Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2014-10-25

"Okna" Anna Arno

Wydawca: Fundacja Zeszytów Literackich

Data wydania: 30 września 2014

Liczba stron: 100

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Cena det: 25 zł

Tytuł recenzji: Ślady istnienia

Niewielka rzecz niezwykłej urody i smaku. Chciałoby się takie książki nosić wciąż gdzieś przy sobie. Chciałoby się spotykać na swej drodze tak bacznych obserwatorów rzeczywistości jak Anna Arno. W jednym z opowiadań zbioru jest mowa o pewnym niezbyt udanym obrazie, którego autor ma problemy z pokazywaniem przestrzeni. Arno wychodzi ta sztuka znakomicie. Wykorzystując metaforę okiennej perspektywy i portretując przestrzeń, młoda wiekiem pisarka przygląda się temu, co z definicji stare, z przekonania bezużyteczne i z reguły niepotrzebne. "Okna" to podzielona na poetyckie fragmenty historia o tym, w jaki sposób świadomie należy wychodzić poza samego siebie. W jaki sposób ze świata zewnętrznego czerpać nie tyle inspiracje, co odnajdywać subtelnie wyłaniające się z niego odbicia duszy - wrażliwej, czujnej, uważnej i stęsknionej za wszelkimi przejawami życia, ale także symptomami śmierci oraz odchodzenia, którym nikt nie chce się przyglądać.

Pamiętacie, w jaki sposób rzeczywistość widzieli "straszni mieszczanie" Juliana Tuwima? "Że dom... Że Stasiek... że koń... że drzewo". Anna Arno wymienia i łączy elementy, które nieco metafizycznie przetwarza w materię znaczeń, jakich nie dostrzegamy. W jej opowiadaniach jest bliskość i oddalenie. Wielki szacunek, ogromna sympatia, baczność i szczera ciekawość. A także niepokój. Bo wszystko widziane z okna duszy wydaje się bliskie tylko wtedy, kiedy ujrzymy w tym znamię efemeryczności. Arno zatrzymuje tymczasowość w słowach. Usiłuje oddać nieznośne czasem napięcie między tym, co tworzy trudny do ogarnięcia świat zewnętrzny a naszymi jednostkowymi odczuciami. Napięcie owo kreuje się też między znakiem a jego znaczeniem, między elementem obserwowanym a refleksją wynikającą z obserwacji. "Okna" odsłaniają dwie perspektywy - tę bliską, oswojoną i tę daleką, gdzie jest się spragnionym nowych bodźców pielgrzymem, odpornym na upływ czasu, w tym upływie zatrzymującym fragmenty warte zatrzymania.

To książka o odnajdowaniu porządku w mnogości. Chociaż wydawca umieścił na okładce kilka kluczowych myśli zbioru, w moim odczuciu zabrakło tej zapisanej gdzieś być może w pośpiechu, w oddaleniu od własnego, krakowskiego okna, skąd widać więcej niż można sobie wyobrazić. "Nadmiar rzeczy, od których pęka świat. Nadmiar pogardzonych rzeczy, zbyt wiele świata, w którym poruszam się pomiędzy, zawsze na granicach". Anna Arno oswaja wielość bodźców, sama jednocześnie konfrontując się z wrażeniem ich przyciągania. Jest obok niej zbyt wiele rzeczy, ludzi, zbyt wiele zdarzeń, barw czy dźwięków. Tylko pozornie. Bo "Okna" są niezwykłą opowieścią o tym, jak wiele śladów pozostawia w nas życie i jak trudno o tych śladach jest napisać. Arno obserwuje, ale przede wszystkim porządkuje w wyobraźni to wszystko, czemu los i mijający czas odbierają jakąkolwiek formę uporządkowania.

W pierwszej części książki jesteśmy w Krakowie. Mieście, w jakim szczęśliwi mogą poczuć się ponoć tylko Amerykanie. Mieście skwerów, starych kamienic, starszych ludzi, zgrzytających tramwajów i przygód z nimi związanych. Arno podgląda wszystko to, co nie zdążyło się zasłonić przed wzrokiem innych. Podąża swoim tropem, zbierając ślady krakowskiego istnienia, krakowskiej melancholii. Pisarka jest uważna wobec rzeczy małych, gdyż tylko one interesują ją naprawdę. To wielki ukłon nie tyle w stronę kalejdoskopowej codzienności, co w kierunku wszystkiego przepadającego nam na co dzień bez śladu. Kraków wydaje się spokojny i uporządkowany, jeśli porównamy zapiski pierwszej części książki do tego, co znajdziemy potem - opisu mnogości i nieuważności świata zwiedzanego i podpatrywanego z ciekawością kogoś z dala. Tkwi w mieście Arno jednak dużo kontrastów, z jakimi mierzyć się może tylko baczny obserwator, zestawiający na przykład cud kwitnienia z powagą nieruchomych mogił.

Jest też sporo o różnego rodzaju końcach i odejściach. Niezwykła wrażliwość w opisywaniu wiekowych ludzi. Dla nich nikt już nie ma czasu, chociaż sami mają go dla siebie w nadmiarze. Starość w opowieściach Anny Arno przyjmuje różne kształty, ale za każdym razem obcowanie z nią daje odrobinę metafizycznej przyjemności. "Okna" pozwalają spojrzeć na rzeczy i ludzi nikomu już niepotrzebnych. Obok tych zapadniętych w sobie, którzy nie szukają już kontaktu z otoczeniem, znajdziemy melancholijny i rozpaczliwy nieco obrazek starych książek, jakich nikt już nie chce kupować. Niewielu chce przejmować historie innych, z jakimi wiążą się używane przedmioty. Anna Arno wchłania w siebie życie z zewnątrz w każdej, najbardziej nawet niedostrzegalnej dla innych formie. Autorskie zachłanne i rozpaczliwe niekiedy domaganie się pozaokiennych widoków jest podyktowane determinacją, by nie zapaść się w sobie i nie pozostawić świata bez refleksji.

A ten daleki świat może mieć kolor magenty. Może być nasycony maskami i ludźmi, którzy chowają się w fałszywych życiorysach. Może smakować orientalnie albo kusić egzotycznymi wizjami czegoś, co bliskie, lecz nieoswojone. "Okna" to piękna opowieść o możliwościach spoglądania na świat - ten bliski nam oraz daleki, zupełnie odległy i fascynujący inaczej niż przyległa kamienica, sąsiedzkie kłótnie za ścianą, niezauważone śmierci i porzucane po nich domy, które trzeba wywietrzyć z przeszłości. Anna Arno zdaje się wspierać swą podglądającą wszystko i wszystkich sąsiadkę. Chorą, bo "ma astmę, chore serce i niewydolność krążenia". Podgląda wbrew wszystkiemu. Widzi, ale nie dostrzega już uważnie. Trzeba jej pomóc...

W tych krótkich narracjach mieści się też duży kontrast między egzystencjalnym dramatem żegnania się ze światem a jego ciekawością, która czasem wzrasta odwrotnie proporcjonalnie do czasu, w jakim można świat oglądać. "Okna" są zapiskami fragmentów życia wewnętrznego, które z wielką ochotą chce się znaleźć na zewnątrz. Niezwykła jest wrażliwość w opowieściach Anny Arno. Niezwykle prosta, a jednocześnie wyraźnie wieloznaczna metafora okna, jaką się posługuje, funkcjonuje w tym zbiorze znakomicie. To książka, która uczy spoglądania w głąb siebie - pozbawionego skłonności do egoizmu czy narcyzmu. I wszystko po to, by przechytrzyć czas. Na pohybel zapomnieniu. Na złość życiu, które zaciera kontury i nie pozwala się widzieć wyraźnie w szczegółach.

1 komentarz:

5000lib pisze...

Do Arno się zniechęciłam.Niestety.