Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2009-05-31

"Kato-tata" Halszka Opfer

Mocna rzecz. Nawet bardzo mocna. Książka, od której nie można się oderwać i jednocześnie opowieść, w jaką nie chce się wierzyć. „Kato-tata” jest pamiętnikiem zdarzeń, jakie nigdy nie pójdą w niepamięć i dramatyczną spowiedzią kobiety, która przez całe dorosłe życie musiała borykać się z mrocznymi widmami dzieciństwa. Historia Halszki Opfer jest przerażająca i stanowi ostrzeżenie. Nie jestem w stanie pojąć, czy tak ogromne nagromadzenie zła, którego doświadczyła autorka jest w ogóle możliwe, ale ta opowieść ma w sobie niezwykłą moc sugestii. Nie można bowiem zmyślić tak okrutnych zdarzeń i opowiadać o nich z taką dokładnością. „Kato-tata” to książka, którą czyta się z trudem, ale która jednocześnie sprawia, iż nie można się od niej oderwać. Pamiętnik, który potwierdza, że traumatyczne dzieciństwo na zawsze rujnuje życie i że od bolesnych wspomnień nie sposób skutecznie uciec.

Centralną postacią tej mrocznej historii jest ojciec. Człowiek, o którym autorka pisze następująco: „Od początku mojego życia tatuś umiejętnie urabiał mnie na swoją ofiarę. Zaprogramował mnie, abym spełniała jego wolę. Czułam wewnętrzny przymus słuchania jego poleceń. Moje życie toczyło się wokół jego seksualnych zachcianek. Istniałam po to, aby je spełniać”. Domowy kat i sprawca zła, o którym nie można zapomnieć. Zła, jakie czai się w wielu polskich domach i które wielokrotnie nie pojawia się w ludzkiej świadomości, bo nie sposób o nim opowiedzieć. Opfer opowiedziała. Znalazła słowa, żeby nazwać wszystko to, co przez lata było nienazwane. Stworzyła postać oprawcy, który latami potajemnie zabijał. Ojca, który zamiast chronić, przez lata skutecznie utrzymywał swoje dzieci w poczuciu zagrożenia.

Autorka opisuje, jak mężczyzna regularnie gwałcił swoje dziecko i jaką chorą satysfakcję mu to sprawiało. Wykorzystywanie seksualne córki odbywało się przy milczącej zgodzie małżonki, która z czasem przestała mieć wyrzuty sumienia i zupełnie nie reagowała na to, co się działo w rodzinnym domu. A działo się wiele. Nie tylko molestowanie. Alkoholizm ojca, który zamieniał codzienność w piekło. Jego niekontrolowane wybuchy agresji. Poniżanie żony i dzieci. Odbieranie im radości życia i powolne rujnowanie domu. To wszystko opisywane jest przez Halszkę Opfer stopniowo. Autorka próbuje zrozumieć motywy postępowania ojca, ale trudno powiedzieć, czy gorsze jest opisywanie tego, co robi, czy też odsłanianie wstydliwych i mrocznych kart jego przeszłości. Podobnie rzecz się ma z matką autorki. Jest współwinna tego, co się działo i tak samo okrutna jak ojciec, chociaż jej okrucieństwo jest inne.

Matka jest wciąż nieobecna. Zarzuca dzieciom, że nie ma przez nie pieniędzy i nie może żyć tak, jak by chciała. Jest nieodpowiedzialna, a swoje uczucia ujawnia jedynie w momentach krytycznych, kiedy dzieciom dzieje się największa krzywda. Przez lata gromadzi w domu przeterminowane leki i wymyśla wciąż nowe choroby dla siebie i dzieci, choć z tymi, jakie faktycznie mają miejsce nie chce i nie potrafi sobie radzić. Córki i syn wydają się być dla niej brzemieniem, ale największy dramat to jej życie u boku mężczyzny, który zaspokaja swoją chuć nie tylko z córkami, ale i z wszystkimi kobietami, jakie pojawią się w domu i jakie nie przeciwstawią się jego dzikości.

