Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2014-11-28

"Przebudzenie" Stephen King

Wydawca: Prószyński i S-ka

Data wydania: 13 listopada 2014

Liczba stron: 536

Tłumacz: Tomasz Wilusz

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Cena det: 42 zł

Tytuł recenzji: Wyjść poza śmierć

Mary Shelley, Bram Stoker i H.P. Lovecraft - oni między innymi, a przede wszystkim ten ostatni, stają się patronami najnowszej powieści Stephena Kinga. Autor "Joylandu" - która to książka wspomniana jest na kartach "Przebudzenia" - pisze coraz bardziej realistycznie i dlatego bliżej mi do niego z każdą nową rzeczą. Nawet z tą, w której otwiera przerażającą przestrzeń zaświatów, o jakich zawsze podświadomie myślimy z lękiem, ale po przeczytaniu tej powieści lęk przerodzi się w przerażenie, a śmierć postrzegać będziemy jako szczególnie potworny koniec. Czym jest bowiem śmierć? Co kryje się za nią? King zadaje odwieczne pytania ludzkości o to, czy cokolwiek czeka nas gdzieś w innym wymiarze. Ukazuje także złożony problem niepogodzenia się z odejściami bliskich i z faktem, że życie ludzkie często idzie w parze z cierpieniem. Balastem, jaki chcielibyśmy oddać komuś, kto skutecznie go odbierze. Za wszelką cenę.

Miłośnicy ekscentryczności Kinga nie będą zawiedzeni, bo chociaż "Przebudzenie" jest w dużej mierze powieścią obyczajową, wykracza poza swą realistyczną warstwę i niepokoi dużo bardziej niż bestsellerowe horrory autora. Czy nowa książka to horror? Mamy tu elementy powieści grozy, romantyczne troski, dramaty i pragnienia poznania tego, co Niemożliwe. Mamy tajemnicę głównego bohatera strzeżoną niemal do ostatniego rozdziału. Jest w "Przebudzeniu" dużo o tym, co dzieje się z człowiekiem, który traci wiarę w boga, nie znika w nim jednak potrzeba odkrywania i odczuwania jakiejś transcendencji, niewyjaśnionej tajemnicy. Bolesne doświadczenia stają się traumą na całe życie i każdy z bohaterów tej historii mierzy się z nimi na różne sposoby. Niektórzy obsesyjnie powracają do tych momentów, które okrutnie naznaczyły ich życie. Inni starają się od nich oderwać. Mamy tu dwie czytelne historie pierwszego planu - opowieść o spełnionym życiu ocalonym od piekła nałogu i o piekle istnienia po dramatycznej utracie wszystkiego, co pozwalało zachować równowagę, a teraz ciągnie jedynie ku szaleństwu. Szaleństwem jest bowiem odkrywanie tajemnicy śmierci. Tym bardziej gdy na tej drodze poświęca się innych, nie czując z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia.

Słoneczne lato, 1962 rok. Prowincjonalna mieścina w stanie Maine. Nad sześcioletnim Jamiem Mortonem pojawia się cień, który już nigdy go nie opuści. Stoi nad nim młody pastor miejscowego Kościoła Metodystycznego, uśmiechając się i pomagając malcowi w formowaniu szyku żołnierzyków, jakimi Jamie toczy bój o wszystko. Taki sam bój stoczą razem blisko pół wieku później, ale żaden z nich na razie o tym nie wie. Otrzymujemy kilka sielskich obrazków z dzieciństwa w naiwnej, choć niepotrzebnie nadużywającej sentencji narracji. Im więcej czasu upłynie, tym więcej będzie w niej wyrw i pęknięć. Bo Jamie Morton przeżywa piękną młodość, ale nic nie zapowiada momentu, w jakim - tak jak pastor Charles - upadnie, pogrążając się w upiornym świecie własnej imaginacji.

Tymczasem Charles Jacobs wraz z piękną żoną i uroczym synkiem rewitalizuje niejako Harlow. Wierni chętnie przychodzą do kościoła, młodzi na czwartkowe spotkania metodystów. Jacobs ma charyzmę i styl. Młodość oraz świeżość imponują każdemu. Rodzina Charlesa to byt idealny - wzbudza fascynację i zachwyt. Jeden niespodziewany gest od losu pogrąży wielebnego w rozpaczy. Odrzucony przez społeczność Harlow - niespotykane okrucieństwo małomiasteczkowe, które najpierw wielbi, a porzuca natychmiast, gdy ktoś rozsadza ciasne ramy światopoglądu miejscowych - znika z Maine, ale jego prawdziwa podróż ku samozagładzie dopiero się rozpoczyna. Uzależniony od heroiny Jamie, bez życiowych perspektyw i na skraju upadku, spotka Charlesa wtedy, gdy będzie potrzebne przebudzenie. Oto bowiem coś się dzieje w warsztacie West Tulsa w Oklahomie. Oto Jamie, pogrążony w rozpaczy i narkotykowym nałogu, rozpoczyna nowe życie. Tak jak setki innych, których były pastor już w roli charyzmatycznego kuglarza uzdrawia za pomocą fal elektrycznych.

Czym okupione jest uzdrowienie? Jakie skutki uboczne niesie w sobie ten cud, o jakim trudno opowiadać wszystkim, którzy go doświadczyli? Ile wdzięczności a zarazem lęku kryje się w ludziach, jakim los na drodze postawił tak okrutnie doświadczonego przez życie Jacobsa, co wyrzekł się boga, ale wciąż się na niego powołuje? Jamie zaczyna odkrywać, że tam, w Oklahomie, wydarzyło się coś, co na zawsze połączy go z pastorem. Mortonem będzie kierować także fatalna ciekawość. To ona każe mu otworzyć oczy naprawdę. Ona spowoduje, że dozna olśnień, o jakich Jakobs marzył całe życie.

King dość sprytnie wychodzi od kryzysu wiary i ukazuje reakcję małego miasteczka na manifest ateizmu. Przecież - jak pisze - "Jankesi traktują religię poważnie". Okaże się, że z równie wielką powagą podchodzą do szeregu rodzaju niewyjaśnionych cudów i uzdrowień, a tego, który przeklął Boga, po latach wielbią na równi z nim. "Przebudzenie" to gorączkowa podróż przez całe niemal Stany Zjednoczone. Wszędzie ludzie pragną w gruncie rzeczy tego samego i jeśli nie rekompensuje im tego wiara w boga, są w stanie uwierzyć we wszystko. Tym bardziej że cuda dzieją się naprawdę. Co się za nimi kryje? Jaka jest cena wyzwolenia od bolesnych schorzeń? Jaką cenę płaci Jacobs za to, iż nie może rozstać się z tymi, których odebrała mu śmierć?

Spektakularny finał powieści jest tym, na co czeka się w napięciu. To napięcie zbudowane jest po mistrzowsku i naprawdę zadziwia fakt, iż pisarz tak bardzo płodny, wciąż zaskakuje i nigdy nie pozwala na to, by przewidzieć rozwój akcji czy końcowe przesłanie. Tym razem autor "Pana Mercedesa" sięgnie do tajemnych i niebezpiecznych ksiąg, przywoła tytuły znane od lat i niezmiennie wywołujące przerażenie. Fabuła "Przebudzenia" gra przede wszystkim na nieświadomości czytelnika. Z nią i każdym rodzajem niepewności bohaterowie tej powieści mierzą się w dramatyczny sposób. Świat przedstawiony najnowszej rzeczy Kinga to przede wszystkim świat ludzi stających przed zagadką zrozumienia tego, czego nie da objąć się rozumem. Były wielebny Jacobs chce wykroczyć poza granice człowieczeństwa, aby zrozumieć. Konsekwencji nie można przewidzieć. "Przebudzenie" porusza nas w bardzo dobrym stylu. To nie tylko opowieść o przerażającym świecie, którego nie jesteśmy świadomi. To przede wszystkim powieść o utratach i próbach rekompensowania braków. O wielkiej roli muzyki w życiu człowieka. O miłości, przywiązaniu i o losie, który doświadcza nas często bardziej niż innych, stawiając w niemym zdumieniu, bo niby dlaczego to my mamy być tymi doświadczonymi najokrutniej?

3 komentarze:

dragonfly pisze...

Dzięki za szczerą, przychylną recenzję. Po dziurki w nosie mam krytyków literackich wieszających psy na Kingu, że tylko do pociągu lub w ogóle najlepiej po kryjomu. Ja Kinga niezwykle cenię za warsztat. Za to że od wieków dostarcza mi wrażeń, może nie tak samo intensywnych jak dwadzieścia lat temu, ale nikt z nas w końcu nie odbiera literatury już tak jak wtedy, gdy miał się 16 lat. W każdym razie King nadal "daje radę".

Alicya Rivard pisze...

Wspaniała książka. Czytałam z zapartym tchem. Przebudzenie jest jak błyskawica, która uderza niespodziewanie pozostawiając po sobie zgliszcza i oddalające się echo fundamentalnych pytań.

Piotr Wysocki pisze...

Przyznam, że spodziewałem się nieco innego finału. Jakiego, tego nie napisze, żeby nie spojlerować, ale zaskoczenie było. Nie uważam jednak, by to był najbardziej niepokojący czy przerażający finisz historii Kinga. Kilka elementów mi zgrzytało, jednak ostatecznie Przebudzenie oceniam pozytywnie :-) Wczoraj zresztą co nieco napisałem o książce u siebie :-)