Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2014-10-28

"Cesarzowa nocy. Historia Katarzyny Wielkiej" Ewa Stachniak

Wydawca: Znak

Data wydania: 13 października 2014

Liczba stron: 480

Tłumacz: Nina Dzierżawska

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Cena det: 36,90 zł

Tytuł recenzji: Samotność i determinacja

Pasjonująco opisać Polakom postać Katarzyny II Wielkiej, która nie funkcjonuje najlepiej w naszej świadomości społecznej - to na pewno wyzwanie. Ewa Stachniak próbuje już drugi raz. I może dlatego niezbyt jej wychodzi, ale przypuszczam, iż to nie kwestia tematu, lecz stylu kolejnej książki o carycy Katarzynie. "Cesarzowa nocy" to autorska fantazja o życiu kobiety, którą - to wiemy z licznych opracowań - na zawsze naznaczyły dwa ważne momenty w życiu. Mam na myśli relacje z apodyktyczną matką oraz Piotrem III, rosyjskim "rycerzem w miękkich pantoflach" - by zacytować Herberta. Dramaty młodego życia swej bohaterki Stachniak kreśli pospiesznie, bo chce w swej narracji skupić się na czasie, w którym Zofia z Zerbst już jako Katarzyna Wielka musiała mierzyć się z atmosferą nieufności wokół siebie i wejść w grę otaczających ją oszustów, maskując wszelkie słabości oraz wydobywając z siebie coraz to nowe pokłady determinacji. Wszystko po to, by wziąć losy imperium w swoje ręce i udowodnić, iż prawdziwą władzę w Rosji stymuluje nie wiara i kreowane przez nie lęki, lecz wiedza, czujność i świadomość własnej wartości.

Ewa Stachniak tworzy narrację, która jest okrutnie nieznośna nie tylko przez swój dydaktyzm i liczne sentencje, jakie okraszają sceny z życia rosyjskiej carycy. Sentencjonalność stylu bardzo uwiera od początku do końca; wydaje się, jakby z fabularyzowanej biografii kobiety rzadko kiedy skłonnej do sentymentalizmu, tworzyła się przesłodzona historia zmuszająca do zastanowienia się nad tym, czy aby na pewno mamy tu do czynienia z rzeczą gdzieś z górnej półki. Odnosi się wrażenie, iż od początku do końca dawane jest nam do zrozumienia, że najważniejsze, co powinniśmy śledzić, to sercowe rozterki Katarzyny Wielkiej, albowiem deficyt prawdziwej miłości był zawsze naczelnym problemem w jej życiu. Życiu przecież bardzo skomplikowanym, w którym młoda Zofia nie została nauczona miłości. Nie odczuła jej ani od kostycznej matki, po której - zdaje się sugerować Stachniak - odziedziczyła niezdrowe przyzwyczajenie do częstej zmiany kochanków. Nawet namiastki miłości nie dał jej Piotr III. W sypialni wykorzystywał żonę do swych papierowych musztr i do obserwacji tego, w jaki sposób jego zabawy żołnierzykami imitowały wojny. Przyszła caryca najpierw zderza się ze stygmatyzowaniem oschłej matki, potem z odrzuceniem nie tylko w alkowie, ale na każdym możliwym poziomie porozumienia z równie młodym jak ona partnerem. Traktowana przez matkę Piotra jak chodzący inkubator, który nie spełnia swojej roli, dojrzewa do zemsty za brak czułości. Nauczy się determinacji przez wypieranie bolesnych wspomnień i na przekór rodzącym się uczuciom, jakie zawsze były deficytowe w jej życiu. Tak, Katarzyna II Wielka nie zaznała w życiu prawdziwej miłości, ale nie to chyba było jej największym dramatem wbrew temu, co sugeruje "Cesarzowa nocy".

