Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2012-08-26

"Pożądanie mieszka w szafie" Piotr Adamczyk

Jaki jest Piotr Adamczyk, każdy zobaczy! TEN Adamczyk, nie jakiś tam od roli papieża. Samotnik z wyboru, a może konieczności. Nieszczęśliwy romantyk, poeta grafoman, niemęski men, który ma jednak siłę! I to jaką! Każda z kobiet, która mu się przyjrzy, odnajdzie w nim to, czego być może sama szuka. Prawdopodobnie ucieknie od takiego stendhalowskiego lustra, ale na pewno pomyśli. Nad sobą. Nad życiem. Nad tym, że nie ma sensu gonić ideałów, tylko warto idealizować to, co się ma.

„Pożądanie mieszka w szafie” to taki „chick-lit” w męskim wydaniu. Tyle tylko, że książka Piotra Adamczyka, wrocławskiego dziennikarza, bynajmniej nie tylko zabawie ma służyć. To dość przejmująca opowieść o facecie, który nie jest taki jak inni. Jacy są inni w uproszczeniu? „Normalni mężczyźni marzą o blondynkach z piersiami jak dwa balony i o sobie z twarzą między tymi balonami albo i z czym innym nawet”. Bohater być może pogmerałbym tu i ówdzie, przekopując się przez kobiece krągłości – czy to naturalne, czy to, od biedy, silikonowe. Nie dane mu to jednak, więc stara się pocieszyć tym, co ma. A co ma? Wciąż żywą w pamięci i idealnie nieidealną miłość do Marysi Jezus, której kiedyś pokazał, jak wygląda świat miłosnych uniesień, tak mu teraz obcy i daleki. Traumatyczne dzieciństwo w domu dziecka z pierwszą życiową mentorką, panią nocną, dzięki której pozna zasady rządzące światem, ale potem je sobie zweryfikuje. Co jeszcze? Ma psa, puste mieszkanie, ideały w głowie i etat w gazecie, która chce się upodobnić do hipermarketu – zarówno formą, jak i treścią swoich artykułów. Poza tym ma marzenia, pragnienia i lubi się schować w szafie. Tak, w szafie. Jej przestrzeń będzie bardzo istotna, bo to przecież miejsce, gdzie mieszkają zwykle kobiece pragnienia i tam właśnie, z bardzo męskimi, chce się ukryć nasz mężczyzna.

To podręcznik męskości w stanie uwiądu. Tej rzeczywistej także, bowiem poczytamy o tym, jak niemiłosiernie kwestionowane są wszelkie pojęcia opisujące męskie przyrodzenie, którym bohater książki nie ma się przed kim chwalić. To poradnik dla wszystkich kobiet, które nie są w stanie zrozumieć, czego doświadcza samotny, czterdziestoletni mężczyzna. Kim on jest? Co mu nie wyszło? Dlaczego każda, wcześniej czy później chce go wymienić na „lepszy model”? Co tkwi w głowie faceta niespełnionego, a dojrzałego dojrzałością trudną i bolesną? „Pożądanie mieszka w szafie” to słodko – gorzki zapis traumy doświadczania samego siebie przez pryzmat życiowych porażek. W świecie, w którym kobiety okazują się być górą, bohater Adamczyka wcale nie chce być na dole. Nic to, że mu trudno. Nawet wejście do szafy lepsze niż codzienne upokorzenia – w szpitalu, na ulicy, w sypialni, w redakcyjnym pokoju. Ale on łatwo się nie poddaje i chce pokazać, iż mężczyzna zawsze i wszędzie da sobie radę. Choćby nie wiem jak bardzo jego kobiety pokazywały mu, że lepiej z szafy nie wychodzić i się łudzić. Będzie dobrze! – chce krzyknąć Adamczyk. I to właśnie taka książka. O niepoprawnym optymizmie na przekór. O tym, że kobiety mogą niszczyć, ale i dają siłę. I że bez nich świat byłby jak tożsamość, której nie można sobie wygooglować.

Mężczyzna Adamczyka to na pewno bardziej samotny onanista niż zdobywca. Onanista z aspiracjami jednak. Poszukuje w kobiecie czegoś wyjątkowego i nie zadowala się drobiazgami. Wspomniana Marysia Jezus to może bardziej idea niż kobieta z krwi i kości, ale i obok takich narrator książki potrafi przejść dzielnie. O ile wcześniej nie wpadnie w miłosne sidła. Takie zastanawia na niego między innymi Magdalena. Dziewczyna na początku pracuje w hipermarkecie, by błyskawicznie zrobić wielką karierę, wynająć apartamentowiec, stać się neuromarketerką (cokolwiek to znaczy) i zastawiać sidła na dwóch facetów naraz. Nim bohater książki Adamczyka zorientuje się, iż Magdalena nim manipuluje, jest już trochę za późno, ale nigdy aż tak, by nie tupnąć nogą i nie powiedzieć „dość”. Podryw na Monrovię i Holuellebecqa okazuje się niewystarczający, bo Magdalena – pragnąca budować w domu ściany z książek – wilgotnieje, czytając pretensjonalnego Coelho lub też każe mu widzieć głębię w neurotycznym pisaniu Elfriede Jelinek. Magda jest źródłem cierpienia, ale i nowych doświadczeń, dzięki którym narrator stanie na nogi. Pomoże mu w tym także tajemnicza Miriam, autorka maili wysyłanych z jakiejś światłowodowej próżni, ale jednocześnie bratnia dusza; przy niej jest po prostu łatwiej.

Nie jest przecież łatwo romantykowi, który popada w neurozy, a w swojej redakcji jest ceniony tylko wówczas, kiedy Google wyświetli po wbiciu w klawiaturę jego nazwiska więcej wskazań niż kierujących do TEGO Adamczyka – aktora, ściągającego powszechną uwagę. Bohater „Pożądania” wplącze się w aferę z procą i wentylami; da upust swojej złości dla zidiociałego świata bez zwartości, a tym samym dokona aktu oczyszczenia samego siebie i zrozumie, że jego imię i nazwisko naprawdę brzmi dumnie; jest mężczyzną, którego może brzmieć jeszcze bardziej dumnie niż nazwisko znanego aktora.

Podobno zakupy – jak wspomina autor – są wizytówką samotnego faceta. Niekoniecznie chętnie zagląda się do koszyka z jego zakupami. Na pewno ciekawsza będzie lektura książki, w której męska samotność wieku średniego jest atutem. Nic to, że trochę nasz bohater przypomina Adasia Miauczyńskiego i trudno mu dopasować się do idiotyzmu świata wokół. W żadnej, najbardziej nawet trudnej sytuacji łóżkowej – kiedy dostaje kosza od miłości TAMTEGO Adamczyka, która to jego oczekuje w łóżku po serii internetowych gier ze strony TEGO Piotra – nasz bohater nie złoży broni, nie będzie biernie przyjmował porażek. Przekuwa je na mądrości życiowe. I tych jest sporo w tej książce. Czasami banały, niekiedy truizmy. No i co z tego? Ważne że podane na literackiej tacy z wielkim poczuciem humoru i umiejętnością spojrzenia na samego siebie w krzywym zwierciadle. Takie jest „Pożądanie mieszka w szafie” – smutne i zabawne zarazem, ale bardzo autoironiczne i prawdziwe. Samotni mężczyźni koło czterdziestki! To książka dla wszystkich bab, które was opuściły. Przeczytają i pożałują. Ale nie wracajcie do nich. Bądźcie jak Piotr Adamczyk. TEN Adamczyk, a nie tamten od papieża.

Wydawnictwo Dobra Literatura, 2012

5 komentarzy:

matylda_ab pisze...

Czyli też zauważasz, że to "chick-lit”. :) I stwierdzasz, że bohater to "niemęski men" - znaczy zniewieściały facet - bardzo trafne określenie.
"Każda z kobiet, która mu się przyjrzy, odnajdzie w nim to, czego być może sama szuka." - No ja wątpię, aby kobiety szukały wiecznie napalonego seksoholika. :)
No i taka myśl mnie naszła: w pewnym wieku większość mężczyzn marzy tylko o tym, by...

Jarosław Czechowicz pisze...

Matylda, ale Ty sobie interpretujesz wszystko pod siebie :D Pozdrawiam!

Simon pisze...

Interesujące, powiedziałbym nawet, że bardzo. Myślę, że w takim wizerunku jaki tu opisujesz, autora/bohatera, mógłby coś z siebie odnaleźć każdy mężczyzna, nawet ten spełniony na każdym polu(to w ogóle możliwe?). I każdy chyba powinien coś takiego przeczytać.

Adam Trepner pisze...

Może to ci się spodoba:
http://z-zycia-gimnazjalisty.blogspot.com/2012/07/rozdzia-i.html
albo to:
http://me-cd-lt.blogspot.com/

Maya pisze...

Niesamowite jak recenzja tej książki napisana przez mężczyznę różni od recenzji kobiet. ;)
Całkiem inne spojrzenie, inny poziom zrozumienia i interpretacji.