Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2017-01-13

„Za jeden wiersz. Cztery lata w chińskim więzieniu” Liao Yiwu

Wydawca: Czarne

Data wydania: 11 stycznia 2017

Liczba stron: 480

Przekład: A. Pokojska, T. Bieroń

Oprawa: twarda

Cena det.: 49,90 zł

Tytuł recenzji: Walcząc o wolność

Liao Yiwu, znany polskiemu czytelnikowi jako autor reportaży o Chinach, tym razem opowie swoją historię – historię czterech lat pozbawienia wolności jako kary za opublikowanie poematu i pracę nad filmem związanym z dramatycznymi wydarzeniami 1989 roku. Wówczas Chiny miały możliwość skonfrontowania obywatelskiej potrzeby wyrażania swoich pragnień z opresyjnym systemem inwigilującym życie na każdym możliwym poziomie. Świat przyglądał się wydarzeniom z zapartym tchem, a obrazy z placu Tiananmen pozostały żywe w pamięci na lata. Yiwu portretuje samego siebie w obliczu rewolucyjnych przemian, sygnalizuje swoją osobistą przemianę, a potem opowiada o życiu za kratkami.

Czytelna symbolika życia jako więzienia funkcjonuje od początku do końca, ukazując nie tylko formy opresji, ale także ludzkie boje z systemem infekującym umysły na wiele sposobów. Rządzenie celami, w których przebywał autor, bardzo przypomina rządy tego teoretycznie wolnego świata. Liao Yiwu zmuszony jest do uczestnictwa w codzienności zezwierzęcenia, walce o posiłki, miejsce do spania czy o prywatność załatwiania potrzeb fizjologicznych. Ale jego książka jest przede wszystkim świadectwem nadania jakichkolwiek sensów życiu, w którym sensowność odbierają nie tylko absurdalne zarzuty, doskonale skonstruowany aparat więziennej przemocy czy korupcja na szczeblach wymiaru sprawiedliwości, z powodu której jeden z bohaterów porównuje chińskie prawo do gumki od majtek – tak ono rozciąga się i kurczy, za każdym razem uderzając w oskarżonego. „Za jeden wiersz” wpisuje się w kanon więziennych literackich świadectw przetrwania. To też książka, której nie pozwalano powstać, a potem się ukazać. Yiwu tworzy świadectwo trudnej i niewymazywalnej pamięci. Pokazuje, jak wiele stracił z powodu napisania poematu i wyrażenia niemocy, wściekłości oraz buntu. W katalogu strat kryją się jednak siła i nadzieja. To opowieść o tym, co można sobie wywalczyć dla siebie w świecie bez sensu, bez ładu i bez nadziei. Chiński autor ukazuje także swe istnienie we wciąż obecnej atmosferze zagrożenia życia. Jego współtowarzyszami niedoli są kolejni skazańcy, którzy muszą mierzyć się z perspektywą rychłej śmierci. Yiwu nie pozwala sobie na utratę wiary w lepszy los. Wydostanie się z więzienia w czasie, kiedy Chińczycy chcą przede wszystkim zarabiać, bogacić się i zapominać. Dlatego ta publikacja jest tak niezwykle ważna. Dlatego o samej pamięci opowiada w wyjątkowy i wstrząsający sposób.