Ważna jest symbolika Kopciuszka, która skrywa przykre prawdy o dziecku odtrąconym i niezrozumianym. Dziewczynka z pamiętnika Opfer nie odnajduje wsparcia ani w matce, którą mimo wszystko kocha, ani w siostrze, ani w żadnej koleżance. Nieczułe na jej krzywdę są nauczycielki w szkole, okrutne dzieci potęgują wyobcowanie i uczucie zbędności. Ta, którą wszyscy krzywdzą i wyszydzają, przez pewien czas oczekuje na przybycie dobrej wróżki i pięknego księcia, na zmianę losu; na moment, w którym przez chwilę zatańczy swój taniec na zaczarowanym balu. Niestety, przez lata dziecko żyje jedynie marzeniami i pragnieniami, które nigdy nie zostaną spełnione. Bo nawet szansa na bliskość z Tamarą, której pamięć pozostaje wciąż żywa, szybko zostanie zaprzepaszczona i wówczas pozostanie już tylko pustka. Pustka, z którą autorka nie może sobie poradzić nawet w dorosłym życiu.

Chociaż otrzymujemy dość dużo bezpośrednich i pośrednich wskazówek dotyczących motywów napisania tej książki, trudno jest jednoznacznie orzec, dlaczego powstała. To opowieść, która porusza wiele tematów tabu, dotyka problematyki delikatnej, ale nie tak znowu rzadkiej. Nie chodzi tylko o traumatyczne dzieciństwo. To, co było, dzieje się wciąż w myślach autorki. Nieprzypadkowo w pierwszych zdaniach czytamy o dorosłej kobiecie, która próbuje ukryć swój płacz i ból przed najbliższymi.

„Kato-tata” to poruszający zapis wciąż żywej przeszłości. Książka, której czytanie będzie bolesnym przeżyciem. To także głos w dyskusji na temat patologicznej rodziny i możliwości pomocy, której rzadko kiedy udziela otoczenie. W tym znaczeniu nie jest łatwo określić, czy to literatura czy publicystyczny manifest. Czymkolwiek by nie były słowa Opfer, są niesamowicie przejmujące i na długo pozostają w pamięci.

Wydawnictwo Santorski & Co, 2009

19 komentarzy:

Zosik pisze...

Czytałam wywiad z tą Panią w WO (http://kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53664,6397138,Mamo__odkryj_koldre.html) IMHO wyczerpuje temat, za książkę więc raczej podziękuję, ale podziwiam, że przez to przeszedłeś (dla mnie doczytanie artykułu było sporym wyzwaniem).

aniolek pisze...

Podziwiam Halszkę za odwagę napisania tej książki.
Mimo że jest szczegółowa i brutalna....takie jednak było Jej życie...i wielu innych dzieci które dziś nie mają odwagi o tym mówić.
gwałty nie są różowe, piękne, i miłe do czytania.
prawda boli wielu ludzi...
warto jednak zapytać siebie czy dobrze chronię swoje dziecko...czy mojemu dziecku nie dzieje się krzywda i nie podchodzić do problemu z zalożenia"mojemu dziecku nic się takiego nie dzieje"...
statystyki są takie-1 na 5 dzieci w Polsce jest wykorzystywane seksualnie...ale...są to tylko przypadki zgłoszone...ile jest nie zgłoszonych...wiedzą tylko ofiary...

pozdrawiam Halszkę.
Dziękuję w imieniu swoim-również ofiary jakże podobnych przeżyć.

Anonimowy pisze...

Przeczytałam, chociaż nie było łatwo. Czasem musiałam na chwilę odetchnąć, ponieważ nie umiałam przebrnąć przez te "trudne" dla mnie słowa. Słowa - prawdziwe, bolesne, wołające o pomoc. Ale za wszelką cenę chciałam doczytać do końca i udało mi się.
Wielu sytuacji nie potrafię jednak zrozumieć, a najbardziej postawy mamy i nauczycieli. Pracuję w szkole i staram się reagować na każdy sygnał ze strony uczniów. Jak można nie zauważyć takich prostych znaków.
Postawy matki nie będę komentowała, sądzę że psychologowie mają jakieś wytłumaczenie.
Myślę sobie tylko, że skoro autorka przeszła takie piekło, to pewnie w jakimś celu.Mam nadzieję, że książka, wywiady, ujawnienie tak bolesnej prawdy przyczyni się do zwiększenia świadomości społecznej problemu molestowania i wielu innych.
Podziwiam Halszkę i dziękuję jej za tą książkę. Bardzo wiele się z niej nauczyłam.
Halszko - jesteś odważną i silną kobietą.

Anonimowy pisze...

Podziwiam pania za odwage,ja rowniez wychowalam sie w wielodzietnej rodzinie,tez walczylam z siostra o miejsce w lozku.Zawsze bylam ta pierwsza do pomocy rodzicom,mimo ze bylam mlodsza. Czesto modlilam sie o to aby moj ociec sie powiesil,bo zawsze po klotniach w domu straszyl nas ze sie powiesi. Pomimo moich 59-lat na karku ciagle mam przed oczami jak moj ojciec bije matke do utraty przytomnosci a potem cuci ja wylewajac na nia kubel zimnej wody.
ELKA-USA

Anonimowy pisze...

Właśnie obejrzałem wywiad z panią Halszka. Bardzo zaskoczyła mnie odpowiedź na pytanie, czy bardziej czuje się dojrzałą kobietą, czy małą dziewczynką z tamtych czasów. Dopiero teraz uświadomiłem sobie, jak bardzo zagmatwane życie prowadziłem do tej pory. Mam 60 lat. W dzieciństwie ja i moje rodzeństwo byliśmy prawie codziennie bici przez naszego ojca. W każdej chwili czuję strach przed uderzeniem kabla od żelazka, pasa, młotka. Pamiętam jak szukałem miejsca, w którym mógłbym się ukryć, zapaść pod ziemię, wcisnąć w szczelinę między ścianą a piecem. Nie chcę rozpisywać się na mój temat. Myślę, że jest wielu ludzi, którzy mają podobne doświadczenia. Dzięki pani Halszce, uświadomiłem sobie, że mimo swojego wieku w dalszym ciągu jestem małym, zastraszonym chłopcem. Dziękuję za tę prawdę. Moje doświadczenia na szczęście zaowocowało nadopiekuńczością wobec moich bliskich. Pozdrawiam i serdecznie ściskam panią Halszkę.

kasiuleczka1987@wp.pl pisze...

uwazam ze przez co przeszedłas i przechodzisz do tej posry to meka dla ciała i duszy mam nadzieje ze spełnisz swoje marzenia które sobie wytyczyłas pozdrawiam kasia z Toruni

Anonimowy pisze...

Halszko - nie jestes sama ....ja tez chodzę nad wodę daleko od ludzi zeby się wyciszyc .

Anonimowy pisze...

....ten koszmar nigdy się nie skończy i do końca naszych dni, to zawsze będzie w nas i naszym życiem kierowało ,a kto tego nie przeżył nigdy tego nie zrozumie jak ciężko jest przejść przez życie osobie tak skrzywdzonej przez rodziców...

Anonimowy pisze...

Chciałabym przeczytać tą książkę ale boje się, że tata zauważy, że ją mam. Wciąż mimo tego, że jestem dorosła, krępują mnie sytuacje kiedy mówi się o tym... zastanawiam się czy pamięta... tak my już zawsze będziemy małymi dziewczynkami.

artystyczny nieład pisze...

Czytając wymiotowałam.

Anonimowy pisze...

od dlugiego czasu nosze sie z zamiarem napisania czegos podobnego (i byc moze to nigdy nie nastapi), nie po to by bulwersowac,by powodowc odruchy wymiotne, bo nie o to chodzi, ale po to by ludzie nie trzaskali drzwiami zamykajac sie w swoich czterech scianach glusi na dzwiek odglosu awantury, krzyku kobiety, czy placzu dziecka..tak przeciez zdumiewajaco zalosnego i po to by mogli reagowac tak po prostu, bo sa poruszeni..

