Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2013-06-24

"Godzina szakala" Bernhard Jaumann

Wydawca: Czarne

Data wydania: 18 czerwca 2013

Tłumacz: Alicja Rosenau

Liczba stron: 293

Oprawa: miękka

Cena det: 34,90 zł


Tytuł recenzji: Niepodległość z krwi, przeszłość w niej się nurza…


Co łączy bawarskiego pisarza z afrykańską Namibią, którą – jeżeli już – zwykle kojarzy się z Kalahari? Trudno powiedzieć, bo nie znam biografii Bernharda Jaumanna. Może przypadek, może kilka świadomych decyzji. Z tego połączenia otrzymujemy powieść kryminalną z tłem politycznym, mocno osadzoną w problematyce dojrzewającego do niepodległości państwa, które uzyskało ją w 1989 roku, a do dzisiaj nie jest w stanie się tym cieszyć. Namibijska państwowość zrodziła się z krwi; tej krwi, jaką nadal wielu ma na rękach, choć usilnie stara się ją zmyć. Jaumann nawiąże w swojej książce do rzeczywistego zdarzenia, kiedy to 12 września wspomnianego roku zamordowano charyzmatycznego adwokata Antona Lubowskiego, który bronił praw czarnoskórych, wchodząc z białymi w niejasne kontakty i wzbudzając kontrowersje w Namibii zarówno za życia, jak i po śmierci.

Autor swą intrygę kryminalną wyraźnie osadza w „tu i teraz” wolnej od niesprawiedliwości Namibii. Czy taka jest naprawdę? Znaczenie ma fakt, że w finałowej scenie zamachowiec ratuje siebie i pomnik ofiar walki o niepodległość głównie dzięki konfabulacjom. Jest ich wiele i dotyczą spraw sprzed 20 lat, nad którymi wielu – ze znanych sobie powodów – chce rozciągnąć zasłonę milczenia. W 1989 roku walczono o równe prawa białych i czarnoskórych w tym kraju. Główna bohaterka, policjantka Clemencia Garises, mieszka w Kataturze, dzielnicy nędzy i dowodzie na to, iż polityka segregacji rasowej jak działała przez laty, tak działa nadal. Biali i czarni żyją osobno, a demokratyczny ład umożliwia stwierdzenie, iż mają swój wspólny kraj. Wspólnota opiera się jednak na zależnościach. Walka z apartheidem i jej konsekwencje to wciąż żywa historia wielu krajów Afryki Południowej; nie tylko Namibii, ale także RPA i w mniejszym stopniu Lesotho czy Suazi. Jaumann opowiada o kraju absurdów, piętrzących się trudności i wiecznej nierówności, jakiej zaprzeczają jedynie pusto brzmiące hasła. Być może tylko one pozostały po społecznikach typu Lubowski. Być może czas, by opowiedzieć historię państwa, w którym policjantka musi odbyć fachowy staż w dalekiej Finlandii, zmagać się z piętnem niezawinionej śmierci matki, nad zagadką której nikt się nie pochyli oraz wyrastać z nędzy, jakiej żadną formą praworządności nie wyeliminuje…

Dzielnica Widhuku, Ludwigsdorf. W bogatych domach za drutami kolczastymi biali mieszkańcy miasta zbudowali swoje własne raje. Do jednego z nich wdziera się morderca. Padają strzały z Kałasznikowa, ofiara ginie na miejscu, zbrodnię widzi czternastoletnia córka Abrahama van Zyla, który umiera nieświadomy tego, iż jest dopiero jedną  kilku zaplanowanych ofiar. Bo morderca musi pozbawić życia je wszystkie. Wszyscy, którzy mają zginąć, związani są z wydarzeniami września 1989 roku. Każdy z nich, rasista i okrutnik, musi na swój sposób odpowiedzieć za śmierć Lubowskiego. Zabójca, były wojskowy, jest zdeterminowany i pełen nienawiści. Nie boi się niczego. Jest wysłannikiem śmierci. Kiedy na początku czyta się truizmy na jej temat, pojawia się obawa, iż może to być książka z niemiłosiernie wskazaną tezą. Nic bardziej mylnego. Śmierć ma tu wiele znaczeń. Umrzeć muszą ci, którzy odpowiadają za brutalne akty okrucieństwa i bezprawia, ale umierają też w sensie symbolicznym inni bohaterowie tej pasjonującej książki. Na trop zabójcy wpada wspomniana już Clemencia Garises. Czy uda jej się udaremnić plany kogoś, kto doskonale zdaje sobie sprawę z tego, co robi i nie boi się konsekwencji swoich czynów?