Poznając codzienne życie autora sprzed uwięzienia, trudno nam uwierzyć, że poradzi sobie z czasem zniewolenia. To życie w ciągłym ruchu, z pewnymi też tendencjami ucieczkowymi. Yiwu nie przywiązuje się do miejsc, z trudem także buduje więź z żoną, wdając się w romanse i wykazując hipokryzją, gdy karze swą kobietę za potajemną znajomość z innym. Najmocniej jednak zarysowuje się naznaczenie śmiercią siostry. Fei Fei zmarła nagle i w bezsensowny sposób. Jej odejście uczyniło wielką wyrwę we wrażliwej świadomości brata i na zawsze naznaczyło pewnym fatalizmem. Liao Yiwu dąży do tego, by wszystko, co robi i mówi, miało czytelny sens oraz czemuś służyło. Tymczasem trafi do miejsca, w którym jałowa egzystencja przygnębi nie tylko z powodu pozbawienia wolności. Jak już wspomniałem – i co jest wielokrotnie zaznaczone – Chiny we wspomnieniach Yiwu to przestrzeń, w której nikt nie może uciec od inwigilacji i poczucia, że jest śledzony. W zamknięciu ośrodka przesłuchań, zatrzymań, a w końcu we właściwym więzieniu autor zmuszony będzie zdefiniować na nowo pojęcie wolności. Powalczyć o tę własną, osobistą. Niczego bowiem nie można odebrać człowiekowi, który zachowuje wewnętrzną godność.

Sprawozdawczy styl opowieści o kolejnych miesiącach i latach niewoli połączony jest z błyskotliwymi spostrzeżeniami człowieka, który widzi dużo więcej niż codzienne deficyty celi i który jest w stanie zapanować nad emocjami oraz instynktami warunkującymi brutalność każdego kolejnego dnia. W narracji z piekła pojawią się groteska i ironia. Mimo wszystko. Nową tożsamością Yiwu staje się numer więzienny. Nowymi towarzyszami, z którymi spędzi czas – różnej maści przestępcy, gwałciciele, mordercy, mężczyźni z nizin społecznych albo wyalienowani szaleńcy. Pośród nich trzeba będzie najpierw zbudować jakąś stabilną pozycję w grupie, a potem zintegrować się w niedoli, by utrzymać tę czytelną opozycję więzień – strażnik i nie przestać wierzyć w to, że zaciera się granica okrucieństwa i bestialstwa między jednym a drugim. Bo chińskie więzienie jest doskonale zaplanowaną przestrzenią do tego, by zjednać w złych instynktach tych, którzy są uwięzieni, i tych, którzy ich pilnują. Zarówno strażnicy, jak i współtowarzysze z cel są przez autora portretowani w taki sposób, by nadać im znamiona wyjątkowych jednostek. Yiwu wyraża wewnętrzny sprzeciw wobec traktowania całej przestrzeni więziennej jako miejsca, w którym frustracje, ból, złość i prawo pięści uczynią bolesny znak równości między wszystkimi tworzącymi klimat miejsca.

A jest to miejsce podłe i okrutne. Zwłaszcza dla tych, którzy czekają na wykonanie wyroków śmierci, a jest ich naprawdę wielu. Pośród skrajności, między rezygnacją a agresją wyrażającą bunt, kryją się rozmaite emocje i wyznania, których nie spodziewalibyśmy się po ludziach odbywających kary więzienia. Narrator potrafi odnaleźć się pośród mężczyzn, z którymi nic by go nie łączyło w codziennym życiu. Postrzega w nich jednostki, które skrzywdzono i które atawistycznie usiłują oddać tę krzywdę, zrzucić z siebie jarzmo przestępcy, udowodnić wszem wobec, że przestępczy jest cały otaczający świat. Cele, w których przebywał Yiwu, to miejsca naznaczone nie tylko przeczuciem śmierci. Jest w tych naturalistycznych opisach mnóstwo różnego rodzaju przemocy – ta fizyczna czy seksualna prezentują się tylko najbardziej czytelnie. „Za jeden wiersz” to świadectwo funkcjonowania w świecie, w którym inaczej wyznacza się upływ czasu. Gdzie fragmenty snu trzeba wydzierać na powierzchni szesnastu centymetrów kwadratowych i gdy można być poddanym specyficznym torturom skodyfikowanym w coś na kształt więziennego menu.

Czas w celach nie jest czasem pustki. Liao Yiwu udowadnia swój heroizm walki o własną godność. Studiuje chiński kodeks karny, by umieć wyjść obronną ręką z przesłuchań. Podejmuje także rozpaczliwe próby autodestrukcji, by w krytycznych momentach zachować niezależność, być wciąż mężczyzną definiowanym przez własne wybory, a nie więzienny numer. Zapiski Yiwu, czynione z perspektywy czasu, a przecież tak dramatycznie dokładne, portretują środowisko więzienne nie tylko jako zgoła opresyjne i chwilami niemożliwe do zniesienia. W celi można przecież przeprowadzić parodię państwowej uroczystości pogrzebowej. Pośmiać się w reglamentowanym czasie przy odbiorniku telewizyjnym i cieszyć ze słońca lub powiewu świeżego powietrza. To przede wszystkim jednak opowieść o sile przetrwania i o możliwościach, które można stworzyć w umyśle nieskażonym przemocą, niedopasowanym do niej. Yiwu, gdy trzeba, podnosi rękę na współwięźnia. Śmieje się z obrzydliwych żartów jak wszyscy, skupia na fizjologii, nie unika konfrontacji z więziennymi samosądami. To, co w nim pozostaje niezmienne, to niezgoda na zniewolenie. Wewnętrzna, konsekwentna, stała. Potem zastępują ją żal i rozczarowanie, ale to być może temat na osobną książkę. „Za jeden wiersz” to świadectwo konfrontacji z wyobrażeniami własnego końca i z końcem niewoli naznaczonej przemocą. To także bolesna książka o tym, że ślad chińskiego więzienia pozostaje z autorem na zawsze i nawet w Europie może wzbudzić porażające wspomnienia. Nie da się uciec od chińskiego zniewolenia, jeśli nie wypracuje się jakiejś wewnętrznej przestrzeni wolności. Liao Yiwu opowiada o niej, ale także o ludziach, których opresyjny system zniszczył. O tych, o których nikt nigdy nie napisze i nikt o nich nie wspomni. Bardzo sugestywna i przejmująca książka.

3 komentarze:

Cygan blog pisze...

Czytając rok temu PROWADZĄC UMARŁYCH byłem bardzo rozczarowany tak niskim poziomem pisarskim autora.
https://cyganblog.wordpress.com/2015/12/02/a-fe/?iframe=true&theme_preview=true
Kończyłem książkę siłą woli, czując się lekko oszukany przez 'wydawniczą maszynę marketingową'.
Zastanawia mnie tak pozytywna Pana recenzja jego nowej pozycji. Pomijając wartość przekazanego w ZA JEDEN WIERSZ świadectwa, czy książka jest rzeczywiście tak wartościowa? Czy można porównać ją z innymi dotyczącymi Chin (Tiziano Terzani) czy granicznych ludzkich doświadczeń (Swietłana Aleksijewicz)?

Jarosław Czechowicz pisze...

Nie znam cytowanej przez Pana książki. Ta to literatura faktu. Nie wiem, co rozumie Pan pod stwierdzeniem "poziom pisarski", ale walory literackie nieco inaczej ocenia się przy lit. pięknej i lit. faktu. Tak czy owak serdecznie polecam - i nie jestem żadną wydawniczą maszyną marketingową. :)

Cygan blog pisze...

Co do wspomnianego „poziomu pisarskiego” - w zbiorze wywiadów wydanych pod tytułem PROWADZĄC UMARŁYCH autor zgromadził i spisał swoje rozmowy ze spotkanymi w swojej ojczyźnie osobami o różnym wieku, pozycji i wykształceniu. Ale zupełnie tego nie widać w tekście. Słowa i zwroty w ustach rozmówców mają się chwilami nijak do tego kim są, jakie mają doświadczenie życiowe. Przypomina to uczniowskie wprawki – nie prawdziwą rozmowę czy wywiad. Stąd moje rozczarowanie tytułem. I pytanie do Pana o porównanie tych dwóch książek.

Pisząc „wydawnicza maszyna marketingowa” miałem na myśli rozgłos jaki powstał wokół PROWADZĄC UMARŁYCH, na skutek którego ją kupiłem.

Dziękuję za odpowiedź i źródło dobrych zachęt do lektury :)