2018-07-23

„Historia przemocy” Édouard Louis


Wydawca: Pauza

Data wydania: 8 sierpnia 2018

Liczba stron: 192

Przekład: Joanna Polachowska

Oprawa: miękka ze skrzydełkami

Cena det.: 39,90 zł

Tytuł recenzji: Konfrontacje

„Historia przemocy” to kolejna po „Naszym chłopaku” mała powieść o wielkim wydźwięku zaproponowana przez Wydawnictwo Pauza. Czyta się Édouarda Louisa z takim samym poczuciem jak w przypadku książki Daniela Magariela – chciałoby się jak najszybciej z tym, co napisane, pożegnać, a jednak wszystko pozostanie, skumuluje się potem, urośnie do wielkich rozmiarów i będzie paraliżować swoją bezkompromisowością i okrucieństwem. Francuski prozaik podejmuje się tematu specyficznej i bardzo skomplikowanej w swej wymowie konfrontacji ofiary i oprawcy. Analizuje nie tyle sam akt przemocy, ile wynikające z niego konsekwencje. Proponuje mroczną podróż do świadomości człowieka naznaczonego okrucieństwem na zawsze. Wraz z nim naznaczonego także strachem i wszystkim, co ten strach później wywoła. Ile doznanej przemocy zostanie w nas na zawsze? Jak będziemy bronić się przed tym, by nie dawać jej dostępu do naszych emocji? Co możemy zrobić z bezbronnością wobec aktu przemocy i w jaki sposób jego doświadczenie ukształtuje nasze dalsze spojrzenie na życie? To tylko kilka z ważnych pytań, jakie stawia hipnotyzująca i mroczna powieść Édouarda Louisa. Przykuwa uwagę tym bardziej, że jest autobiograficzna. Wychodzimy jednak poza zdarzenia zrekonstruowane tutaj w dynamicznej, niezwykle sugestywnej frazie. Pytanie zasadnicze to pytanie o to, z czym musimy żyć i w jaki sposób dokonujemy wyborów po tym, gdy ktoś na naszej drodze brutalnie zdecyduje za nas.

Nie wiemy, co się stało, ale bacznie przyglądamy się konsekwencjom minionych zdarzeń. Bohater powieści kompulsywnie usuwa ślady obecności oprawcy w mieszkaniu. Obsesyjnie walczy z każdym śladem po nim, także z zapachem. I zaczyna mówić. Słowa nie tyle oddają dramat, ile przede wszystkim są wyrazem kompletnej bezradności, kiedy w języku – podstawowym narzędziu wyrażania siebie – pojawia się bariera, niemożność opisania emocji, nieadekwatność narzędzia opisu do tego, co musi zostać opisane. Nieprzypadkowo zatem powieść przybiera formę rekonstrukcji wydarzeń, ale sięga nie tylko do świeżego dramatu bohatera, przywołuje także jego przeszłość i formy opresji, z którymi zmagał się dużo wcześniej przed tą najtrudniejszą konfrontacją z oprawcą zmieniającym całe jego dalsze życie.

A życie narratora to specyficzne separowanie się od wszystkiego, z czym kojarzy mu się rodzinna prowincja. Zawężone horyzonty myślowe. Niemożność pełnego wyrażenia siebie. Bycie stygmatyzowanym za seksualne wybory. Ostateczny wybór jest jasny – Paryż i wszelkie możliwości, jakie daje. Poszukiwanie wolności w nowym towarzystwie, budowanie na nowo własnej tożsamości, zacieranie śladów… po samym sobie. To ostatnie nie jest do końca możliwe. Nieprzypadkowo o dramatycznych wydarzeniach wigilijnej nocy – mającej oczywiście także znaczenie w rozumieniu tego, że akurat ten wieczór zbliża ofiarę i oprawcę – opowiada mężowi siostra bohatera. Filtruje emocjonalną relację brata przez uporządkowany system własnych przekonań i sądów o tym, jak postępujemy. Ta podwójna perspektywa jest tu bardzo ważna, bo powieść jest przez to bardziej sugestywna. Édouard Louis chce bowiem sportretować, w jaki sposób jedno graniczne w życiu bohatera doświadczenie widzą różni ludzie. Percepcja czytelnicza wyostrza się, ale ostatecznie jest postawiona wobec konfrontacji ze strachem. To o nim w dużej mierze będzie ta opowieść. O traumach i uprzedzeniach, jakie wydobywają się ze zdarzenia na zawsze zmieniającego bieg życia. Takiego, którego każdy z nas chciałby uniknąć. Tu stanie się bliskim świadkiem – przemocy, przerażenia, bezradności i bezkompromisowości ciągu dalszego, kiedy pozostaje już tylko pamięć, jej specyficzne porządkowanie, nieudolne próby przywracania harmonii, proponowanie zrozumienia czegoś, co nigdy nie zostanie zrozumiane…

Ofiarę i oprawcę połączy żądza, ale także to naznaczenie uprzedzeniami otoczenia. Będziemy mieli do czynienia z ludźmi zmagającymi się z pewnym odium, za które nie są odpowiedzialni, bo wytworzone zostało przez relacje międzyludzkie obok nich. Louis próbuje wskazać, od czego i w jaki sposób w życiu uciekamy, a jednocześnie przestrzec przed chaotycznością tych ucieczek, która może doprowadzić do spotkania, a następnie konfrontacji opisanych w „Historii przemocy”. Niezwykłe jest to, jak autor wydobywa z nas ciekawość obu postaci. Widzimy, kto komu robi krzywdę, ale rozmyślamy też o motywach postępowania. Jednego i drugiego zagubionego człowieka. Obu zestawionych ze sobą z ogromnym pokładem różnych od siebie emocji. Są też wspólne. Jest niebezpieczna atmosfera bliskości, która doprowadza do tragedii. I są konsekwencje przejęte przez ofiarę. Bolesny balast nie tyle wspomnień, ile przede wszystkim asocjacji raz na zawsze rujnujących spokój. Gdy język staje się bezradny wobec wyrażania rozpaczy i chaosu, emocje budują swój własny kod przekazu. Niewiarygodne, do jakich wniosków i przekonań sytuacja wymykająca się spod kontroli może doprowadzić na długo po tym, kiedy stanie się już tylko mroczną historią.

Édouard Louis świetnie dobiera tonację i wymiar frazy do trudu retrospekcji, wobec których wspominający wciąż na nowo staje w pewnej formie bezradności. Ta skondensowana w treści opowieść jest przejmującym świadectwem tego, w jaki sposób tytułowa przemoc eskaluje, jakie zgliszcza emocjonalne po sobie pozostawia i jak uniemożliwia odbudowanie siebie sprzed jej uderzenia. Anatomia przemocy proponowana przez francuskiego pisarza to przede wszystkim zaskakująco wrażliwa na detale fantazja o tym, w jaki sposób doświadczenie zła ze strony drugiego człowieka może wedrzeć się pod skórę. Louis opowiada o tym, że przemoc ma niesamowitą siłę mnożenia się, pojawiania się w formach i rejestrach myśli, jakie nigdy by nam nie przyszły do głowy. Jest jak złośliwy nowotwór, który nie odpuszcza, atakując kolejne zdrowe tkanki. Jest przekleństwem, bo wydobywa się ze zła i zmusza człowieka do konfrontacji ze złem prywatnym, w najwyższym stopniu destrukcyjnym. Dlatego chciałoby się jak najszybciej oderwać od opisywanej opowieści, ale doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że niemożliwe jest niemyślenie o niej. Ludzkie okrucieństwo wydobywa się z bezradności i bezsilności, ale nabiera znaczenia i siły, bo jest czymś niebywale stygmatyzującym. Ta paryska opowieść rozpoczyna się od pewnej niefrasobliwości. Potem następuje czyn. Dopiero później fraza Louisa dotyka najmocniej. Przemoc ma siłę rozprzestrzeniania się. Jest wyjątkowo groźna, jeśli jej wspomnienie stanie się obsesją.

Jest to jedna z mocniej zapadających w pamięć narracji o poszukiwaniach pełnych niepewności oraz o niepewności odnalezienia się tam, gdzie los zmusza do najtrudniejszej z konfrontacji. Prawdziwego zderzenia z samym sobą. Z tym, jak wiele można unieść, jak wiele znieść i jak łatwo poddać się zwątpieniu. Zwłaszcza wówczas, gdy nic nie jest pewne i stałe. Po granicznym doświadczeniu może stać się tylko bólem i uprzedzeniem. Louis opowiada o tym, jak jeden wieczór może zrujnować światopogląd i poczucie bezpieczeństwa. Także pewność tego, kim chcemy być po doświadczeniu rujnującym nas zawsze najdotkliwiej, po doświadczeniu przemocy.


PATRONAT MEDIALNY

Brak komentarzy: