Wydawca: Wydawnictwo Marginesy
Data wydania: 6 maja 2026
Liczba stron: 328
Przekład: Danuta Fryzowska
Okładka: twarda
Cena detaliczna: 59,90 zł
Młody wiek autora zawsze skłania do większego zainteresowania się książką. Problem polega na tym, że wielu młodziutkich twórców mimo potencjału nie przechodzi w swoich krajach przez sita wydawnicze, dlatego wcale nie uważam, że wiek Nelia Biedermanna stanowi istotną wartość. Najcenniejsze w jego powieści jest to, z jaką lekkością przekracza on granice stylu i konwencji; jak konsekwentnie różnorodnie ukazuje zdarzenia i postaci, które nie są tutaj znacząco pogłębione psychologicznie, ale pokazane w sytuacjach mówiących o nich więcej niż kilkaset stron sagi rodzinnej. Porównanie do „Buddenbrooków” nieco deprecjonuje dokonanie Thomasa Manna, ponieważ Biedermann wybiera własny, bardzo niepokojący sposób opowiadania o upadku rodziny. „Lázár” to książka, która wyraźnie ukazuje kolejne etapy tego upadku i wypunktowuje poszczególne nieszczęścia w taki sposób, że dopiero pod koniec lektury możemy w pełni odczuć bolesny smutek rozpadu czegoś, co nigdy tak naprawdę nie miało statusu bliskiej relacji pokoleniowej.
Myślę, że to w dużej mierze powieść o ojcach, którzy nie umieją kochać ani choćby przytulać swoich synów. Ojcach myślących przez chwilę o tym, że syn to balast, a nie powód do dumy. Ojcach niedorosłych do odpowiedzialności za swoich synów i przekazujących ten fatalizm z pokolenia na pokolenie. Ojcach jednocześnie odpowiedzialnych za swych potomków, ale głównie w sferze zapewnienia im jak najlepszych warunków do życia. Pod każdym względem poza okazywaniem miłości.
Po drugiej stronie widzimy matki: bierne, wycofane, niejednoznaczne w swoim postępowaniu i enigmatyczne w tym, co myślą o swojej roli wobec synów. Kiedy Lajos von Lázár, odrzucający potem swój arystokratyczny przydomek, zmienia całkowicie uporządkowane życie swego ojca barona, wprowadza w życie rodu pewien chaos i niepewność egzemplifikowane tutaj przez wygląd bohatera ‒ poddawanego już od najmłodszych lat stygmatyzacji. Później jednak młody człowiek daje sobie radę, udaje mu się jakoś przewegetować Wielką Wojnę. Gdy dwie dekady później wybucha kolejny konflikt, Lajos nie może już pozostać niezaangażowany i musi wybrać, po czyjej stronie się opowie. Nelio Biedermann prowadzi nas od czasu, w którym „dogasa stulecie” i wiek XIX zmierza ku końcowi, do dramatycznej powojennej walki Węgier o samostanowienie i niepodległość. Obserwujemy tu wiele wydarzeń, które mogłyby pomóc nam lepiej poznać głównego bohatera. Autor stawia bowiem nie tylko na panoramiczność rodzinnych perypetii, lecz również ściśle trzyma się faktów historycznych, opisując wydarzenia wdzierające się w sposób bezkompromisowy i okrutny bezpośrednio w życie rodziny arystokratów albo omijające tych ludzi z powodu rozmaitych zbiegów okoliczności, ale każące im patrzeć na skutki danego zdarzenia.
Początek brzmi niczym mroczna baśń, ku końcowi prowadzeni jesteśmy w atmosferze dramatycznej narracji sprawozdawczej. Pomiędzy jednym a drugim pojawia się kilka eksperymentów stylistycznych. Jednak Biedermann najlepszy jest w tworzeniu scen. Czasami stawia na intensywny w swej wymowie dialog, czasami na sytuację, której konsekwencje nie przeminą. Przygląda się światu mężczyzn i kobiet jakby osobno, co sygnalizuje fakt, że nawet ich zbliżenia fizyczne są tu czymś na kształt przeprawy, która nie zawsze kończy się satysfakcjonująco dla obu stron.
Właśnie akty seksualne, jak również niezaspokojone potrzeby w tym zakresie ‒ to temat wybijający się tu i pokazujący, że „Lázár” to powieść o ludziach z krwi, kości, przekonań, a przede wszystkim namiętności. Zbliżenia ciał są nieśmiałymi próbami zbliżenia mentalnego, ale często niewiele z tego wychodzi, bo można odnieść wrażenie, że każdy z bohaterów ‒ i jego ciało ‒ żyje w odrębnym świecie potrzeb. Antycypacje rozwoju sytuacji pozwalają nam czytać powieść z pewnym spokojem, że zrozumiemy ją do samego końca, jednakże kilka mrocznych retrospekcji czyni z niej niepowtarzalną oniryczną opowieść o istocie obłędu, wyobcowania i życia w fatalizmie wspomnień albo przeczuć, które najbardziej dotykają siostrę Lajosa.
Przede wszystkim traktuje o doświadczaniu nieszczęścia zobrazowanego przez odbieranie bohaterom rzeczy materialnych. Ze wspaniałego zamku w lesie trafiają oni do budapeszteńskiej klitki, gdzie tkwią między workami z ziemniakami, a potem w kurniku. Arystokratyczna rodzina konsekwentnie traci swoje dobra, a idące za tym przemiany psychiczne jej członków pokazują, że autor zdecydowanie koncentruje się na fatalizmie ukazywanym w bardzo różnorodny sposób. Sándor, Lajos, potem Pista ‒ zdawać by się mogło, że synowie genetycznie przejmują niepokoje i egzystencjalne lęki swoich ojców. Wszystko jest skrzętnie czymś zasłaniane. U jednego to rutyna, u drugiego bycie zachowawczym, u trzeciego swoiste tendencje ucieczkowe, chociaż to Pista będzie musiał walczyć o swoje z największą intensywnością i determinacją. Ci mężczyźni zdają się przegrani, jak przegrane są losy kraju, w którym żyją. Rozsypuje się monarchia, popada w ruinę majątek rodu. Do Europy wkraczają wojny, ale dopiero ta druga daje do zrozumienia, że nikt ‒ bez względu na status majątkowy ‒ nie jest w stanie się przed nią ukryć.
„Lázár” zawiera kilka wstrząsających scen, które dają wiedzę o ludzkim okrucieństwie, jakie ogarnęło Europę w ubiegłym stuleciu. Bohaterki i bohaterowie doświadczają upokorzeń psychicznych i fizycznych. Jest tak, jakby wszystko miało się toczyć po równi pochyłej, a pojedyncze chwile szczęścia narrator komentuje z sarkazmem, bo dla Biedermanna nie ma czegoś takiego jak dobra literatura opisująca ludzkie szczęście. Jest za to sporo elementów historycznego kronikarstwa, co zmienia punkt widzenia na to, co czytamy, i z tego powodu oddalamy się od bohaterów. Całość jest też tak napisana, aby czytający poznali pewne wyraźne cechy postaci, jednak nie zbliżyli się do żadnej z nich. Ta hermetycznie zamknięta przed światem rodzina otworzy się na jakiekolwiek zbliżenia z czytelnikiem być może za późno. Lajos bardzo chce żyć „bez łańcucha przodków na szyi”, chciałby zmienić coś w historii rodu, którego członkowie nigdy nie uśmiechali się na fotografiach. Jest jednak bohaterem pełnym niejednoznaczności i skomplikowanym w ocenie, a także trudnym do polubienia, zidentyfikowania się z nim. Tu wszystko dzieje się na naszych oczach bardzo wyraźnie, ale nic nie pozwala się dotknąć, poznać naprawdę. I myślę, że „Lázár” ‒ jakkolwiek komplementowany przez porównania do klasyki literatury – proponuje nam tu zupełnie nową artystycznie opowieść. Przede wszystkim o niespełnionych marzeniach i namiętnościach. Ale również o tym, jak krok po kroku spełnia się precyzyjnie opisywany upadek rodziny.
Podoba mi się to, w jaki sposób autor bezpośrednio wprowadza tutaj literaturę, określając jej funkcję wedle własnego uznania. „W poszukiwaniu straconego czasu” Prousta wykorzystane jest chyba najciekawiej. Bardzo interesująco pokazuje, jak Historia deformuje ludzkie losy, a jednocześnie ‒ jak niejednoznacznie te losy można zaprezentować. Biedermann stawia jednak na kondensację, jego saga rodzinna jest wyjątkowo krótka. Ale i wyjątkowo intensywna. Czasem odnosi się wrażenie, że jest za dużo Historii, mogłoby zaś być więcej psychologizacji, jednak całość narracji broni się do ciekawego finału jako opowieść o ludziach walczących o siebie w bardzo różnorodny sposób. O tych przegranych i o tych, którzy potrafią wygrywać. Lecz najciekawiej ukazany jest świat obojętny na prywatne doświadczenia egzystencjalne, choć w dużej mierze to właśnie one kształtują bieg historii. Plastyczna narracja, dynamiczny rytm, świetnie rozpisana na ciekawe wątki historia ludzi poszukujących i cierpiących. Kobiet, które można wykorzystać seksualnie bez konsekwencji, i mężczyzn, którym konsekwencje działań i zachowań wyznaczane są w sposób jednoznaczny, lecz i tak to oni są ważniejsi niż kobiety. Nie uciekniemy w tej powieści od śmierci w wielu wymiarach. Mam wrażenie, że nikt nie jest w stanie uciec poza ramy narracyjne tworzone przez młodego pisarza, który ‒ wzorując się na innych ‒ opowiedział losy zdegradowanej arystokracji w sposób wykorzystujący różnorodne style. Krótka, a jednocześnie kipiąca wewnętrznie powieść. O ucieczkach – fizycznych i od samych siebie. Ale również o pamięci i dumie. Świetnie się to czyta także dlatego, że jest tu tak niespokojnie narracyjnie. Przewidujemy sporo, lecz i tak jesteśmy zaskakiwani.
---
Jeśli podobała Ci się ta recenja, możesz mi postawić kawkę TUTAJ

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz