Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2018-10-12

„Wyhoduj sobie wolność. Reportaże z Urugwaju” Maria Hawranek, Szymon Opryszek


Wydawca: Czarne

Data wydania: 26 września 2018

Liczba stron: 280

Oprawa: twarda

Cena det.: 39,90 zł

Tytuł recenzji: Rajskie absurdy

Razem zawsze raźniej. I można zrobić dużo więcej niż w pojedynkę. Maria Hawranek i Szymon Opryszek wybrali się do Urugwaju, aby zapalić dżointa, a na miejscu okazało się, że można przy okazji zrobić w tym miejscu wiele ciekawych reportaży. Przyznam, że „Wyhoduj sobie wolność” – ze świetnie dobranym tytułem, biorąc pod uwagę wydźwięk całości! – to jedna z nielicznych książek reporterskich, która w niektórych momentach bawiła mnie prawie do łez. Nie chodzi tylko o to, jak dobierają sobie tematy ci reporterzy. Młodzi reporterzy, porównujący przestrzeń do gabinetu Dumbledore’a i zadający czasem dość naiwne, ale ważne pytania. Chodzi o ich nonszalancję połączoną z dużą wnikliwością. Oboje widzą, że tematy do opowieści leżą na ulicy, czasem po niej chodzą. Dzięki temu Hawranek i Opryszek potrafią zrobić świetny reportaż z impresji na plaży i tak prowadzić rozmowę z byłym prezydentem Urugwaju, że nie tylko wydobędą z niej błyskotliwe bon moty, ale także pokażą, iż panoszący się w tej publikacji duch Joségo Mujiki to dowód na to, że na właściwym miejscu w swoim czasie znalazł się absolutnie właściwy człowiek – skromny, nowoczesny, prospołeczny i niebywale charyzmatyczny. Nawet jeśli autorzy nie wyjaśniają zasadniczo tego, dlaczego na tak niewielu kilometrach kwadratowych gdzieś na południu Ameryki Łacińskiej zogniskowało się tyle dziwactw, pozytywnych absurdów, tyle ludzkiej serdeczności i poczucia bycia wyjątkową wspólnotą, umieją naprawdę przyciągnąć uwagę. Sposobem, w jaki opowiadają Urugwaj, ale przede wszystkim umiejętnościami wydobywania z rozmówców tego, co nietuzinkowe, i tego, co niejednoznacznie definiuje ten mały, lecz niezwykły kraj.

Gdyby Urugwaju nie było, należałoby go wymyślić. Funkcjonuje jako pewna fantazja o swobodzie życia, w którym szacunek do drugiego człowieka, egalitaryzm i poczucie tworzenia dynamicznej społeczności to naczelne zasady wspólnoty, jakiej wielu może zazdrościć. W jednym z reportaży pojawia się dziesięć prostych zasad postępowania i myślenia, które być może stworzyły Urugwaj takim, jaki jest dzisiaj, ale w gruncie rzeczy to kraj bardziej zagadek niż jasno formułowanych tez. Hawranek i Opryszek przyglądają się krajowi zdumiewających absurdów i republice wolności. Ukazują to, co dla Urugwaju charakterystyczne, ale pochylają się z uwagą także nad uniwersalnymi potrzebami ludzkimi, do których spełnienia potrzeba czasem tak niewiele i tak niewyobrażalnie dużo. „Wyhoduj sobie wolność” to kalejdoskopowa opowieść. Tematyczna i formalna. Są teksty napisane z dużym zaangażowaniem i osadzone w szerszych kontekstach. Są też takie sprawiające wrażenie pisanych na kolanie. Może na tej pięknej urugwajskiej plaży, o której już wspomniałem. A może między jednym a drugim dżointem zapijanym wszechobecną yerba mate.

Urugwajczycy cenią sobie wszelką wolność. Zapominają jednak o tolerancji, kiedy mają do czynienia z wolnością wyznania religijnego. Jedzą mnóstwo wołowiny, ale nie skacze im cholesterol. Codzienne zakupy są dla nich bardzo drogie, a jednocześnie każde dziecko ma darmowy laptop od państwa. Małżeństwa jednopłciowe mogą funkcjonować w szczęśliwych związkach i adoptować dzieci, a obok nich pojawiają się pęknięcia i rysy na tych heteroseksualnych związkach, w których mężczyzna tak często ma ochotę znaleźć ukojenie w ramionach prostytutki. Urugwaj jest niejednoznaczny i dziwny. Legalizuje marihuanę, ale jednocześnie terroryzuje palaczy tytoniu. Wielbi futbol ze swymi światowymi gwiazdami, lecz na co dzień nie gra kolektywnie, budując raczej świat indywidualności i życia gdzieś do wewnątrz. Autorzy pokazują, że nie ma jednej definicji Urugwaju. Starają się prześledzić, w jaki sposób kraj, w którym liczni więźniowie opozycyjni zaznawali przerażających form opresji, stał się miejscem, w którym wszystkie poglądy, idee i przekonania traktowane są z szacunkiem. Pod warunkiem że nie miesza się do tego wszystkiego boga. A przedsiębiorczość może się rozwijać choćby na śmietnikach. W Urugwaju wszystko jest możliwe. To sztuka opowiedzieć o tym kraju w taki sposób, by dał się pojąć i zaakceptować.

Maria Hawranek i Szymon Opryszek przyjmują taktykę uważnych obserwatorów, ale także chcą być dla miejscowych takimi swojakami, z którymi można wypić mate, można ich poczęstować hodowanym na domowym dachu zielem i można opowiedzieć naprawdę wszystko, choć czasami te opowieści są groteskowe, tragikomiczne, może nawet zbyt intymne, by dzielić się nimi ze światem. Ale jest też bardzo zabawnie – jak w reportażu opowiadającym o tym, że nie wyszedł Urugwajczykom komercyjny biznes podczas pobytu w tym kraju Jana Pawła II. Autorzy pokazują, jak społeczność portretowanego kraju stara się i czasami ponosi porażki. Tak jest z historią syryjskich uchodźców. I z mroczną stroną zalegalizowanej prostytucji, która wcale nie jest żadnym dochodowym biznesem. Wyhoduj sobie wolność” to wielogłosowa opowieść o narodzie zdecydowanym na to, by zawsze mówić to, co się myśli, i zawsze działać tak, by nie ograniczać sobie horyzontów. A przecież to maleńki kraj tak wielu zaskakujących różnorodności. Można rzec, że raj na ziemi, gdyby nie przejmujący reportaż historyczny o tym, jak działała urugwajska dyktatura.

Czy jest to zatem skrawek lądu i specyficzna republika, która przetrwa dłużej i być może przekaże swoje liberalne idee sąsiadującym z nią krajom? Podoba mi się to, jak autorzy punktują, ile trzeba było wysiłku, a ile dobrej woli, by wytworzyć bezpieczne status quo i z taką intensywnością postawić na równość oraz wolność. Urugwaj to swoiste preludium do życia bez opresji, którym będzie się można rozkoszować w przyszłości. Ale też kuriozum na mapie świata, gdzie komplikują się problemy i dylematy uznawane przez inne kraje za niewarte publicznej dyskusji. „Wyhoduj sobie wolność” to frapująca historia miejsca, które wypracowało sobie niezależność, ale wciąż poszukuje swojej prawdziwej tożsamości. Działa jednak w oparciu o fundamentalne prawo do poszanowania wolności ludzkiej. Urugwajczycy są wolni, ale czy do końca szczęśliwi? To dobrze, że po lekturze tej książki nie można dojść do jednoznacznych wniosków, choć niewątpliwie niejednego można zazdrościć. Pytaniem zasadniczym jest pytanie o to, jak uformować taki naród i takie społeczeństwo, a także co trzeba umieć poświęcić, by wypracować tak niezwykle liberalną przestrzeń publiczną. A w niej sporo gorzkich absurdów, z których Urugwajczycy na szczęście potrafią się śmiać.

2 komentarze:

Jardian pisze...

Myślę, że sięgnę po książkę, pozdrawiam imiennika :)

Brytusia pisze...

Dziękuję za polecenie !