Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2013-06-07

"Jutro przypłynie królowa" Maciej Wasielewski

Wydawca: Czarne

Data wydania: 17 kwietnia 2013


Liczba stron: 166


Oprawa: twarda


Cena det: 34,90 zł

Tytuł recenzji: Tajemnice na Pacyfiku



Pitcairn. Najprawdopodobniej większość z nas nie wie, co kryje się pod tym słowem. Pewnie gdybym na lekcjach geografii nie objawiał skłonności do poznania wszelkich zależnych i niezależnych terytoriów Oceanii, nie wiedziałbym o tym skrawku lądu wciśniętym gdzieś w głąb Pacyfiku, który jest częścią Wielkiej Brytanii, częścią Unii Europejskiej i miejscem, gdzie stworzono coś na kształt mikrospołeczności strachu, bo o tym opowie między innymi świetny reportaż Macieja Wasielewskiego. Autor dotarł na Pitcairn, gdyż przebywał w leżącej nieopodal Nowej Zelandii i poznał niejaką Veronikę. Uciekinierka walcząca z dystymią, bez poczucia pewności tego, kim jest. Wciąż w lęku i stale niepewna siebie. Udało jej się zniknąć z Pitcairn. Wcale tego nie chciała. Nie chciała też, by robiono z nią to, co robiono. A złowrogi warkot motoru będzie słyszeć w głowie już zawsze…

Wasielewski dużo ryzykował, docierając do Pitcairn – miejsca, w którym najlepiej nic nie widzieć, nic nie słyszeć i nic nie mówić. Historia wykorzystywanej seksualnie Veroniki, dla której życie będzie ciągłym pasmem niepokojów okazała się jedynie wierzchołkiem góry lodowej tajemnic, jakie kryje w swych nieco ponad 4 kilometrach kwadratowych jedyna zamieszkała przez ludzi wyspa z tego małego archipelagu. Bo jest to miejsce niezwykłe i wrogie komuś, kto przybywa z zewnątrz. „Pitcairn – tysiąc kryjówek i pułapek”, tysiące niedopowiedzeń i zasłona milczenia na to, co czeka urodzonych na wyspie np. słabych czy nieprzydatnych. Pitcairneńczycy z dużym dystansem podchodzą do wszystkiego, co przybywa do nich z reszty świata. Nie mają lotniska, nie wybudowali nawet portu. Niechętni wobec Brytoli, dwulicowi względem królowej Elżbiety II (podczas wizyty księcia Filipa na wyspie eksponują portrety tej, której wielu nienawidzi); wyraźnie nastawieni na przetrwanie w swoim własnym gronie, w zamkniętej komunie rządzącej się swoimi zasadami. Nic, co obce nie wydaje się być dobre. Nikt z zewnątrz nie jest mile widziany. Wasielewski podaje się za antropologa i otrzymuje możliwość zejścia na ląd. Wraz z nim zejdziemy do raju, który wydaje się piekłem. Albo też może do piekła na ziemi, jakie mieni się rajem, kusi i wabi wszystkich tych, co nie pojmują, czym jest życie, jego zasady, etyka i moralność na wyspie zależnej od Wielkiej Brytanii, ale wciąż stawiającej się wobec niej w wyraźnej opozycji.

Duże jest ryzyko pójścia w stronę streszczenia, kiedy chce się przeanalizować ten reportaż. Autor tworzy formę bardzo skondensowaną. Każde zdanie jest maksymalnie nasycone treścią. Z każdego wynika kolejne, po nim następne. Wasielewski stawia pytania, nie ocenia. Łatwo być tendencyjnym, kiedy pozna się kilka tajemnic wyspy Pitcairn i kiedy zrozumie się, iż dzieje się i działo na niej to, co cywilizowany świat musi potępiać. Tymczasem w „Jutro przypłynie królowa” mamy do czynienia z wielorakim obrazowaniem kilku istotnych problemów. Głos zabierają ci, którzy chcą pozostać anonimowi. Nowozelandzkie świadectwo Veroniki to pewien glejt, dzięki któremu Wasielewski uzyskuje cel obserwacji wyspy. Szybko wraz z nim dostrzeżemy, że tego, co na niej jest, tak naprawdę nie da się dojrzeć w pełni przy największych nawet chęciach zrozumienia i poznania, co buduje zamknięty świat ludzi z piętnem przodków, buntowników i morderców, gwałcicieli i szumowin; ludzi z tahitańskimi genami zła, jakie rozsiane zostało wszędzie i stając się normą, jest jedynie uzasadniane jako norma.

Mieszkańcy Pitcairn są wspólnotą od 220 lat. Wspólnotą w zaniku, bo coraz mniej mieszkańców liczy wysepka, na której znajduje się około 4 kilometrów dróg, ale która obfituje w liczne quady, ma dostęp do Internetu i telewizji satelitarnej, mieni się rajem dla turystów i skrywa w milczeniu to, o czym wiedzą tylko autochtoni. Ta społeczność latami broniła dostępu do siebie innym. Inni to Obcy bądź Judasze. Za kogoś takiego uznana jest osoba, która przybywa z rdzennym mieszkańcem Pitcairn, by osiąść na wyspie. Albo taka, która zdradzi. Powie zbyt wiele Brytyjczykom czy ogólnie światu. Ta specyficzna wspólnota wyzbyła się namiętności i ostatnio także Kościoła Adwentystów Dnia Siódmego, którego wyznawcy nie wierzą w piekło (bo mają je na co dzień?),a  modlitwy kierują tylko o zdrowie i deszcz. Porządku pilnują młodzi, zdrowi i silni Chłopcy. Stoją też na straży ciszy, by nikt nie poznał mrocznych tajemnic wyspy. Choćby tego, że gwałcą nieletnie kobiety. Dla nich kobieta to pochwa, a gwałt to zaspokojenie pragnienia, jak zaspokojenie głodu na przykład. To oni spowodowali, że Veronika wyemigrowała. Oni i im podobni mężczyźni skazani w spektakularnym procesie z 2004 roku wedle angielskiego prawa, sami zbudowali sobie więzienie, a wiele z oskarżających ich kobiet wycofało zeznania, bo choć gwałt udowodniony, nie nazwano go przestępstwem i nie dostrzeżono tego okrucieństwa, którego cień zauważył w płochliwym wzroku Veroniki Maciej Wasielewski.

Mikrospołeczność Pitcairn ma swoje priorytety i swoją moralność. Etyczne odniesienia do „tu i teraz” pozwalają na to, by z rzeczy okrutnych czynić normę. Jakże zaburzona jest ich percepcja świata, skoro ananasy nazywają jabłkami, bo ich przodkom chciało się skrócić angielską nazwę owocu, a na Pitcairn jabłka nie rosną? Tam ludzie mają własne definicje na sprawy, które reszta świata nazywa inaczej. Nie chcą ingerencji tego świata. Potrafią sami o siebie zadbać. Jednocześnie budują maleńką cywilizację strachu, w której jest zbyt wiele niedomówień i kłamstw. Nie ma między nimi agresji fizycznej, a jednak co jakiś czas sąsiad sąsiadowi podtruwa drzewa. To społeczność zależności – każdy każdemu coś jest winien. Przy obcych jednak należy milczeć. „Pitcairneńczycy są jak wielopokoleniowa rodzina zmuszona żyć w przyciasnym mieszkaniu – knują i zwalczają się po cichu”. Pytanie o to, czy zmniejszająca się populacja to dowód na to, iż w taki sposób żyć nie można i się nie chce, emigrując do świata wolności i swobody – mówienia i myślenia.

Uważam, że lekkim nadużyciem jest interpretowanie reportażu Macieja Wasielewskiego jako symbolicznej, alegorycznej nawet opowieści o ziemskim piekle tworzonym przez ludzi. Oczywiście, widać w tej historii coś, co wyraźnie poza czas i miejsce opisu wykracza. Widać także to, że autor opowiedział o konkretnych problemach konkretnego miejsca i ludzi doń przypisanych. Pitcairn to takie symboliczne więzienie, owszem. Z drugiej strony też przestrzeń, z której wielu nie chce się wydostać. I to nie jest metafora całego świata, lecz historia społeczności, która chce za wszelką cenę bronić swojej tożsamości; nawet takiej, jaka oparta jest na złych myślach i złych uczynkach. 

8 komentarzy:

nvs pisze...

Super recenzja. Gratuluję. ;) Książkę czytałem niedawno i zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Autor napisał świetny i jednocześnie przerażający reportaż. Wydawnictwo Czarne znowu dostaje ode mnie plusa.

Broken Boy pisze...

Jestem w trakcie lektury. Dla mnie to świetne psychologiczne studium współuzależnienia ofiary od sprawcy.

Marta pisze...

Czytałam o tej książce w Wyborczej. W komentarzach sporo osób udowodniło, że sporo rzeczy w tej książce jest mocno naciągane, że Pictarin wcale nie jest taka niedostępna i że autor robi z siebie wielkiego odkrywcę i bohatera w miejscu, gdzie dotrzeć może każdy : /

Broken Boy pisze...

Tego nie wiem. Mnie powalił sposób prowadzenia narracji i język. Polecam.

Anna M. pisze...

Słyszałam sporo o tej książce w Trójce u red. Nogasia. Bardzo mnie zaintrygowała ta pozycja. Zakupiłam. Przeczytałam. U mnie na plus. Ale bez fajerwerków, bo jednak wiele zostało już opowiedziane w wywiadzie. A o komentarzach dot. dostępności wyspy pierwsze słyszę. Można to gdzieś przeczytać?

Sketchbook Ani pisze...

Jestem swiezo po lekturze - zrobila na mnie ogromne wrazenie, bardzo mna wstrzasnela i wywolala lawine mysli. Bardzo dobry reportaz.

Sylwia P pisze...

Świetny reportaż. Wasilewski nie ocenia, w moim odczuciu -nie ubarwia- sam autor na końcu książki tłumaczy, że nie zamieścił wszystkich historii, które mu opowiedziano, a które dla niego były zbyt nieprawdopodobne( patrz koza. Mocna książka. Ciekawy wątek nienawiści do W Brytanii, która nie przeszkadza mieszańcom w korzystaniu z finansowania przez tenże kraj.

Anna Omiecińska pisze...

Dawno żadna książka mnie tak nie wciągnęła, a jednocześnie nie pozostawiła tak wiele śladów w głowie. Człowiek to najokrutniejsza istota na Ziemi.
http://pudelka-zapalek.blogspot.com/2015/03/jutro-przypynie-krolowa.html