Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2012-12-04

"Życie jest krótkie, a pożądanie nie ma końca" Patrick Lapeyre

Powieści o długich tytułach często nie zapadają w pamięć. W przypadku dokonania Patricka Lapeyre’a chyba się to nie sprawdzi. Otrzymujemy właściwie filmową opowieść. Rozpisaną na szczegółowe kadry, ze zbliżeniami. W tle enigmatyczne i melancholijne „Bang Bang” Nancy Sinatry, które towarzyszy bohaterom filmu „Wyśnione miłości” Xaviera Dolana, jaki ukazał się we Francji – jak i powieść Lapeyre’a – w 2010 roku. Trudno o bardziej osobliwe połączenie filmu i literatury. Tym bardziej, iż historia opowiedziana w  „Życie jest krótkie, a pożądanie nie ma końca” jest ekranizowana przez nas samych. To opowieść, którą się ogląda. Warto znać wspomniany motyw muzyczny, bo podsumowuje nie tylko sytuacje bohaterów Lapeyre’a czy tych filmowych z obrazu Dolana. Obaj twórcy francuscy strzelają do nas z dużego kalibru. Dolan opowiada historię mężczyzny i kobiety zakochanych w innym mężczyźnie. Lapeyre proponuje rozwiązanie nieco bardziej klasyczne, choć jego książka zawierać będzie także akcent homoseksualny. Ta powieść jest historią niespełnienia i nadmiaru wolności wyborów, w których bohaterowie nie potrafią się odnaleźć. To książka o emocjonalnym usidleniu ludzi, którzy – choć żyją intensywnie – wydają się pozbawieni nerwów czuciowych, raniąc się i odnajdując w tym masochistyczną przyjemność.

Nora Neville to kobieta efemeryczna. Pojawia się w życiu mężczyzn po to tylko, by ich porzucić i poszukiwać spełnienia gdzie indziej. W połowie Angielka, w połowie Francuzka. Pochodzenie określa przestrzeń, w jakiej poszukiwać będzie przyjemności w męskich ramionach. Nora – choć samo imię sugeruje Ibsenowską kobietę udręczoną, a bohaterce chyba bliżej do Pani Bovary nieco odmłodzonej – to zawsze dzika i samodzielna femme fatale, dla której marzeniem byłoby przeniesienie do czasów Czechowa, a realizuje je, pragnąc zagrać w adaptacji „Mewy” tegoż autora. Chłodna i egoistyczna, co stawia sobie jako zarzut. Spalająca się w emocjach, a jednocześnie wewnętrznie pusta. Labilna emocjonalnie i uczuciowo. Niepewna, przede wszystkim samej siebie. Córka hazardzisty i depresyjnej matki, chce zerwać z traumą doświadczeń z młodości i żyć naprawdę, co nie znaczy stabilnie. Tego natomiast oczekiwaliby po niej dwaj kochankowie – młodszy w Londynie i starszy, żonaty w Paryżu. Nora daje im siebie tylko tyle, ile sama chce. Na własnych warunkach. Obaj muszą się zmierzyć z jej żarem, który spali zawsze, bo znamionuje tylko coś tymczasowego, do czego można tęsknić.

Murphy Blomdale na co dzień mierzy się w Londynie z szybkością i ulotnością rynku giełdowego. Tymczasem zależy mu na tym, by w życiu prywatnym mieć coś stałego i tylko dla siebie. Któregoś dnia dostrzega, że jego Nora znika wraz z pokaźną sumą pieniędzy, a Murphy staje przed zupełnie nieprzewidywalnym problemem życiowej pustki, jakiej to przyczynę chce poznać. Angielski kochanek Nory to taki facet, który zawsze przebaczy i zawsze przygarnie z powrotem. Murphy – choć skażony obcesowością zawodowego maklera – jest w sferze emocjonalnej niewinny i wierzy w to, iż odzyska Norę tylko wówczas, gdy nie będzie jej czynił wyrzutów sumienia z powodu ucieczki.

