
„Miniony czas jest już po drugiej stronie klepsydry, zasypany na zawsze”. Autorka wydaje się odwracać klepsydrę, uważnie przyglądać się na nowo przesypującemu się piaskowi i układać opowieść o przeszłości, w której kryje się na co dzień Jan Sefer. Mężczyzna jest być w swym fachu nieco staroświecki i to nie tylko dlatego, że leczy pacjentów starej generacji fluoksetyną. Jan Sefer odczuwa bezradność wobec lęków i urojeń tych, którzy odwiedzają jego gabinet, bo tak naprawdę sam potrzebuje terapii. Będzie nią wyjazd do Krakowa – miasta, z którym wiążą się wspomnienia z wojenną przeszłością jego ojca. Sefer planuje podróż bardzo dokładnie i zbiera obserwacje, czyniąc z nich coś na kształt impresji z podróży (które to impresje autorstwa pewnego Argentyńczyka pozwalają mu zrozumieć specyfikę polskiego miasta, zanim jeszcze się w nim pojawi).
Kraków w oczach Austriaka to dość prowincjonalne miasto. Miasto zniszczonych chodników, wszędobylskich gołębi, wulgarnego języka, zaniedbanych kamienic i niechęci kelnerów, kiedy pragnie się zjeść w którejś z kawiarni poranny posiłek. Ale Kraków to także intelektualne wyzwanie dla Sefera. Miasto żyje własnym życiem i to życie podlega analizie bohatera, który czyni to niejako z zawodowego obowiązku. Zresztą Sefer i o Polsce wypowie się jako terapeuta: „Gdyby ten kraj miał być moim pacjentem, to musiałbym go położyć w klinice i gruntownie przebadać”.
Ważne są postacie kobiece w życiu bohatera. Najważniejsza z nich to ciotka, pod której wpływem Sefer nieustannie się znajduje i której życiowe sentencje stale powtarza. Jeszcze w Wiedniu poznajemy byłą żonę bohatera, po spotkaniu z którą musi ratować się słuchaniem „Wariacji Goldbergowskich”. Wyprawa do Krakowa to okazja do poznania Marii. Kobieta wywiera na terapeucie duże wrażenie. Wrażenie robią także pamiątki, jakie Maria prezentuje bohaterowi. W Krakowie Sefer tkwić będzie między chwilami utrwalonymi na sepiowych fotografiach z lat dwudziestych minionego wieku a doznaniami w towarzystwie Marii, która okazuje się być bardzo dobrym przewodnikiem po obcym dla Austriaka mieście. Dodatkowo w atmosferze kawiarnianej Sefer pozna także córkę znanego polskiego artysty i tak naprawdę każda z kobiet – z Austrii i Polski – wciąż będzie wpływać na sposób myślenia i odczucia Jana Sefera.
Fabularnie „Sefer” przypomina opowieść o zagranicznym wędrowcu, który poznaje miasto i kraj kontrastów, dwuznaczności i niejasności. W tym znaczeniu książka Lipskiej przypomina wydaną także w tym roku „Zatopioną zimę” Hopkina. Nie chodzi jednak w tej powieści o fabularne szczegóły, zdarzenia nie są w niej do końca tym, czym się wydają, a tropy interpretacyjne odsyłają do licznych dzieł kultury – literackich, malarskich i muzycznych. Trochę może tego wszystkiego za dużo, trochę nazbyt naszpikowana ta proza odniesieniami do czytelniczych i muzycznych pasji Sefera. Chwilami odnieść można wrażenie, że ta proza przeładowana jest symboliką i że nie zawsze czytelne symbole idą w parze z zawikłaną metaforyką.
Pewne jest natomiast, że „Sefer” to specyficzna powieść drogi i powieść o kształtowaniu własnego obrazu w oparciu o to, jak widzą nas inni. Być może jest to także specyficzna gra z czytelnikiem, testowanie jego percepcji, sprawdzanie jak odebrana zostanie proza w wykonaniu kogoś, kto zajmował się dotychczas tylko poezją. Lipska intryguje i kusi, ale chwilami odnosi się wrażenie, że jej powieść mimo wszystko nie zapadnie w pamięć na długo. Może dlatego, że dostępu do własnej pamięci Jan Sefer mimo wszystko broni tak skutecznie.
Wydawnictwo Literackie, 2009
4 komentarze:
Piszesz o przeładowaniu metaforyką i tropami - dodam, że czytałem gdzieś, iż są tu też wyraźne nawiązania do autentycznych osób ze środowiska krakowskiego. Podobno niemal każda postać w książce ma swój odpowiednik w rzeczywistości, ale czytelne jest to tylko dla tych, którzy znają co nieco intelektualną śmietankę Krakowa. W sumie to taka powieść-łamigłówka, powieść z kluczem. Zapewne w pełni może być doceniona dopiero przez tego, kto ów klucz posiada.
Główkowałem trochę. Kody zawikłane, ale do rozpoznania. Starałem się napisać o tej książce tak, by nie zniechęcić tych, którzy wspomnianej przez Ciebie intelektualnej śmietanki nie znają :-)
Jarku,
najlepszego z okazji dwulecia:)
Książka dotarła?
Dzięki!
Jeszcze jej nie mam, ale chyba mój listonosz jest na jakimś urlopie.
Prześlij komentarz