej i najwięcej rozumie. Tak opowiadana historia nabiera rumieńców, ale ostatecznie – mimo wszystko – pozostawia nas w sporym niedosycie.

Jean nigdy nie miała żadnych śmiałych planów życiowych. Zadowoliła się posadą fryzjerki. Męża poznała bardzo wcześnie i jeszcze jako nastolatka postanowiła związać się na całe życie z kimś, kogo wówczas – ani nigdy potem – tak naprawdę nie poznała. Glen czarował otoczenie i zaczarował też Jean. Ustalił zakres jej obowiązków i urządził za nią życie. Podległa małżonka przez lata nie wyrażała żadnego sprzeciwu. Poddała się dyktatowi Glena z zaskakującą prostotą i ufnością. Po pewnym czasie uznała nawet, że życiowe priorytety to ładny wygląd i brak zajęć, które miałyby ją przemęczać. Tymczasem między małżonkami pojawiają się pierwsze rysy. Ktoś nie jest zadowolony z tego, jaki kształt przybrało małżeństwo po dramatycznym odkryciu, że jedno z nich nie może mieć dzieci. Jean wrosła w zasady, jakie wyznaczał na co dzień Glen, i równie łatwo dała się umiejscowić w świecie jego konfabulacji, kiedy padły zarzuty o to, że uprowadził i wykorzystał seksualnie dziecko. Jean skrywa jednak pewne tajemnice. Musimy zadać sobie pytanie o to, kto kim manipuluje w związku pod obstrzałem mediów. Kto jest tu prawdziwą ofiarą i co tak naprawdę dzieje się między małżonkami?

Kate Winters uosabia wzór zdeterminowanej i poświęconej swojej pracy dziennikarki. To ona namawia Jean na ekskluzywny wywiad po śmierci Glena. Jest przekonana, iż manipulowanie Jean może być łatwiejsze, kiedy okaże się jej czułość i troskę. Czy nie powiela myślenia życzeniowego jej męża? Winters wydaje się dużo bardziej pewna siebie niż błądzący pośród poszlak i pomówień Sparks. Brytyjska policja latami nie jest w stanie określić, kto stoi za tym, że pewnego dnia z ogródka zabrano dziewczynkę, której matka wykazała się niefrasobliwością i pozostawiła ją bez opieki.

Motyw skrzywdzonego dziecka i niedojrzałej w swym macierzyństwie kobiety przypomina mi inny hit wydawniczy, czyli „Gdzie jest Mia?” Alexandry Burt. Doskonale sprzeda się przecież książka, w której ktoś chce krzywdy słodkiej dziewczynki. Każdy z wypiekami na twarzy będzie czytał o perypetiach matki, która pozwoliła na zaginięcie dziecka. O ile u Burt uwaga koncentrowała się przede wszystkim na postaci zdruzgotanej zaginięciem matki, której ambiwalentny stosunek do macierzyństwa nie ułatwiał współczucia wobec bohaterki, o tyle Barton wykorzystuje ten motyw niejako w drugim planie. Dobrze jest zagrać na emocjach czytelników tak dramatyczną historią, do której już z pełną świadomością wydawniczego sukcesu można dołożyć opowieść o niej, o wdowie. Kobiecie, która z ulgą wita wieść o śmierci męża. Co stoi za tym uczuciem wyzwolenia i co pozwala Jean tak swobodnie chodzić po świecie, który wciąż – za sprawą mediów – ma do niej pretensje o to, że stała wiecznie po stronie oprawcy i porywacza?

„Wdowa” podejmuje się trudnej rekonstrukcji prawdy, która być może wyjaśni zachowawczość Jean. Myślę jednak, że jest to książka pytająca o ludzką tożsamość. O to, jak wiele czasu potrzeba, by ją zbudować, wykształcić poczucie własnej wartości i świadomość samostanowienia. Jean określa siebie w cieniu męża, a potem poprzez rozpaczliwy brak, niemożność zaspokojenia instynktu macierzyńskiego. Skąd bierze się w jej mężu tak wiele fiksacji i co tak naprawdę rozsadza ten związek od środka? To nie jest do końca tak, że mamy tutaj do czynienia z opozycją niezwykle silnego charakteru i pozbawionej charyzmy kobiety, która wciąż szuka akceptacji oraz potwierdzenia swoich życiowych ról. Barton nie ułatwia czytelnikom jednoznacznej oceny, ale ostatecznie buduje powieść mimo wszystko usianą truizmami, dość przewidywalnymi zwrotami akcji i z momentami wywołującymi znużenie. Kilka perspektyw czasowych i pomieszane narracje nie tworzą skutecznego efektu retardacji. Prawda jest taka, że w kilku momentach lektury „Wdowy” po prostu się nudzimy. A Fiona Barton nie opowiada nam o świecie niczego, czego sami byśmy się nie domyślili. Być może sugeruje dyskretnie, by jednak widzieć świat poza ramami, jakie nakreślają mu media. Prawdopodobnie z cichej postaci drugiego planu chce uczynić pełnokrwistą bohaterkę, która każdego zaskoczy. Element zaskoczenia pojawia się jedynie we wstępie, gdy autorka z przekonaniem informuje, jak świetnie się jej tę książkę pisało. Niestety, niekoniecznie świetnie się ją czyta. Literacko rzecz jest po prostu przeciętna.

1 komentarz:

Sol (Blog Włóczykijów) pisze...

Kurczę. A mimo wszystko bym chętnie tę książkę przeczytała. Jakoś mnie intryguje, sama nie wiem. Niby nic odkrywczego, ale mam wrażenie, że dobrze by mi się to czytało...