Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2018-07-07

„Torfowisko” Susanne Jansson


Wydawca: Marginesy

Data wydania: 6 czerwca 2018

Liczba stron: 312

Przekład: Bratumiła Pettersson

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Cena det.: 34,90 zł

Tytuł recenzji: Mroczne odludzie

To kolejny szwedzki kryminał napisany wedle klasycznego wzorca. Doskonałe proporcje opisów świata zewnętrznego, rodzinna tajemnica do rozwikłania, retrospekcje, mrożące krew w żyłach sceny, jasne i proste rozwiązanie skomplikowanej intrygi. W dobrym stylu, przekonująco, świetnie – jakby od linijki. I niczym ta powieść nie wyróżniałaby się pośród dziesiątek, a nawet setek jej podobnych, gdyby nie konsekwentnie budowany klimat grozy oraz wiele pięknych filmowych scen z wykorzystaniem mgły, której opisy naprawdę zapierają dech w piersiach. Susanne Jansson decyduje się na opowieść o mrocznym odludziu, proponuje nam raport z „udręczonego miejsca”, każąc doń przybyć równie udręczonej kobiecie, która wyparła traumatyczne wspomnienia z dzieciństwa, lecz musi na nowo się z nimi zmierzyć, bo dziwnym trafem na miejsce swoich badań naukowych wybiera przestrzeń, gdzie rozegrały się przed laty dramaty naznaczające ją na całe życie. „Torfowisko” ma bardzo wyważone proporcje, zgrabnie balansuje między thrillerem a horrorem, jedynie w zakończeniu dyscyplina myślowa opuściła nieco autorkę, bo wybrać mordercę to jak wylosować ze sportretowanej grupy ludzi kogoś, czyje motywy postępowania będą równie wiarygodne jak tego drugiego czy trzeciego stojącego obok.

Nic to. Intryga naprawdę równoważy niedostatki. Nathalie jest biolożką, która przybywa w rejon mokradeł, by badać wydobywające się stamtąd gazy cieplarniane, a dodatkowo pracować nad doktoratem w mrocznej dosyć atmosferze miejsca, z którym związane są przerażające legendy. Bohaterka lokuje się w domku letniskowym i dość szybko nawiązuje kontakt z czarnowłosym, mającym marokańskie korzenie Szwedem, którego podczas jednej z rutynowych przebieżek po bagnach dopada coś, co dopadało tam ludzi od dawna.

Skupiamy się przede wszystkim na tajemnicy Nathalie. Wspomnieniu, które dopiero podczas pobytu nad torfowiskiem nabiera kształtów i nowego znaczenia. Jansson wprowadza do fabuły także postać policyjnej fotografki – dzięki jej wrażliwości ujrzymy to miejsce z wielu zaskakujących perspektyw. Maya wydaje się ciekawszą postacią niż Nathalie, jej inteligencja, ironia i umiejętność chwytania w kadrze ważnych ujęć czynią z „Torfowiska” książkę naprawdę nietuzinkową. Przyglądamy się bagnistym terenom w otoczeniu lasów z dwóch różnych perspektyw i to, co widzą bohaterki, nakłada się na siebie, potęguje niepokój, czyni zwyczajne odludzie wyjątkowo frapującą przestrzenią.

Jansson opowiada nie tylko o bolesnych doświadczeniach z przeszłości, które na zawsze kształtują charakter i postrzeganie świata, ale także o eskalacji szaleństwa budowanego na domysłach i strachu, także na lokalnych legendach i przekonaniu, że w tymże miejscu martwi urządzili sobie spektakl pochłaniania żywych, że ten proces będzie trwał i że okoliczni mieszkańcy muszą się dostosować do dyskomfortu życia wokół mokradeł. Właściwie tylko one wywołują tutaj dreszcz i umiejętnie przykuwają uwagę, albowiem kilka rozwiązań fabularnych u Jansson nieco kuleje, choć oczywiście robią wrażenie trupy zakopane w tym przerażającym, ale jednocześnie fascynującym – zwłaszcza Mayę Lunde – miejscu.

„Torfowisko” jest historią o tym, do czego doprowadza irracjonalny lęk, ale także o jego strukturze, nasilaniu się, wpływaniu na decyzje życiowe i postępowanie względem innych. Mała społeczność żyjąca wokół bagien oddaliła się od rzeczywistości, tkwi w wyobrażeniach o tym, co niesie w sobie ten adres zamieszkania, do czego obliguje, w jaki sposób kształtuje codzienne życie. Nathalie jest stąd, ale jednak wydobyła się z czasu przeszłego. Tylko pozornie, bo jej badania naukowe będą jednocześnie konfrontacją z lukami w pamięci, które bohaterka w zaskakujący sposób uzupełni. Susanne Jansson da do zrozumienia, że tak specyficzne miejsce, w którym się znajdziemy, specyficznie również kształtuje wrażliwość i postrzeganie zmian, zmusza ludzi do myślenia w określony sposób, zmusza też społeczność do bycia specyficzną, odizolowaną. To taka przestrzeń, do której nie ma dostępu realny świat, ale w której rządzą miejscowe legendy podsycane dodatkowo przez znawcę duchów, człowieka proponującego specyficzną wykładnię koegzystencji świata umarłych z żywymi.

Jansson filozofuje także na temat tego, co znaczy ludzkie istnienie, i o związkach wyobraźni człowieka z ciałem, przywiązaniu do niego, niesłusznej celebracji materii podlegającej rozkładowi jak każda materia organiczna. Wydaje się, że najważniejsze są tu poszczególne sceny, obrazy. Także fotografia, o której filozofii mówi wspominana na kartach powieści Susan Sontag. Maya dużo więcej widzi i rozumie, kiedy pracuje nad swoimi zdjęciami. Punktuje ten mroczny obszar w sobie tylko znany sposób i jednocześnie w fotografiach wydobywa to, co nienazwane, a często przez miejscowych nawet niezauważane.

Poza tym jest wszystko, co powinna zawierać powieść z dreszczykiem: tajemnicze postacie, przedstawienia z mgłą w roli głównej, pustka i cisza oraz szeptane opowieści. Także opuszczone domy i przestrzenie, w których kryją się tajemnice. Wszystko w sugestywnym stylu narracji, która nie pozwala na koncentrację uwagi na detalu, każe postrzegać przestrzeń i funkcjonujących w niej ludzi panoramicznie. Dlatego jest to lektura satysfakcjonująca, choć w dużej mierze przewidywalna, jeśli chodzi o jej konstrukcję. Jansson sugeruje, że wszystko, co mroczne, bardzo często powstaje w naszej wyobraźni. Także niedopowiedzenia czy luki w pamięci mogą chwilowo zamienić życie w koszmar, jeśli skonfrontujemy się z naszymi lękami w przestrzeni, w której samotność będzie bolała, a wyobraźnia rozszaleje się na tyle, by uczynić tę zwyczajną przestrzeń czymś naprawdę niezwykłym i budzącym przerażenie. Sporo trupów, dyskretnie tylko zaznaczony wątek kryminalny, podwójna perspektywa opisu i całkiem spójna koncepcja. „Torfowisko” to książka napisana w klasycznym skandynawskim stylu, ale jednak zapadająca w pamięć. Nawet mimo tego, że z tej budowanej tajemniczości niewiele nam zostaje, bo autorka dąży do tego, by metodycznie i dokładnie wyjaśniać wszystko, co skryło się w mroku trzęsawiska.

3 komentarze:

Ula H. pisze...

Brzmi interesująco. Jeszcze w ogóle nie czytałam szwedzkich kryminałów, a po ten chętnie sięgnę. Dziękuję za recenzję :)

Jardian pisze...

Ja ze szwedzkich dotąd czytywałem tylko Asę Larsson.

Unknown pisze...

Ta książka to masakra. Język za poziomie nastolatka. Fabuła też. A ja tak panu ufalam...