Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2011-01-16

"Miłości Sinobrodego" Vinko Möderndorfer

Wydawnictwo Międzymorze kolejny rok otwiera śmiałą i odważną publikacją, która ukazuje tematyczne bogactwo współczesnej literatury słoweńskiej. Oficyna 2010 rok rozpoczęła dramatyczną historią słoweńskiego blokersa („Czefurzy raus!” Gorana Vojnovicia), by w 2011 wejść z książką, którą trudno jednoznacznie określić. „Miłości Sinobrodego” Vinka Möderndorfera to historia o tym, że wszystko, co nie jest zapisane, jest jednocześnie utracone. O specyficznym kolekcjonerze. O niespełnionym w miłości człowieku, dla którego kobiety są szczęściem i przekleństwem jednocześnie. O pisaniu i archiwizowaniu tego pisania. O celu, dla którego zamiast przeżywać, pisze się o tym przeżywaniu…

Czytelna aluzja tytułowa do znanego bohatera baśni Charlesa Perraulta to jedna z licznych ścieżek interpretacyjnych tej powieści. Jej bohater wikła się w wiele toksycznych związków z kobietami; jego partnerki znikają bez śladu, a jedyne, co po nich zostaje to książki ich życia tworzone wtedy, gdy były obecne w życiu nieszczęsnego słoweńskiego Sinobrodego. Jak charakteryzuje sam siebie bohater Möderndorfera? „Nie, nie jestem pisarzem. Może kolekcjonerem. Kolekcjonuję historie. Dla siebie. Tylko dla siebie”.


Skrajny egoizm czy rozpaczliwe pragnienie bycia zauważonym w świecie, od którego samotny programista komputerowy ucieka w wirtualną rzeczywistość i na karty zapisywanych przez siebie książek? Lodowaty chłód i cynizm czy też skryta wrażliwość, dzięki której powstają zapiski z życia kobiet u jego boku? Niczego nie można być pewnym do końca, bo i sam autor w swej narracji stale pyta, nie udziela odpowiedzi. O swego bohatera, o jego wybranki, o los ich wszystkich i każdego z osobna, a także o to, gdzie ukryta jest prawdziwa miłość i czy można ją zabić?


„Miłości Sinobrodego” bowiem to także książka o zabijaniu. Zabijaniu dosłownym (wszak bohater posądzany jest o to, że z zimną krwią mordował swoje kobiety), ale przede wszystkim o zabijaniu metaforycznym. O zabijaniu miłości, której nie sposób przeżyć i o zabójstwie, jakiego dokonać można na samym sobie, gdy nie jest się zdolnym do tego, by pokochać i zrozumieć wagę tego uczucia. Möderndorfer zaskakująco pisze także o zaburzeniach osobowości, które w związkach niszczą bliskość i zabijają potrzebę budowania czegoś wspólnie.


Słów kilka o kobietach z tej książki, bo przecież one są najważniejsze, w relacjach z nimi bohater powieści ujawnia prawdę o sobie samym. Kobiety… „Kiedy je mamy, jesteśmy idealni, kiedy ich nie mamy, szukamy ich. Są smakowite i pachną życiem". Sabina, Sidiki, Marta czy Sonja – przy każdej z nich bohater Möderndorfera stawał do konfrontacji z pewnym ideałem piękna. Wszystkie wybranki były traktowane podmiotowo i przedmiotowo jednocześnie. Każdej poświęcona jest osobna książka, pasjonujący pamiętnik neurotyka pragnącego zwalczać swoje neurozy. Kiedy po wszystkich rozstaniach, po każdorazowym postawieniu ostatniej kropki w książkach tych kobiet i po zamknięciu ich, pojawia się jeszcze jedna, Emira, trudno jest przewidzieć, czy bohater stanie się przy niej inny. Tym bardziej, że w międzyczasie jest zatrzymany i przesłuchiwany, a jego intymne zapiski trafiają do rąk prowadzącego śledztwo inspektora, z którym podejrzany wejdzie w specyficzną relację…


„Miłości Sinobrodego” to opowieść kryminalna, psychologiczna i socjologiczna zarazem. Książka przesycona erotyzmem i pornografią, mocna i wyrazista. Historia, która ma wstrząsać, ale jednocześnie zmuszać do zadawania pytań o to, co jest w niej prawdą, a co zmyśleniem. Bo Möderndorfer tworzy niezwykłą fikcję literacką – wszystko, co się rozgrywa na kartach „Miłości Sinobrodego” może być tylko pisarską grą z czytelnikiem, ale co w przypadku, gdy nią nie jest?


Kolorytu dodają tej książce także mniej lub bardziej czytelne aluzje literackie i analiza procesu pisania oraz tworzenia z jego sugerowaną niejednoznacznością. Möderndorfer sam bawi się konwencją kroniki; z książek o kobietach bowiem tworzy książkę o mężczyźnie, który bez kobiet nie istnieje… Książkę w gruncie rzeczy bardzo przygnębiającą, ale przykuwającą uwagę i zastanawiającą.


Wydawnictwo Międzymorze, 2011

1 komentarz:

ffi.ona pisze...

Świetna recenzja! Na pewno przeczytam recenzowane dzieło.