Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2015-10-31

"Król kebabów i inne zderzenia polsko-obce" Marta Mazuś

Wydawca: Wielka Litera

Data wydania: 30 września 2015

Liczba stron: 256

Oprawa: twarda

Cena det.: 34,90 zł

Tytuł recenzji: Prawdziwe spotkania

Na temat polskiego podejścia do wielokulturowości oraz o tym, czego Polacy nie chcieliby się o niej dowiedzieć, napisano już setki artykułów i esejów krytycznych, w związku z tym tematycznie książka Marty Mazuś nie proponuje nam niczego nowego. Tylko czy na pewno? Dynamiczne reportaże świadczą o wyostrzonym słuchu. O takiej umiejętności rozmawiania z ludźmi, która obnaża rozmówcę naprawdę. Mazuś pozwala na swobodny tok wypowiedzi i otrzymujemy dzięki temu teksty stworzone przez strumienie świadomości. Te najczęściej chaotyczne, ale i pełne lęku oraz gniewu. Bo cudzoziemcy w Polsce nie mają łatwo i wszyscy o tym doskonale wiemy.

"Król kebabów i inne zderzenia polsko-obce" to przede wszystkim książka o różnorodnych spotkaniach. Jak wspomina cytowana z debaty pracownica uniwersytetu: "Różnice znikają, jeśli ludzie zaczynają się spotykać i ze sobą rozmawiać". To dla jednych proste, dla drugich niezwykle skomplikowane. Spotkanie i rozmowa dla autorki książki były konieczne. To nie jest zbiór reportaży, na podstawie którego wyrobimy sobie zdanie o polskim podejściu do imigrantów i o ich pozycji w naszym kraju. To przede wszystkim publikacja mająca na celu ukazanie w złożonej formie problemu inności funkcjonującej jako coś tymczasowego. Ogromny procent uchodźców z różnych powodów nie osiedla się na stałe w Polsce. Znaczący procent Polaków nie ma elementarnej wiedzy o osobie z innego kręgu kulturowego czy religijnego. W związku z tym podczas spotkań opisanych przez Mazuś jest śmiesznie, straszno, przygnębiająco i nostalgicznie. Te narracje rozpięte są gdzieś między lękami a ciekawością. Między różnymi rodzajami uprzedzeń a nadziejami. Kontrasty ukazane są groteskowo i mrocznie. Za każdym razem z tym reporterskim sznytem, który pozwala na dostrzeganie szczegółów, o jakich nie myśli rozmówca, gdy przełamie barierę oporu i pochyli się nad kimś innym.

Może jednak warto czegoś uczyć się od obcych? Może przydałaby nam się ukraińska sumienność, gruzińska determinacja, romska pomysłowość czy albańska przystosowawczość? Losy opisane w tych reportażach to świadectwa dramatów rozgrywających się podczas zderzenia mentalności - imigranckiej, wydobytej z innej kultury, uwarunkowań i przekonań oraz tej polskiej, tak doskonale obojętnej nowemu. Jedna z rozmówczyń Mazuś wyraźnie podkreśla, że w Polakach tkwi ta postsowiecka tendencja nieprzyjmowania na siebie odpowiedzialności. To system warunkuje przekonania i od niego zależy los imigrantów. Wydaje się, że żaden z nas nie chce osobiście być odpowiedzialny za to, w jaki sposób obcy jest traktowany i jakie warunki do życia się mu proponuje.

Ta książka zwraca uwagę na to, że imperatywem dla imigranta nie jest wyłącznie praca, zarobkowanie, zdobywanie pieniędzy, osadzanie się na obcym gruncie poprzez gromadzenie. To zbiór opowieści o tęsknotach i o nadziejach. O tym, że do obcego kraju trafia osoba ukształtowana przez okoliczności, dla których zdecydowała się na wyjazd, przemieszczenie się. To zwykle konkretne tragiczne biografie, których nie da się zwerbalizować. To także żal, gdy podjęło się trudną decyzję, i pustka świadomości, że często nie ma dokąd wracać. Polska sama w sobie jest krajem kontrastów i absurdów. To także groźny kraj i jeden z tekstów, formalnie będący pójściem na łatwiznę i kopiujący jedno z dyszących nienawiścią forów, uzmysławia nam, z kim na różnych etapach imigracji mogą mieć do czynienia inni.

Funkcjonująca w świadomości rzekomo tolerancyjnych Polaków idea wielokulturowości jest mocno wybiórcza i karykaturalna. To tak jakby otwarcie było możliwe tylko w stosunku do określonej grupy imigrantów. Jeden z rozmówców Mazuś dość karykaturalnie puentuje to, w jaki sposób w Polsce oswaja się z różnorodnością. "Wielokulturowość oznacza otwarcie szeroko i z radością drzwi, nawet jeśli stoi przed nimi Czeczen lub Cygan". "Nawet" jest bardzo znaczące... Ci, którym się nie otwiera albo z lękiem jedynie uchyla symboliczne drzwi, muszą sobie radzić samodzielnie. Tak jak nauczył ich kraj, z którego przybyli. O tym są przede wszystkim relacje z tej publikacji. Takie bez cenzury poprawności politycznej i niewątpliwie skomplikowane. Nie jest tak, że darzymy sympatią albo bezpośrednio odrzucamy tych, z którymi Marta Mazuś się spotkała. Tkwimy gdzieś między groźnymi przejawami nacjonalizmu a trudem pojęcia realiów życia w kraju, który wciąż nie radzi sobie z tolerancją i akceptacją i gdzie np. "inny dzidziuś" w wózku rodzi trwogę oraz zwiększa dystans. Są słowa i pojęcia, których w polskim języku do końca nie doprecyzowaliśmy. Są także takie określenia imigrantów, dla których nie ma odpowiednika w polszczyźnie. Pojawia się więc lingwistyczna banicja, a za nią czają się ksenofobia i rasizm.

"Król kebabów i inne zderzenia polsko-obce" to jednak książka budująca, bo wskazująca drogi, na których ludzka przedsiębiorczość umożliwia spełnienie i satysfakcję z osiąganych celów. Nie chodzi tylko o losy tytułowego tureckiego króla. To książka o tym, że czasami trzeba się latami wprawiać w samotności, by dostosować do porządku, w którym nie zabierało się głosu, nie przejmowało inicjatywy. Marta Mazuś pokazuje te wszystkie możliwości, które wykorzystali w Polsce obcokrajowcy, bo Polacy nie byli nimi zainteresowani. Część reportaży opisuje trud życia, ale i umiejętność dostosowania oczekiwań w taki sposób, by stopniowo osiągać założone cele. Nie ma wyraźnego podziału na "my" i "oni", choć niektórzy bohaterowie tych opowieści bardzo chcieliby takiej opozycji na stałe. Granice tkwią przede wszystkim w świadomości; autorka tej książki stara się je nakreślić, czasami bezwstydnie obnażyć, zawsze jednak empatycznie punktować to, co trudne w relacjach polsko-obcych. To, co czyni nas śmiesznymi i wyjątkowo groźnymi dla siebie. Mazuś wskazuje parę lekcji tolerancji i kilka udanych projektów, dzięki którym umożliwiono obcokrajowcom godny pobyt w Polsce. Warto też wczytać się w te reportaże, by poznać kilka definicji owej godności. Także zjawiska takiego jak tymczasowość.

Opisane konflikty i kontrowersyjne wypowiedzi świadczą o dynamicznym tyglu. Inny oswaja swoją obcość, a Polak testuje granice wytrzymałości na obcowanie z innością, ale także granice swojej własnej tolerancji. To reportaże o tych namiastkach wolności, które zrodzić się mogą tylko wówczas, gdy uda się oddalić uprzedzenia. Marta Mazuś pisze także o głęboko ludzkim szacunku do życia, do możliwości jego kreowania wedle własnych wyobrażeń i o statusie człowieka - bez względu na kraj pochodzenia, stopień bogactwa, sytuację rodzinną czy wyznanie. Książka poszerzająca perspektywę i stawiająca sporo pytań. Bardzo wartościowy zbiór tekstów o niezwykłych spotkaniach zwykłych dla siebie ludzi.

Brak komentarzy: