Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2013-03-20

"Wyznaję" Jaume Cabré

Tej monumentalnej powieści nie jest potrzebne równie monumentalne jej omówienie. Dlaczego? Dlatego, że to głównie historia pytań, a nie odpowiedzi. Tych zadawanych przez narratora oraz wszystkich, jakie padają z ust rozlicznych bohaterów. „Wyznaję” to zagadka. Pod jednym słowem ukryła się historia wieloznaczna i trudna do opowiedzenia. Recenzenci usiłują do czegoś ją porównać, mniej lub bardziej trafnie zestawić ze znanymi nazwiskami, technikami pisarskimi; z historią idei i cywilizacji, z pojęciem zła, niesprawiedliwości i utraty, o jakich pisano już wielokrotnie, bo mało które tematy są tak wdzięczne literacko i w gruncie rzeczy tak powierzchownie jedynie spenetrowane. Machina promocyjna wtłoczyła w świadomość czytelnika książkę, której nie można zdefiniować. Jaume Cabré stworzył ewolucyjne w swej strukturze dzieło sztuki. Tak, to dzieło sztuki; polifoniczne, misternie skonstruowane, pozostawiające poczucie niedosytu, ale przede wszystkim niepokoju, bo poruszone zagadnienia zgłębiane są w atmosferze lęku, niepewności i z wszechobecną świadomością tego, iż czas upływa nieuchronnie, a ta narracja nieśmiało próbuje go zatrzymać, podejmując próby tyleż niemożliwe, co mocno spektakularne.

To wyznanie Adriana Ardévola, ale nie możemy być tego do końca pewni. Znajdujący się u schyłku życia muzyk, naukowiec i lingwista opowiada o własnym losie, ale wychodzi poza ramy czasowe okresu, w jakim może przebywać i poznawać świat. Adrian snuje historie i osadza je w tej Historii, która od czasów Świętej Inkwizycji po okrucieństwo wojennych obozów zagłady, wiecznie udowadniała, iż niepojęty jest ogrom zła, które drzemie w nas i stanowi siłę sprawczą, która nie tylko rujnuje ludzkość, ale niejednokrotnie doprowadza do mentalnej i duchowej śmierci jeszcze zanim odejdzie się ze świata wraz z ostatnim tchnieniem. To narracja o wielu sprawach, ale Zło wydaje się tematem naczelnym. Książka niepokorna wobec czytelnika i zastawiająca na niego pułapki. Narracja pierwszoosobowa miesza się z trzecioosobową, często jest afabularna, mamy w niej luki, przeskoki czasowe; jedna historia kryje w sobie kilka kolejnych, a te rozbite są w czasie i przestrzeni, by szkatułkowa kompozycja książki na każdej stronie zaskakiwała. Niewiele w „Wyznaję” jest do końca tym, czym się wydaje. Przewrotność tej powieści dobrze definiują słowa przyjaciela Adriana: „nie znaczy tak”. To pisarski bunt przeciw jednoznaczności przekazu. O istocie zła bowiem nie można opowiadać jednoznacznie.

Adrian jest synem właściciela sklepu, ponurego i kostycznego mężczyzny, denuncjatora czasów Franco,  robiącego za plecami żony i otoczenia pokątne interesy, za które przyjdzie mu słono zapłacić. Matka Adriana to cień kobiety do czasu, kiedy przejdzie metamorfozę, gdy zmuszona będzie sama zająć się sklepem i wychowywaniem syna. Tego syna, który nigdy w rodzinie czuł się niekochany. „W moim domu nigdy nie było miłości. Ja byłem tylko przypadkową konsekwencją zdarzeń”. Nieprzypadkowa jest chyba tylko bliskość z pewnymi skrzypcami. Instrumentem życia Adriana i przedmiotem naznaczonym krwią, wędrującym z rąk do rąk pośród niesprawiedliwości i okrucieństwa. Adrian gra na skrzypcach nutę co najmniej smutną. Skrzypce Viala to źródło opresji i cierpienia. Takiego, o jakim Adrian nie ma pojęcia, ale przed którym przestrzega go matka, mówiąc: „Nie urodziliśmy się po to, żeby być szczęśliwi”.

Adrian Ardévol pragnie nadać swemu życiu sens i mimo wszystko odnaleźć szczęście. Tymczasem na jego drodze piętrzą się coraz większe trudności. Życie nie toczy się tak, jak zaplanował. Osamotniony w dzieciństwie i młodości, nieudolnie próbuje zbliżyć się do ludzi, ale przede wszystkim do tego, co czynią oni ze światem będącym piekłem, o jakim trudno opowiedzieć i trudno nawet wyrazić to za pomocą muzyki. Jego rodzice zabierają do grobu tajemnicę nieczułości, a syn chce dać innym wszystko to, czego nie doświadczył. Tymczasem doświadcza okrucieństwa losu, które przybiera różne twarze i kryje się pod historycznymi maskami tylko po to, by gnębić Adriana, jaki doświadcza zła w różnych postaciach, próbując zgłębić nie tylko jego esencję, co przede wszystkim narzędzia, jakimi się posługuje.

Narrator nie wierzy w Boga. „Bóg chrześcijański jest okrutny i mściwy. Jeśli popełnisz błąd i nie żałujesz, skazuje cię na wieczne piekło. Wydaje mi się to tak niewspółmierne, że nie chcę wchodzić z nim w żadne układy”. O Bogu nie myślą ani nazistowscy oprawcy ani okrutni Inkwizytorzy, choć to przecież rzekomo boska wola kieruje ich działaniami. Swojego rodzaju Absolutem, formą transcendentnej wędrówki po zbroczonej krwią Europie bez ducha, są z pewnością dźwięki fatalnych skrzypiec, które grają o tym, czego nie sposób wypowiedzieć. Nawet jeśli opowiada się o swoim życiu symfonicznie, wielogłosowo.

Obok zła i okrucieństwa tkwiących w ludzkiej naturze mamy także miłość, która ma być dla Adriana zbawieniem. Jej obiektem jest Sara Voltes – Epstein, rysowniczka żydowskiego pochodzenia. Oboje przez dłuższy czas trzymają się z dala od siebie z powodu niecnych intryg matek Adriana i Sary, które decydują za nich, każąc im żyć osobno. Tymczasem Sara to nie tylko obiekt westchnień Ardévola i osoba, do której kieruje swe wyznanie. Sara to pewna idea; swoiste antidotum dla całej piekielnej przestrzeni ludzkiej krzywdy, o której Adrian opowiada językiem dostojnym i pozornie pozbawionym emocji. Tylko dzięki miłości narrator znosi znamiona zła, jakie nie dają mu żyć. Nie tyle widzi zło wokół siebie, nie tyle wciąż dziwi go dziejowa siła oddziaływania zła; on sam jest w pewnym stopniu zły. Nie może wybaczyć sobie tego, że przypomina ojca, którego kiedyś adorował, naiwnie wierząc, że zbliży się do niego. Przeciwwagą do tego, w jaki sposób Adrian widzi w życiu siebie, jest filozofia jego przyjaciela Bernata Plensy, który tylko pozornie wydaje się mężczyzną o rozbuchanym ego, dla którego nie jest ważne nic poza nim samym.

Cambré napisał misterną opowieść o roli przeznaczenia w życiu, o wychodzeniu temu przeznaczeniu naprzeciw, o małości ludzkich działań i o tym, że w konfrontacji z szeroko rozumianym złem wciąż jesteśmy bezsilni i biernie się mu poddajemy. To książka o ludzkim okrucieństwie i okrucieństwie czasów, w jakich przyszło żyć tym, którzy powinni poznawać życie w innej epoce, na innej płaszczyźnie, w inny niż wyznaczony im sposób. Dramat Adriana Ardévola to także dramat braku własnej woli i dramat słabości kogoś, kto choćby dzięki pięknu muzyki próbuje swe słabości zwalczyć. Tyle tylko, że muzyka może być równie podstępna, co ludzka podłość i małość, o której opowiada przecież wspaniała i wielka książka. Nie uważam, by było to jakieś wybitne arcydzieło wszechczasów. To sprawnie skrojona, inteligentna i pasjonująco wieloznaczna historia ludzkiego losu naznaczonego Złem, od którego nigdy nie można się uwolnić…

tłum. Anna Sawicka
Wydawnictwo Marginesy, 2013

14 komentarzy:

Dominika Fijał pisze...

Wszystko brzmi bardzo skomplikowanie, ale i tak chcę ją przeczytać :) Mam nadzieję, że choć trochę z niej zrozumiem.

monotema pisze...

Przeglądałam książkę, a to ze względu na okładkę, ale kiedy przeczytałam notkę wydawniczą, przestraszyłam się i tak, każda z nas: ksiązka i ja poszła własną drogą

Made of Nothing pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Made of Nothing pisze...

A ja mam wciąż niesprecyzowane zdanie o tej książce. Przeczytałam, ale przyznam, że autor mnie nie porwał swoimi wynurzeniami na temat struktury i nieustannej obecności zła w każdym przejawie życia. Mam wrażenie, że wszystkiego dowiedziałam się już od innych autorów. Jestem zresztą po stronie tych, którzy twierdzą, że Littell w "Łaskawych" zrobił to lepiej. A poza tym zwyczajnie mnie główny bohater irytował swoim podejściem do świata i ludzi, bezwładnością i brakiem iskry w działaniu:)
Bardziej zaciekawiły mnie zabiegi stylistyczne i konstrukcyjne, bo książka jest piekielnie sprawnie napisana i obmyślana - to sprawiało, że momentami lektura była naprawdę porywająca. I jeszcze te poukrywane smaki, cytaty z pisarzy i myślicieli - to rzeczywiście była dobra zabawa. Po ostatniej stronie zostałam jednak z przeświadczeniem, że ktoś mnie tu sprawną machiną promocyjną naciągnął na kilkadziesiąt złotych (bo ulegając pokusie szybkiego zapoznania się z treścią, nie poczekałam zwyczajowo, aż książkę kupi zaprzyjaźniona biblioteka:))

Mariusz Rakoski pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Mariusz Rakoski pisze...

Czuję, po przeczytaniu recenzji, że ta książka została napisana dla mnie, tylko dlatego, że podejmuje problematykę zła... Kupię, przeczytam, podzielę się krytyką i odniosę się do recenzji Pana Jarosława. Pozdrawiam

PS Mam pytanie: czy w książce dużo strumieni myślowych i ustępów filozoficznych/refleksyjnych?

Esa Czyta pisze...

Właśnie mam ochotę ją kupić :) Myślę, że warto mieć ją w swojej biblioteczce :)
Zapraszam do mnie - dopiero zaczynam przygodę z blogowaniem :)

Remigiusz Koziński pisze...

Ksiązka moim zdaniem genialna. Równie dobra recenzja. Znalazłem w niej słowa-klucze pomagające zwerbalizować mój własny, mocno emocjonalny odbiór tej książki...

Remigiusz Koziński pisze...

Pozwoliłem sobie polecić na własnym (blogów o książkach jest chyba więcej niż samych sprzedawanych egzemplarzy :) ) ksiazkowo.epoznan.pl

Barbara Pelc pisze...

Właśnie idę ją zakupić:) Wspaniała.

madziamba pisze...

Przeczytałam, początkowo z trudnościami, później z zaciekawieniem, pod koniec z wypiekami na twarzy. Skończyłam i od razu zaczęłam czytać od nowa, żeby lepiej połapać się w zawiłościach czasowych i postaciowych, że tak to ujmę.
Specyficzna, porwana narracja ma moim zdaniem oddawać stan psychiki Adriana, który spisując wspomnienia jest w początkowym stadium choroby. A mnogość czasów i bohaterów - to chyba wypadkowa zawodu i zainteresowań Adrian oraz stanu jego umysłu, który coraz częściej odrywa się od rzeczywistości, by błądzić gdzieś po meandrach historii i idei, mieszając je ze wspomnieniami.

Izabela Witorzeńć pisze...

Bardzo wnikliwa recenzja. Dla mnie tę książkę czytało się tak, jakbym układała mozaikę - zbieramy malutkie elementy, które powoli tworzą piękny obraz całości. Byłam pod ogromnym wrażeniem kunsztu autora. Zapraszam na moją recenzję na: http://pozycjeobowiazkowe.blogspot.com/2016/02/wyznaje-jaume-cabre-wydawnictwo.html

oregano pisze...

W tej recenzji są spoilery - jestem gdzieś w 1/9 książki, a ojciec jeszcze siedzi w gabinecie i pokazuje synowi skrzypce.

Jarek B pisze...

Recenzja, której autor opowiada fabułę, jest żałosna. Opowiadać fabułę książki można przy piwie kolegom i koleżankom, którzy tej książki nie przeczytają. Może lepiej zacząć pisać przepisy kulinarne? Niczego wówczas nie będę się czepiać! Obiecuję!