Anonimowy pisze...

Czytałam i byłam dumna ze ktoś odważył się ja milczę.............

Anonimowy pisze...

Czytałam i byłam dumna ze ktoś odważył się ja milczę.............

Anonimowy pisze...

Podziwiam Halszkie za odwage ja tyle nie mam i nie bedem mialam bo nie chcem skrzywdzic mame bo mama nic nie wie co robiol mi ojciec. Nikt nie zrozumie nas kto tego nie przezyl. Dziekujem ci halszko ze potrafilas napisac ta ksiazki.

Anonimowy pisze...

Mnie ojczym molestował od 7 roku życia. Molestował i bił... Mam świadomość tego ale szczegóły wypieram z pamięci... najgorsze jest to że widzę dziewczynki w sklepie i na ulicy i zdarzy się taka która spojrzeniem tylko jednym malutkim zdradza przede mną swój horror domowy... i co ja mam wtedy zrobić!? odchodzę i modlę się by szybko dorosła bo przecież kto mi uwierzy że to dziecko potrzebuje pomocy. Nauczyciele, pedagodzy, lekarze pierwszego kontaktu, rodzina, sąsiedzi... oni nic nigdy nie widzą... NIGDY!!!

Anonimowy pisze...

Droga Halszko, nie przeczytałam, jeszcze całej książki, ale przeczytałam jej fragmenty, i wystarczyło bym płakała jak dziecko, nad okrucieństwem, jak byłaś traktowana przez najbliższe Tobie osoby, osoby, które powinny, być dla dziecka, najbliższe na świcie, osoby które powinny dawać Ci poczucie bezpieczeństwa, a dały koszmar do końca życia, brakuje mi słów by opisać, co czuję do tego co zrobił Ci Ojciec i Twoja Mama, która zamiast chronić zezwalała to również przestępstwo i na równi powinno być karalne! I ja jestem ofiarą przemocy ze strony mojej Matki, sama jestem Mamą i choć byłam czasem katowana, tak katowana, przez moją Mamę, to moje dzieci są dla mnie najważniejsze i nie pozwoliłabym, by ktokolwiek zrobił im krzywdę. Pani Hanno przytulam w Pani małą kochaną Haneczkę dziewczynkę, która powinna, być kochana przez swoich rodziców prawdziwą Ojcowską i Matczyną Miłością. Alicja

Anonimowy pisze...

Dobra dobra, ja we wszystko jestem w stanie uwierzyć, ale skąd u tej kobiety taki świetny warsztat? Domorosły talent? Niech ktoś mi wyjaśni i rozwieje moje wątpliwości.

"Kato-tata" robi wrażenie. Abstrahując od prawdziwości historii - bo jakie to ma znaczenie - POWINNA dotrzeć do jak największej liczby odbiorców.

Anonimowy pisze...

jestem matka corek ktore byly wykorzystywane seksualnie w dziecinstwie przez wlasnego ojca.ktory byl na bardzo wysokim stanowisku w policji.przeczytalam kato tato i monidlo.wychowalam sie w rodzini w ktorej byla ogromna przemoc,dlatego bardzo latwo bylo kato tacie mna manipulowac do tego stopnia ze nie zauwazylam tej tragedi.

Anonimowy pisze...

przeczytałam drugą część "monidło" jestem w szoku ze tak można traktowac własne dziecko.Mam dwie córki i na jeden sygnał ze ojciec traktuje je jakos inaczej zabiłabym drania golymi rekami,Dziwi mnie troszke postawa autorki ze dala sie tak traktowac juz w doroslym zyciu,przez męza i kochanka i to ze wybaczyła ojcu.Nie jestem psychologiem i nie chce oceniac Halszki,ale naprawdę współczuję jej bo mój ojciec do "świętych" nie należy