Ona tymczasem przybywa do Paryża. Po dwóch latach milczenia wykonuje telefon do Louisa Blériota – Ringueta. Mężczyzna wiedzie swoiste życie w nicości u boku żony, która kiedyś wdarła się do jego życiorysu, a teraz pozostaje w nim nadal, skazując Louisa na mękę bezczynności w relacji, którą określa słowami Benjamina Constanta sam Blériot: „Straszna to rzecz, związek mężczyzny, który nie kocha i kobiety, która wciąż chce być kochana”. Sabine należy do innego świata, jest zaradna, towarzyska i majętna, a Louisa wpędza to w kompleksy i doprowadza do dziecięcej wręcz ekscytacji z powodu telefonu Nory, bo tylko w ramionach kochanki Louis odnajdzie – jak mniema – swoje prawdziwe szczęście. Związek Sabine i Louisa to małżeństwo, w którym wszystko już zostało pokazane, powiedziane, zrobione. Trwają ze sobą na przekór sobie, a bierny i wycofany Blériot czeka aż żona przejmie inicjatywę i zakończy to żałosne bycie razem, a przecież zupełnie osobno. Tu Louis przypomina swojego ojca, który w związku także się męczy; znosi wiele u boku tej, co jest mu już obca, a wobec której buntem jest jedynie potajemne popalanie i popijanie porto. Kiedy zatem gorąca Nora znajdzie się w ramionach Blériota, będzie to dla niego początek wielkiego dramatu. Z jednej strony bliskość kobiety efemerycznej, z drugiej stabilność rozsądnej i zdroworozsądkowej Sabine. Chciałby utrzymać jakieś status quo i pozostać w układzie między żoną a kochanką. Nora spowoduje, iż będzie musiał stanąć przed wyborem, jakiego konsekwencje będą trudne do udźwignięcia…

Obaj kochankowie w powieści Lapeyre’a czytają Leibniza i obaj są przekonani, iż współczesne zło Teodycei to wina nadmiernej wolności, jakiej smakują. Murphy jest w stanie się jej zrzec, Blériot w gruncie rzeczy także. Pozostawieni sami sobie i własnym decyzjom wydają się dużo bardziej nierozważni niż Nora, dla której żyć to czuć, a nie planować i kontrolować obiekt uczucia. Obaj są ofiarami na własne życzenie i obaj ponoszą emocjonalne klęski, bo nie potrafią zdecydować, czego tak naprawdę pragną. Czy udaje się to Norze? Czy ktokolwiek ze wzbudzających raczej niechęć bohaterów tej książki może być szczęśliwy?

Blériot zastanawia się: „Być może jest zbyt wielu zakochanych i zbyt mało miłości”. Być może jednak życie w tej powieści niesie zbyt wiele możliwości, a zbyt mało okazji, aby je wykorzystać naprawdę. Nie jest to w gruncie rzeczy powieść o płomiennym romansie rozpisanym na kilka ról. „Życie jest krótkie, a pożądanie nie ma końca” to gorzka diagnoza postmodernistycznego życia na krawędzi, w którym spalamy się w imię czegoś, czego sami nie jesteśmy w stanie zdefiniować. Jeśli spojrzeć na tę przewrotną historię, biorąc pod uwagę mniej lub bardziej czytelne odniesienia do Marcela Prousta, znajdziemy tu statykę i dynamikę ludzkiej myśli oraz uczucia pod lupą wytrawnego obserwatora rzeczywistości, która żyje w jego książce swoim życiem.

Patrick Lapeyre zbudował napięcie w sposób filmowy, oddając tym samym hołd kilku literackim wzorcom, a także odnosząc się do mitycznych symboli. W gruncie rzeczy opowiada jednak w sposób prosty o emocjach, jakie nie są nazwane, lecz przeżywane. To powieść, po lekturze której po prostu trzeba ochłonąć. Być może słuchając głosu Nancy Sinatry, który strzela do nas tak, jak zdania i rozdziały tej zawikłanej opowieści.

tłum. Ania Marchand
Wydawnictwo Replika, 2012

3 komentarze:

Piotrek pisze...

zachęciłeś, chyba już wiem, co będzie moją najbliższą lekturą :)

Anonimowy pisze...

Fraza "Obaj kochankowie" sugeruje, że możemy mieć do czynienia z jakąś transgresją albo inwersją seksualną... To tu? Między dwoma panami-bohaterami powieści?

Anonimowy pisze...

Wyczerpująca recenzja. Lubię takie.
Lubię takie ksiązki. Chyba po nią sięgnę.
Pozdrawiam i zapraszam do siebie: www.szeptyduszy.blog.onet.pl