Garises to barwna i egzotyczna dla nas postać. Czarnoskóry policjant w spódnicy? Proszę bardzo! Clemencia ma dyplom kryminalistyki i duże doświadczenie, jakie zdobywała w zimnej Finlandii; tam nauczyła się teorii, ale z namibijską praktyką bohaterka sama musi sobie dać radę i wcale nie przystaje ona do tego, czego uczono ją w Europie. Zawiadomienie o zabójstwie z Ludwigsdorf Garises otrzymuje z kilkugodzinnym opóźnieniem. Na miejscu spotyka się z dużą niechęcią rodziny zabitego. Nikt w jego domu nie ufa w umiejętności czarnoskórej policjantki. Ograniczone są jej możliwości i pozostaje naiwna wiara w to, że determinacją uzyska odpowiedź na mnożące się zagadki. Za chwilę bowiem kolejny trup spłonie w podpalonym na Kalahari samochodzie, a za jakiś czas sprawa wyjdzie poza granice Namibii, mocno wiążąc się z jej przeszłością.

Co jest w tej Namibii prawem, a co bezprawiem? Czy w obliczu zdarzeń, jakie opisuje Jaumann, można na chwilę uwierzyć, że czyjeś okrucieństwo nie zasługuje na pogardę? Jak domagać się sprawiedliwości, kiedy młodziutki czarnoskóry chłopiec jest przekonany, iż jego baas z farmy jest poza prawem i nie można go zaaresztować? Jak do tego wszystkiego ma się tytułowe zwierzę oraz nawiedzające Clemencię żółte i dzikie oczy bulteriera? Intryga rozwija się wartko, choć w wyraźnej funkcji retardacyjnej widzimy (czytamy właściwie) zeznania sądowe, których jasność dotrze do nas dopiero po poznaniu całej książki. Jaumann opisuje świat, do którego daleko jest jego rodakom, nie tylko w sensie geograficznym. W tej książce cała cierpiąca Namibia wydaje się czekać na deszcz. Narastające napięcie idzie bowiem w parze ze zmianą warunków atmosferycznych. Podczas czytania pierwszych stron lepimy się od styczniowego afrykańskiego upału. Czy późniejsze zdarzenia przyniosą katharsis, pozwolą komukolwiek zaznać ulgi, zmienią coś w postrzeganiu tego, co było i położyło się cieniem na rosnącej w sile państwowości kalekiej Namibii?

Myślę, że warto poznać „Godzinę szakala” nie tylko dlatego, iż jest to barwny kryminał (główna bohaterka i jej liczna rodzina to jedyny komizm, jaki można wykrzesać z tego smutnego reportażu o smutnym kraju). To przede wszystkim książka o zniewoleniu, w jakim nadal się tkwi, bo nie rozumie się istoty niepodległości. To też opowieść o niepodległości wywalczonej krwią, która wciąż się leje. O świecie, jaki zapomniał już o zmarłych, pospiesznie tylko numerując ich groby na cmentarzu, bo żywi muszą zająć się sobą i nie mają czasu wspominać.

Jaumann wspomina, przestrzega i kategoryzuje. Ścieżek interpretacyjnych tej barwnej opowieści kryminalnej jest naprawdę wiele. To ważne, że w takiego typu książce znajdziemy dużo więcej niż tylko mroczną intrygę, zdeterminowaną policjantkę i kłody, jakie rzuca jej pod nogi smutna rzeczywistość. „Godzina szakala” to świadectwo. Specyficzne świadectwo tego, iż przeszłość Namibii wciąż jest nierozliczona i coraz mniej jest tych, którzy chcą ją rozliczyć.

Brak komentarzy: