Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2016-09-23

"Szpagat" Joanna Chojnacka

Wydawca: Czwarta Strona

Data wydania: 28 września 2016

Liczba stron: 462

Oprawa: twarda

Cena det.: 39,90 zł

Tytuł recenzji: O mężczyźnie

Przed czterema laty ukazała się nieco prześmiewcza i ironiczna książka Piotra Adamczyka „Pożądanie mieszka w szafie” o kryzysie męskości. Jej główny bohater był zagubiony w świecie własnych przeżyć, dużo więcej fantazjował niż działał. Był zabawny, ale i tragiczny. Groteskowy, lecz jednocześnie przejmująco samotny. Konwencja książki kazała mi klasyfikować ją jako rodzaj literatury typu „chick-lit” dla mężczyzn. Zaskakująco dojrzały debiut Joanny Chojnackiej jest jakby mrocznym rewersem powieści Adamczyka. Jego bohater nie fantazjuje o kobietach, on je zdobywa – jedną po drugiej. Męskie rozterki mają charakter egzystencjalny, ale są śmiertelnie poważne. Męska melancholia połączona ze specyficznym rodzajem mizantropii oraz megalomanii daje nam powieść, która początkowo może być męcząca. Szpagat” to rzeczywiście książka jak najbardziej na poważnie. O stanie ducha mężczyzny w średnim wieku, który zdaje sobie sprawę z tego, że utracił wszystko to, co najlepsze, a teraz obsesyjnie zbiera jakieś okruchy pamięci, karmi się przeszłością, boleśnie zawikłany w czas teraźniejszy – przygnębiony i zagubiony, bez szans na odmianę losu. Czy jednak „Szpagat” to powieść o męskim utyskiwaniu, dumie i wstydzie? Niekoniecznie. Zaskakujące są dojrzałość, empatia i wyobraźnia autorki. Przecież tę rzecz napisała kobieta! Tymczasem każdy czytający mężczyzna pochyli się nad powieścią z zadumą, czasem oniemiały, świadomy tego, że czyta o własnych bolączkach. Jesteśmy w świecie, w którym męskość ukazana jest w swej wstydliwej bolesności. To są przywary, ale jednocześnie takie cechy charakteru, które determinują i szowinizm, i typowo męski cynizm, i bliskie przeżyciom wiecznego chłopca poczucie wyjątkowości oraz tego, że należne jest to czułe przytulenie, zatrzymanie świata wokół, skupienie uwagi otoczenia na sobie i podkreślenie własnej wyjątkowości.

Rzecz rozgrywa się w dość odległej przeszłości, ale trudno jednoznacznie określić ramy czasowe. To z pewnością lata pięćdziesiąte minionego stulecia. Pojawia się wzmianka o Kiepurze czy o pierwszym wydaniu „Dziennika Telewizyjnego”. To czas, w którym Warszawa już chyba całkowicie podniosła się z wojennej pożogi, choć co rusz znajdują się miejsca ciągłej odbudowy. Aleksander Biernacki – bohater „Szpagatu” – wojnę przeżył w bezpiecznym oddaleniu. Cieszył się angielską prowincją, gdy jego brat walczył z Niemcami w powstaniu. Nawiązał odpowiednie kontakty i pokochał język angielski. Stał się tłumaczem oraz wykładowcą, który spogląda na studentów z wyższością i rozczarowaniem. Nie na takie młode powojenne pokolenie liczył. Nie tak miał wyglądać jego świat. Aleksander przeżył burzliwy związek, a obecnie stara się rekompensować jego stratę, wdając się w kolejne romanse. Jest strategiem fatalnego zauroczenia. Nigdy nie spełnia się to, o czym marzy. Za seksualną przyjemnością nie stoi satysfakcja. Żadna też trwała relacja. Wszystko, co trwałe, uległo degradacji. Bohater Chojnackiej wspomina istotne wydarzenia z przeszłości, które – w taki czy inny sposób – prowadzą do jednej ze smutniejszych scen, czyli do oczekiwania pod kinem Moskwa, z niewręczonymi kwiatami, z tym wiecznym próżnym wypatrywaniem tej, która już nigdy nie przyjdzie.

Rodzina jest w „Szpagacie” jednocześnie miejscem opresji i dramatu oraz czymś, co wytwarza wyjątkowe, chociaż trudne więzy. Kostyczny ojciec we wspomnieniach Aleksandra jawi się jako człowiek, z którym zbudowanie jakiejkolwiek bliskości było niemożliwe. Matka jest niczym cień. Była obecna, ale trudno określić wagę tej obecności teraz, kiedy mężczyźnie pozostają tylko rodzinne wspomnienia przełamane smutkiem i złością. Jest przy nim córka. Mieszka z nim. Właściwie to chciałby mieć syna i bardzo ubolewa nad tym, że go nie spłodził. Syn rozumiałby go lepiej, byłby prawdziwą ostoją. Ojciec trwa w przekonaniu, iż Elżbieta winna jest mu wdzięczność za to, jak ją wychował. Tymczasem obserwujemy narastające konflikty między nimi. Jest pewna płaszczyzna porozumienia, ale jednocześnie nawarstwiają się antagonizmy. Wszystko tkwi w przeszłości. W czasie, w którym doszło do ruiny pewnych więzi. Gdy związek przestał być nim formalnie i gdy Aleksander pozostał sam ze swoim poczuciem pustki, życiową goryczą i trudną do przełknięcia samotnością. Chojnacka opowiada o człowieku, który rozpaczliwie poszukuje w życiu spokoju. O męskiej bezradności, którą trzeba skrywać gdzieś w sobie, bo otoczenie musi widzieć mężczyznę dumnie wyprostowanego – świadomego swoich błędów, ale niekoniecznie skłonnego do ich naprawiania. Aleksander gra zatem zdobywcę, dla którego świat jest frontem wojennym. Wywalczył sobie wszystko, co miał, i to wszystko mu odebrano. Wraz z nim poszukujemy przyczyn tych wszystkich nieszczęść, z którymi się boryka, i zdajemy sobie sprawę z tego, że świat widziany oczyma Aleksandra to nie jest świat prawdziwy. Joanna Chojnacka tak buduje swoją narrację, że jej bohatera na początku nie darzymy sympatią. Irytuje i sprawia, że chce się odłożyć książkę. Intryguje nieco później. Otwiera się przed nami odmienny wymiar postrzegania rzeczywistości, gdy Aleksander przestaje już udawać, staje się szczery – przede wszystkim względem siebie samego.

„Szpagat” to opowieść o udręce pamiętania, o bardzo bolesnych relacjach i konsekwencjach pewnych działań, które miały na celu nie to, do czego doprowadziły. Zaskakujące są zwroty akcji oraz odkrywanie kolejnych toksycznych zależności, w których tkwią bohaterowie książki. Joanna Chojnacka tworzy z jednej strony prozę bardzo statyczną, stonowaną, przepełnioną melancholią i chwilami przewidywalną. To jednak tylko pozory. Pod powierzchnią uporządkowanych w pamięci zdarzeń czai się chaos emocji. Dlatego „Szpagat” to książka o dosłownej konfrontacji ze światem. Konfrontacji wszystkimi zmysłami. Także o tym, co złego możemy sobie uczynić, kiedy zaczniemy mieć do świata pretensje o to, o co nigdy nie powinniśmy ich mieć, bo sporo wydarzyło się głównie dzięki nam. Przez nas. Aleksander przeklina pewne gesty, sytuacje, niewłaściwe decyzje. Jednocześnie musi stale mierzyć się z konsekwencjami tego, co zrobił, i tego, co w odwecie jemu zrobiono. Czego chce? Stabilizacji i pewności, że jest jakaś celowość w życiu. Być może też wysłuchania. Jedynym wiernym słuchaczem jest sąsiad alkoholik, dla którego opowieści Aleksandra są słowami z jakby innego wymiaru. Czy znajdzie się coś albo pojawi ktoś, kto zmieni optykę bohatera „Szpagatu”? Do czego zmierzają jego wnikliwe dywagacje, drobiazgowe analizy, obsesyjne wizje i wnioski, które utrudniają mu życie? Myślę, że jest to opowieść o pewnym specyficznym rodzaju wrażliwości przeznaczona także dla specyficznych czytelników. Takich, którzy czytają bez zniecierpliwienia i są w stanie zrozumieć, w jaki sposób z błahego na pozór wydarzenia może się zrodzić w świadomości ludzkiej egzystencjalny dramat.

Joanna Chojnacka opowiada o tym, że nie można w życiu wciąż uciekać. Od wspomnień, od samego siebie. Nie można żyć tylko fragmentarycznie. Nie warto walczyć o przeszłość, która odeszła na zawsze. Kobiece pióro, męska perspektywa. Powieść dramatyczna, a jednocześnie niosąca nadzieję. Studium mizantropii i megalomanii, ale także tęsknoty za szczęściem. Pasjonujące, choć bolesne i chwilami trudne do przyswojenia. „Szpagat” to także niezwykle interesująca próba wejścia w świat przeżyć drugiej płci. Chojnackiej nie wystarczy założenie spodni i domalowanie sobie wąsów. Ona penetruje świat męskich przeżyć z zaskakującą uwagą, przenikliwością i dokładnością.


PATRONAT MEDIALNY

Brak komentarzy: