Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2015-10-28

"Uległość" Michel Houellebecq

Wydawca: W.A.B.

Data wydania: 23 września 2015

Liczba stron: 286

Tłumacz: Beata Geppert

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Cena det.: 39,99 zł

Tytuł recenzji: Fobie i fantazje

Omówienia nowej powieści Michela Houellebecqa doszczętnie rujnują przyjemność lektury, odnosząc się do rozwiązania finałowego. Nie ma nic prostszego niż wyrobienie sobie zdania o tej książce na podstawie noty wydawniczej i przeczytania ostatniej strony, bo będzie to pewna zamknięta całość. Mnie "Uległość" rozczarowała - mimo świetnego tłumaczenia. To, co zawiera, powoduje niebezpieczne pęknięcie napompowanego balonu akcji promocyjnej. Otrzymujemy bowiem rzecz bardzo statyczną, przewidywalną i momentami nudną. Historię, w której kryje się wszystko to, co znamy z dotychczasowej twórczości pisarza - egzystencjalna degradacja ludzkości i człowieka, spora doza dekadencji, prostytutki, choroby ciała, niechęć do ludzkości i samotność będąca stanem sumiennie wypracowanym latami. "Uległość" jest książką polityczną i ideologiczną. Autor "Mapy i terytorium" bawi się w mrocznego wizjonera, wykorzystując ludzkie lęki oraz stereotypowe myślenie, religię czyniąc orężem walki o nową rzeczywistość i balansując na granicy dobrego smaku, gdy przemyca kolejne, wtórne już teorie o upadku europejskiej cywilizacji.

Najlepiej czytać tę nową narrację jako rzecz o emocjonalnym i intelektualnym związku z Jorisem-Karlem Huysmansem. Narrator poświęcił mu obszerną pracę doktorską i nigdy tak naprawdę nie uwolnił się od wpływu tego pisarza. Czytamy o recepcji jego dzieł wiek później - okazuje się, że wiele poruszanych tematów i kilka sygnalizowanych idei można odnaleźć we współczesnym świecie. Rozdarty między potrzebą intelektualnego kontaktu z duchowym przewodnikiem a czasem, w którym jako wykładowca akademicki musi radzić sobie z rzeczywistością samodzielnie, bohater "Uległości" wyraża intymne przekonanie o tym, że Huysmans był jego jedynym przyjacielem w życiu, a podążanie śladami twórcy to jedynie odwzorowanie w gruncie rzeczy nijakiego życia, które wiódł na przełomie minionych wieków francuski skandalista.

Są jeszcze istotne rozważania o tym, czym jest literatura. To zaznaczanie swojej obecności. Czasem po to, by późny wnuk mógł wędrować śladami, nazywając rzeczywistość za pomocą zbioru pojęć używanych przez poprzednika. W tym znaczeniu "Uległość" przypomina prozę konfesyjną. Akcentuje związki literatury i biografii twórcy na tyle silnie, że przerzuca odpowiedzialność za czyny współczesnego człowieka na kogoś, kto stał się wzorem pracy naukowej i komu pozostaje się wiernym, unikając jednocześnie konfrontacji z samym sobą, swoją wolą i tożsamością. Bo czterdziestoczteroletni François tkwi w rozpaczliwej pustce światopoglądowej, kiedy opuściwszy na zawsze bliskiego mu Huysmansa, stara się za wszelką cenę utrzymać z nim emocjonalny kontakt. To nie tylko przewodnik po skomplikowanym świecie wokół, ale przede wszystkim gwarant pewnego ładu, gdy wszystko powiedziane i uczynione będzie bezpieczną kopią. Źródłem satysfakcji i momentem, w którym stabilizuje się rzeczywistość niebezpiecznie odbiegająca od oczekiwań z powodu obecności na scenie politycznej Bractwa Muzułmańskiego i wygranej w wyborach prezydenckich jej lidera.

Polityka szarpie tą narracją, prowadząc ją na manowce. Mamy 2022 rok, a niepokoje społeczne we Francji wyzwalają widmo wojny domowej, któremu ulega z lękiem także profesor Sorbony, tkwiący gdzieś na marginesie życia. François jest bezwolny wobec rewolucyjnych zmian, a ich wykładnię przedstawiają jego znajomi, snując teorie spisków i budując mroczne scenariusze złożone z mniej lub bardziej prawdopodobnych tez. Zarówno zwycięski nowy prezydent, jak i polityczne siły francuskie znajdują się gdzieś na uboczu. W centrum życia głównego bohatera jest tylko przejmująca pustka bycia osobnym i tkwienia w poczuciu pogardy dla ludzkości. François nie bierze spraw w swoje ręce. Nie głosuje w dniu wyborów. Jest obojętny na przemoc oraz zaskakujące wszystkich zmiany wokół. Woli uciekać - dosłownie i wewnętrznie. Tymczasem scena polityczna się trzęsie, a rządy obejmuje islamski prezydent. Okazuje się, że zmiany polityczne dotykają w znacznej mierze środowisko akademickie. Muzułmanie podkreślają priorytet demografii. Współczesna Francja to bowiem kraj, w którym jakakolwiek silniejsza więź rodzinna jest już anachronizmem. Bolesnym symbolem rozpadu rodziny są losy samego François - jedynaka pozbawionego na własne życzenie kontaktu z rodzicami, bezrefleksyjnie przyjmującego po latach śmierć jednego, a potem drugiego. Nowe oblicze edukacji ma umożliwić prokreację, albowiem kobiety będą stopniowo odsuwane od kolejnych dziedzin życia, by rodzić, wychowywać, być podległymi. Wydatki na edukację zostaną obniżone. Zamiast niej stawiać się będzie na duchowość i kult tradycji. Islam przybiera szaty polityczne. Religia staje się w gruncie rzeczy polityką i nie można już przejść obok niej obojętnie. Nawet wycofany François musi podjąć decyzję dużo istotniejszą niż ta, które z hinduskich gotowych dań odgrzać w mikrofalówce. Musi zdecydować, czy nowy ład społeczny i fasada państwa wyznaniowego dadzą mu możliwości spokojnej egzystencji, której nauczył się z dziełami Huysmansa i umiejętnością flirtowania dla zatuszowania emocjonalnej pustki. Jego finałowa decyzja okaże się jedyną, jaką świadomie podejmuje, i to dzięki temu zatrze się szarzyzna jego nijakości, dostosowawczości i udawania prawdziwego życia.

Houellebecq po raz kolejny rozprawia się z ontologiczną i egzystencjalną samotnością człowieka oddalonego od transcendencji i skupionego na doznaniach zmysłowych, gwarantowanych przez przypadkowe akty seksualne, coraz trudniejsze do przeżycia w zmieniającej się rzeczywistości politycznej. François uosabia taką wewnętrzną destabilizację idącą w parze z destabilizacją Francji i całej Europy. Nowa rzeczywistość to dyktat obcej Europie religii. To miejsce, w którym układ sił się zmienia, a dofinansowania państw Zatoki Perskiej usprawniają funkcjonowanie tych instytucji, które popadły w pewien letarg, osobliwy marazm. Michel Houellebecq opowiada o trudnej kondycji Starego Kontynentu, wybierając osobliwe narzędzie - tym razem będzie to wizja przyszłości oraz widmo dyktatu religii, wobec której Europejczyk nie jest już w stanie zachować dystansu. "Uległość" jest natrętnie dydaktyczna, momentami duszna od teorii spisków oraz wizji, jakie roztaczane są przed głównym bohaterem. Nie ma w tej powieści dynamizmu, nie ma elementu zaskoczenia. Są powtarzane do znudzenia motywy i ten sam irytujący typ bohatera prowadzącego, który wcześniej zmuszał do refleksji i stanowił pewną nową jakość, dziś jednak chodzi w znoszonych spodniach, jest wyjątkowo nieatrakcyjny i czuć od niego powiew wczorajszości, wcześniejszych książek francuskiego pisarza. Skądinąd ciekawy pomysł na powieść realizowany jest monotonnie i bez iskry. Zastosowany zabieg antycypacji, czyli poznawanie tyrady światopoglądowej poprzedzającej zmianę w rzeczywistości, to jedyne, co skutecznie przyciąga do lektury.

Czyta się "Uległość" szybko, ale z poczuciem niedosytu. Houellebecq niewiele nowego ma nam do powiedzenia. Motyw wykorzystania islamu jako straszaka ze świata przyszłości to niezbyt dobry, choć skuteczny promocyjnie zabieg. Pozostaje jeszcze niepokojąca refleksja o tym, że świat przedstawiony każdej powieści francuskiego pisarza zdaje się zatopiony przez niego samego w odmętach beznadziei, zaskakująco prężnie się z nich wydobywając, by zapowiadać kolejną książkę. Tym razem rzecz o smutnym świecie przyszłości, który cechuje bierność, boleśnie wykorzystana przez islam.

1 komentarz:

Przemek pisze...

Podpisuję się pod Twoją recenzją. Sam pisząc o "Mapie i terytorium" wróżyłem, że kolejną książką Houellebecqa będzie zbiór bajek dla dzieci. Nadal uważam, że byłoby to lepsze niż wtórna poglądowo "Uległość". Szkoda trochę. Pozdrowienia! Przemek