Największym problemem bohaterki Stachniak było wychodzenie gdzieś do przodu poza czas, w jakim przyszło jej żyć. Niezwykle dyskretnie i gdzieś na marginesie portretowany jest w tej narracji problem osadzenia dalekowzroczności oraz inteligencji Katarzyny Wielkiej w sprawach prozaicznych i przesyconych szarością perspektywy dnia dzisiejszego. Szkoda. Tym bardziej, że wszystkie tezy Ewy Stachniak uwypuklone zostają już w pierwszej części książki, w związku z tym brnięcie do końca to nie tyle oczekiwanie na oczywiste, co bolesne poczucie rozmycia się dość ważnych kwestii na rzecz portretowania kolejnych scen z życia wielkiej carycy, która spogląda uważnie wokół, wojuje i osiąga rozejmy, modernizuje życie Rosji i zaznacza ją coraz wyraźniej na europejskiej mapie. Stachniak wydaje się zaniedbywać niezwykle istotny wątek - coraz trudniejszych relacji Katarzyny ze swoim synem, który odebrany jej tuż po urodzeniu, kształtowany był w duchu i manierach niezgodnych z tymi, jakie planowałaby dla niego matka. Paweł pogrąża się w coraz większej niechęci do Katarzyny, a ta zdaje się odrzucać emocjonalnie dziecko zaraz po tym, gdy zabierają jej Pawła i czynią z niego mężczyznę na wzór niezgodny z tym, jak męskość postrzega caryca. Z czasem projektuje wizje przyszłego rządzenia Rosją przez wnuka, na którego przenosi nigdy nie spełnioną miłość do syna. Ten wątek - gdyby został rozbudowany - uczyniłby książkę Stachniak dużo bardziej sugestywną i chyba głębszą także, bo mimo wszystko czyta się "Cesarzową nocy" jak literaturę rozrywkową.

To, co jeszcze może irytować, to pomieszanie patosu z nieznośną pretensjonalnością w ukazywaniu ostatnich chwil życia Katarzyny Wielkiej. Książkę otwiera scena pogrzebu i sugestia, że oto syn carycy stara się wymazać 34 lata rządów matki, bo na jej sumieniu są grzechy, jakich nie jest w stanie wybaczyć. Potem - w podziale niczym z klasycznego dramatu scenicznego - obserwujemy ostatnie godziny, gdzie rażona apopleksją bohaterka próbuje walczyć o resztki życia, gdy ciało odmawia posłuszeństwa, a umysł nadal funkcjonuje i analizuje wszystko wokół. Przedłużająca się w nieskończoność scena umierania staje się afektowana i męczy okrutnie. Jest coś w stylu pisania Ewy Stachniak, co ustawicznie z kwestii dramatycznych i egzystencjalnie głębokich czyni podwórkowy jarmark z maskami klaunów odgrywających swe smutne role.

"Cesarzowa nocy" to także książka, w której narastająca dynamika akcji staje się z czasem wymuszona. Są momenty, gdzie szczególnie widać, iż całość to fantazja autorki podparta faktami, do jakich ona sama czasem odnosi się niejednoznacznie. Fantazja nad wyraz sentymentalna. Trudno zachować równowagę, gdy chce się opisywać zdeterminowane do granic możliwości życie imperatorowej, która doskonale zdawała sobie sprawę z faktu, iż tron jest samotny miejscem i opisać jednocześnie skomplikowaną sferę jej uczuć, do jakich dostępu broniła prawie wszystkim i na temat której można dzisiaj jedynie snuć domysły.

Powieść Ewy Stachniak to mimo wszystko świadectwo uważnego zanurzenia się w faktach; ta książka jest przekonująco osadzona w rosyjskich realiach XVIII wieku. Autorka doskonale przygotowała się do napisania tej historii i nawet to, o czym wszyscy wiemy, spod jej pióra zdaje się opowiadaniem jedynym w swoim rodzaju. Bardzo jednak żałuję, że odkrywanie tej książki kończy się tak szybko i zbyt szybko wdziera się niecierpliwość podczas dalszej lektury. Jest to niewątpliwie wyraźna powieść o walce wewnętrznej, przekraczaniu niemożliwych granic, o wiecznym niespełnieniu (także seksualnym) oraz erudycji wykraczającej poza czas i miejsce. Katarzyna II Wielka w prozie Stachniak to kolekcjonerka rzeczy, książek, wspomnień i kochanków. Stoi się wciąż gdzieś obok niej. Zda się, że to rzecz o portretowaniu czegoś niemożliwego. To tak jak z życiem Katarzyny. "Jak pogodzić ogień z wodą? Jak pływać sitem po morzu? Kiedy jesteś carycą, próbujesz". Ewa Stachniak próbuje stworzyć bohaterkę z krwi i kości, ognistą wewnątrz i skamieniałą na zewnątrz. Wciąż jednak pozostajemy z zagadką tego, jaka była naprawdę imperatorowa Rosji. Także z niedosytem, iż ta powieść nie porusza wyobraźni tak bardzo, jak być może chciałaby to zrobić.

Brak komentarzy: