Nowość

Nowość
Patronat medialny "Krytycznym okiem"

2016-11-26

"Mischling, czyli kundel" Affinity Konar

Wydawca: Prószyński i S-ka

Data wydania: 8 listopada 2016

Liczba stron: 416

Przekład: Agnieszka B. Ciepłowska

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Cena det.: 39,90 zł

Tytuł recenzji: Zagłada i nieśmiertelność

Po lekturze „Silva rerum” Kristiny Sabaliauskaitė chciałem przeczytać kolejną ważną powieść o tragizmie dwoistości bliźniąt naznaczonych cierpieniem i koniecznością dokonywania tragicznych wyborów życiowych. Doczekałem się takiej książki. Affinity Konar stworzyła wojenną opowieść o tym, jak zło tego świata wdziera się między istoty złączone ze sobą więzią, dla której będą gotowe poświęcić bardzo wiele. Bo Stusia i Perła Zamorskie to organizm, na którym bestialskie eksperymenty przeprowadza nie tylko Josef Mengele w Auschwitz. Bliźniaczki Konar uosabiają przekonanie, że dwie perspektywy oglądu rzeczywistości mogą pomóc tę rzeczywistość lepiej zrozumieć. W tej historii podwójność spojona w jedno będzie miała kilka znaczeń. „Mischling, czyli kundel” to nie tylko dwie uzupełniające się narracje. To także dwie części powieści – jedna obrazuje piekło, druga ukazuje trud wydobycia się z niego. Dwunastolatki skulone w wagonie bydlęcym żegnają tę część świata, którą potem – w zimie 1945 roku, pośród krwi w śniegu i bolesnego doświadczania odzyskanej wolności – będą musiały odbudować. Osobno. W oddaleniu. Wciąż na nowo wspominając tę drugą. Tę, która być może musiała unieść więcej, by jedna z nich stała się nieśmiertelna.

Affinity Konar nie może się zdecydować, czym formalnie ma być ta powieść. Naturalistycznym opisem okrucieństw w przestrzeni Zoo Mengelego, w której bohaterki nie doświadczają innych odcieni zła obozu koncentracyjnego, ale jednocześnie przechodzą coraz to nowe poziomy ekstremalnych przeżyć? Poetycką opowieścią o dwoistości, która pozwala bliźniaczkom podzielić się przeżywanym cierpieniem? Może to specyficzna powieść drogi, w której nie liczy się to, co przeżyte, lecz to, w jaki sposób odbudować strukturę świata i samego siebie po tym, gdy umarło się już na kilka sposobów, a mimo wszystko wciąż jest się w świecie bezkompromisowego odchodzenia i gwałtownych pożegnań? Fragmenty, w których Konar próbuje poetyzować, stają się nieco afektowane. Autorka chce pozostawić przestrzeń niedopowiedzenia tam, gdzie obrazy działają najsilniej, gdzie nie ma miejsca na kilka interpretacji, gdzie wszystko osadzone jest w ponurej dychotomii istnienia wbrew nadziei i śmierci wbrew godności umierania. „Mischling, czyli kundel” to specyficzna powieść inicjacyjna i jedna z tych historii wojennych, które muszą dać odpowiedź na pytanie o to, jak ponownie pokochać świat, w którym wydarzyło się tak wiele zła, tak wiele brutalnych śmierci. Myślę, że pisanie Konar stara się oddać kruchość i niepewność oczywistego stwierdzenia, że przecież nasze życie należy do nas. Istnienie bliźniaczek jest zagarniane nie tylko przez Mengelego. Obie będą zmuszone się rozstać. Żyć samodzielnie. Pożegnać tę część siebie, w której miały siłę przetrwania. Zmierzyć się nie tyle z okrucieństwem wojny, ile przede wszystkim z bezkompromisowością czasu tuż po wojnie.

Stusia i Perła przybywają do Auschwitz wtedy, kiedy komory gazowe i krematoria działają już pełną parą. Proces zabijania wchodzi w makabryczną rutynę. One dwie staną się eksperymentami. Obie wiedzą, że muszą udowodnić, iż nie tylko nimi się stają. Wbrew temu, co się dzieje wokół. Siedemnastoletnia Bruna, która uczy dziewczynki przetrwania w nieludzkich warunkach, na zawsze pozostanie tylko eksperymentem. Przetrwanie zależy od przypadku. Bliskość ma obronić przed wszechogarniającym złem. Złem świata, w którym widzimy siwego chłopca, dziewczynki odzierające z ubrań zwłoki czy dzieci bawiące się w kopanie grobów. Nowym bogiem świata przełamanych wartości staje się cyniczny wujaszek Mengele. On decyduje o wszystkim – o formach dalszego życia i formach umierania. Stusia i Perła zostaną skonfrontowane z takim ogromem cierpienia, w którym zanika gdzieś nadzieja, że mama i zajde wrócą do nich. Że one same kiedykolwiek oddane zostaną życiu. Że Zoo kiedyś się skończy i że nieśmiertelność stanie się faktem. Tymczasem ze stygmatem szkarłatnego krzyża na plecach muszą walczyć o intymną relację. Mentalne różnice między bliźniaczkami wpłyną też na to, w jaki sposób dziewczynki przyswajają sobie wszechobecne zło. Relacje zaczną się komplikować, a w pewnym momencie Stusia zrozumie, że Perła zniknęła. Konar przedstawi studium tęsknoty oraz poczucia winy. Wszystko w scenerii pochodów śmierci – wyzwolonych, a jednocześnie odartych z godności uciekinierów, którym przestrzeń wyzwolonego obozu da początek nowej, trudnej drogi. Drogi ku życiu i ponownemu jego akceptowaniu.

Affinity Konar próbuje znaleźć odpowiedź na pytanie, kim stajemy się, doświadczając takiego ogromu zła, jaki stał się udziałem bliźniaczek. Trudno określić, która część powieści jest bardziej wstrząsająca. Ta, w której dziewczynki usiłują zachować godność i trwać obok siebie mimo okaleczeń – te emocjonalne wydają się bardziej nie do zniesienia niż fizyczne? Może jednak ta, w której wędrują, przyswajając sobie świat po katastrofie? Oddalone, niepewne, zagubione i nieszczęśliwe. Stusię pcha do przodu chęć zemsty. Nie tylko ta dziecinna, która pozwala uwierzyć w to, że będzie można zemścić się na samym Mengele. Także inna, wzbierająca goryczą. Co z Perłą? Czy przetrwała? Przecież Stusia widzi ją w wielu mijanych osobach na swojej drodze. Nie może jednak dojrzeć siebie, bo wraz z siostrą znikła pewność, znikło poczucie bezpieczeństwa. Podzieliły się wszystkim, co złe. Nawet czas i przeżycia starały się przyjąć na równi, tak by druga nie ugięła się pod ciężarem doświadczeń. Tymczasem Konar pokazuje bolesną bliskość, w której każde ekstremalne doświadczenie zapisuje się w obu pamięciach. Jedna z tych pamięci będzie pałać chęcią zemsty, druga będzie usiłowała zapomnieć.

Nasuwają się pytania o to, co i w jaki sposób bliźniaczki chcą w sobie ocalić. Czy mogą zaprzeczyć złu, którego doświadczyły, czy też muszą przyjąć jego istnienie w sobie, te bolesne i wieczne ślady po Auschwitz. Affinity Konar stawia swoje młode bohaterki przed ekstremalnymi sytuacjami, w których najważniejsza będzie duchowa autonomia. To, by nie dać dostępu do siebie wszystkiemu, co wpłynie na rozpad więzi, na destrukcję świadomości. A przecież Zamorskie są dziewczynkami, one dopiero kształtują swoją tożsamość. Nie mogą ochronić się przed złem i przemocą, ale mogą te wszystkie traumatyczne doświadczenia przekuć w pewną siłę. Czy znajdą ją w sobie, kiedy los je rozdzieli?

Konar pisze przejmująco. Perspektywa opisu dziecka dynamicznie kontrastuje w swej naiwności, ciekawości i niedowierzaniu z tym, czego dokonują przesyceni już złem dorośli. Ta opowieść nie obrazuje kruchości ludzkiego istnienia. Ona ujawnia pokłady zła, z którymi człowiek musi się zmierzyć, i konsekwencje zatarcia w świecie granic między tym, co dozwolone i niemożliwe. Autorka przeciwstawia symboliczną nieśmiertelność zagładzie. Powieść ta, wgryzająca się gdzieś głęboko w świadomość czytelnika, pokazuje proste mechanizmy tej zagłady i dużo bardziej skomplikowane mechanizmy ratowania się przed duchowym unicestwieniem. To również kolejna z odważnych książek mówiących o tym, co zaczyna się w momencie końca wojny, i o tym, że ten koniec może dla niektórych nigdy nie nadejść. Momentami wstrząsająca proza, która zabiera oddech i nadzieję. Symboliczna. O chaosie i próbach wydobycia się z niego. O woli przetrwania, przywiązaniu i miłości.

Brak komentarzy: